Skoro można, to czemu nie?

Zwykły wpis

Kim chciałbyś zostać gdyby dane ci było wybrać absolutnie każde możliwe zajecie?

Moja lista byłby absurdalnie długa: astronautą naukowcem, astronomem, chirurgiem, lekarzem zwykłej maści też, pisarką, malarką i ogólnie artystką od wszystkie co cieszy oko, zagrać w filmie SF, dekorować wnętrza, naukowcem każdej możliwej dziedziny, tworzyć grafiki, uczyć dzieci, projektować co popadnie, organizować co się da.

Niełatwo jest być człowiekiem Renesansu. Całe życie płynę w nieustającym nurcie nowych pomysłów i kolejnych rzeczy, które nauczyłam się robić, odfajkowałąm i rozglądam się za kolejnymi. I za co się nie złapię, ludzie wokół mówią, że powinnam być …… (tu wpisać któreś z powyższych). Ale pozostaje kwestia tego za co można dostawać pieniądze na chałkę i waciki. Pieniążki dają za robienie rzeczy nudnych. 😉

W ostatnich miesiącach miałam co prawda szansę na stanie się na chwilę specjalistką od organizacji podróży zagranicznych, projektantką wnętrz i tapicerką. Tapicerniczką? Nieważne. Ale mój szef dziwi się mojej kolejnej umiejętności i szacunkiem wyraża się o zdolnościach i ukrytych opcjach i nadal patrzy jak fajkuję okienka. Powinien mnie sprzedać jakiemuś znajomemu od marketingu czy czegoś tam. Nawet jak niewolnicę, pokażę zęby. Ale nadal patrzy jak fajkuję okienka.

Lubię swoją nową pracę, nie narzekam bo nie jest nudno, codziennie dzieje się jakaś inna katastrofa i czasem muszę odkopywać się z lawiny śnieżnej, czasem siedzę i patrzę jak szuflują inni. Nudno nie jest ale też nie tworzę nic nowego. Owszem- tworzę bo to ja zamawiam okna i drzwi, dopracowuję szczegóły, dbam o detale i powoduje, że coś się staje- ale ja tego nie widzę. Nie widzę efektu końcowego swojej pracy bardziej niż bankier, który wciska guziki i robi przelewy ale nie widzi tego na co pieniądze są wydawane. Więc cała satysfakcja idzie w kanał. Słyszę co prawda jak klient dziękuje za świetną robotę całej Firmie itp. Ale mnie to nie zadowala. Nie mogę dotknąć tych drzwi- kiedy stoją na dole w magazynie, zawinięte w folię, wyrwane z kontekstu, nie zamontowane w miejsce swojego przeznaczenia a ja pytam czy mogę iść je obejrzeć– pytają się ze zdziwieniem po co? No bo właściwe po co?

W tym miesiącu w biurze wielki remont. Podczas gdy showroomy są imponujące, miękkie dywany, klinkiery, halogeny i fontanny ambrozji to biuro trochę szokowało zaklepaną błękitną wykładziną, kartonami z klamkami i zawiasami w każdym kącie, uszczelkami wijącymi się z kartonów upchanych pod biurkami. Problem polegał na chomiku. Chomik Carlitto, to jeden z moich kolegów który ma wyjątkowy problem z chomikowaniem i rozstawaniem się z zachomikowanymi dobrami- po prostu wszystko gromadził, ale na pytanie czy mamy jakieś zaślepki do parapetów w kolorze oddechu słonia, okazywało się, że nie i musze zamawiać.

Chomikujący wiedział, że zbliża się remont, ale nie spodziewał się, że wraz z remontem pod kosę pójdzie jego składzik dóbr doczesnych. W piątek w zeszłym tygodniu wstąpił w związek małżeński i z okazji tygodnia miodowego w Rzymie, razem z Instalatorką wzięłyśmy kartony i bezlitośnie wypierniczyłyśmy mu wszystko co na drzewo nie uciekało- katalogi firm budowalnych, klamki, zawiasy, kołatki, zaślepki, zaszczepki, kłódki, uszczelki, gumy i gumki, zatyczki, śruby, gwoździe, wkręty, klucze imbusowe, suche próbki farb, otwarte i twarde silikony, stare faktury, dowody dostawy, plastikowe żaby, żarówki i opakowania po sucharkach. Bez przekoloryzowania.

