Category Archives: http://schemas.google.com/blogger/2008/kind#post

Czwartek, Piątek i Sobota coraz bliżej Jajeczka

Zwykły wpis

No i tak się naganiałam, że wyszło, że zapomniałam…….

WESOŁYCH ŚWIĄT WIELKANOCNYCH dla  wszystkich moich Czytelników tu i tam, kolorowych pisanek, zimnych dyngusów, polskich kiełbasek prosto z koszyczka, mazurków jakie nie wychodzą nigdzie indziej takie pyszne….. życzą kto inny jak nie Kokainki.

Jajka pomalowałam. Ostatnie właśnie skończyłam a jest 22:30. Teściowa przysłała nam zestaw farbek a my mośki jedne przez trzy dni zastanawialiśmy się nad przeznaczeniem farbek akwarelowych ze śmiesznym trzymadełkiem na sprężynce…..

Daliśmy farbki Majce i dziwiliśmy się jak świetnie kryją. Ćwoki. 😀 Wczoraj tak sobie siedzę w Majki domku, Majka paćka się po rączkach niebieską a ja patrzę i myślę. Nad tą sprężynką i okrągłym wgłąbkiem… i nagle olśnienie! No przecież mamy Święta! Farbki ale DO JAJEK!! Zwykle mama Susła dołącza do paczek liściki choć zwykle wiemy do czego co się pcha, tym razem liściku zabrakło bo przesyłka była raczej oczywista. No i masz Maju placek.

W końcu, jestem specjalistką od świątecznych zdjęć nietypowych… niech więc to będzie zdjęcie pisanki na dziś. Ładniejsze jutro
jajka pomalowałam, wyszły wintydżowo-surrealistycznie, nie poświęcone ale i tak bardzo Świąteczne. Jutro obstrykam. Teraz Maja korzysta z naszej łaski i zamiast spać, maluje (psuje) jajko już pomalowane. Jest ogólnokolorowe. … UPDATE: Babcia pomalowała Mai pazurka czerwona farbką. Maja pomalowała sobie pazurasy u stópek na niebiesko. U obu stópek.

 
Z naszejMai robi się ostatnio mała celebrytka….

Nastała moja ulubiona pora roku- wiosna-lato w UK. Czyli wtedy kiedy z  dnia na dzień można latać po patio w samych majtach. Ehm…jako dziecko. Dzięki temu Maja od trzech dni żyje jak na francuskiej Riwierze.


Wyskakuje z łóżeczka, prosto do ciepłej wody w baseniku, potem wyłazi w ręcznik i je śniadanie na świeżym powietrzu. A potem powtórka. Dziś dosadziliśmy do imprezy także Maleńtasa, w pieluszce do pływania i kapelutku przeciwsłonecznym. Wczoraj spędziliśmy cały dzień nad zalewem, leżąc pępkami w górę na kocykach i kołderkach. Maja udawała, że umie grać w badmintona, Boston płoszył ryby rybakom, rybacy podbierali wirtualne ryby na siatki, Babcia robiła sobie autozdjęcia, Suseł pstrykał opcje w aparacie, Maleńtas spał, spał i spał a Kokainka szydełkowała mu kapciuszki na wyrost. Wszystko to pod ochrona filtra SPF+50. Czyli dzień na słońcu był, opalenizny nie ma. Trochę szkoda.

Mam ciśnienie na robótkowanie. Wieszaki na zamówienie są w 50% gotowe, schną po lakierze. Tymczasem rozpoczęłam nowy kocyk, robię koszulkę dla mojego laptopa, próbuję zaprojektować „nappy cover” do zdjęć studyjnych dla noworodków, lecę po wspomnianych kapciach, myślę o malowaniu kamieni a resztę pomysłów zapisuję już w specjalnym zeszycie…. Królestwo dla tego co pozwoli mi nie wracać do pracy w lipcu. Jedno pranie wieszałam dziś cały dzień. A tu poszewka na poduszkę na sznurek a to jajko pomalowałam, a tu Maja chlapie się w wodzie więc jako Ratownik na służbie, w plażowym foteliku wyciągałam z żółtego plastikowego wiadra szydełko i biały kocyk, trzy rzędy i zmiana.

Na majowy weekend planujemy wycieczkę do Bournemouth, w niedzielę chcę zabrać swoje wisiorki na carbud i popchnąć trochę sprzedaż przybliżając się jednocześnie do kupna Kindle’a.

Zrobiłam też tartę brzoskwiniową. Jak ktoś ma ochotę, zapraszam do lodówki, o tej porze nie mam już siły wstać z fotela.

Alleluja.

Reklamy