Płakał po powrocie jak dziecko. Do tego przesunęliśmy wszystkie biurka na środek pokoju, na kupę, każdy mieszka w kartonie i plastikowym pojemniku wielkości wiadra w którym ttzyma swoje manele i długopisy. Wrócił na pobojowisko a jego od lat składana kupa skarbów lezy na dnie skipa i moknie na deszczu.

A my koczujemy na kupie złomu bo stare biurka wielkości lotnisk poszły na złom, nowe przyjadą za dwa tygodnie a miejsce trzeba było zrobić bo już w przyszłym tygodniu wpadnie ekipa która zrobi wokół nas raj na ziemi- ściany w cegłach, oświetlenie industrialne w postaci dmuchanych żarówek, wygodne biurka oddzielone ekranami, zawieszone monitory, wysuwane szuflady na długopisy i wykałaczki, zmywarka w kąciku do kawy, lodówka, umywalka w zamykanej kanciapie., Na ścianie przeogromny telewizor będzie wyświetlał stan zamówień, papiery znikną z biurka, tomy teczek pójdą w szuflady. Wszędzie nowocześnie i stylowo a biurko- główny punkt biura jest mojego projektu. Mały Szef zatrudnił Wielka Firmę, która za 4 tysiące funtów zaprojektowała mu biurko, stworzyło wizualizację trójwymiarową do oglądania w okularach Googla- tylko po to, żeby okazało się, zże to nie biuro tylko cygański tabor dla półmózgich operatorów centrum obsługi klienta. Wyśmiałam i zaczęłam tłumaczyć, że tu pracują ludzie a nie roboty. Szef wyczuł i odesłał Wielką Firmę przemyśleć projekt. Przyszedł do mnie i spytał jak ja to widzę. A więc mu pokazałam na rysunku który odręcznie wysmoliłam w czasie przerwy na kluski z sosem. Doznał szoku na widok projektu, który uznawał styl pracy wszystkich zainteresowanych, przewidywał ustawienie mebli najczęściej używanych, kierunek padania światła z okien itp. I podziękował Wielkiej Firmie. Meble sobie wyszukał tak, żeby pasowały do projektu, za 6 tysięcy,  znalazłam takie same za 4 tysiące, zamówił, zapłacił. Przyjdą za dwa tygodnie. W tym czasie w pokoju obok trwała wielka rozpierducha biura sprzedaży, kucie, rwanie podół, podnoszenie sufitów. W toku wyszło na to, że nie pomyśleli kto im zrobię siedziska do ław, które zaprojektował Mały Szef dla klientów. Wielkie Otwarcie zbliża się milowymi krokami a siedzisk nie ma. No wiec coś mi się wymsknęło, że to proste- deska, gąbka, szmacą, pif-paf i już. Dał mi kartę, kazał iść do sklepu, kupić co trzeba plus pif-paf i wróciłam po vana bo sama bym nie zaciągnęła materiałów. W piątek, między wysyłaniem i otrzymywaniem maili, zaniosłam wszystko do kuchni, puściłam Rammsteina na cały regulator i w 3h zrobiłam siedziska na ławy. Zamówiłam materiały na oparcia w przyszłym tygodniu będę kontynuować.

W październiku, w trzy dni zorganizowałam Małemu Szefowi i Drugiej Ręce wizytę w Polsce, w trzech miastach i czterech fabrykach, łącznie z lotem, biletami, rezerwacjami w hotelach, obiorem, dowozem, kierowcami itp. Jak po sznurku.

A na co dzień, nadal fajkuję okienka.

I chcę założyć własną firmę, w ramach której będę produkować biżuterię z cementu, metalu i żywicy. Bo przecież ja mam tyle wolnego czasu i jestem taka niespełniona, że świerzbią mnie rączki. 😊

A rączki bolą od tego wszystkiego w nocy tak, że śpię w szynie Douglasa. Lewa ręka po operacji odzyskała pełną sprawność, na pocięcie prawej nie mam wystarczająco dużo ikry.

Wrzucę zdjęcia jak skończę się realizować w tapicerni.

 

 

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s