Monthly Archives: Listopad 2007

Przytyczek i przytczek back!

Zwykły wpis

Wieczorną godziną wrócę sobie do komentarza, jaki pojawił się pod notką o charytatywie w angielskim wydaniu. Napisałam sobie, że w Polsce hula WOŚP, przez cały rok niewiele się dzieje w życiu szaraczka gotowego dąć złotówkę na Cele a Anglicy szaleją ze zbiórkami kiedy tylko się da. I dostałam prztyczka w nos od kogoś, kto nie miał gdzie dać upustu swoim frustracjom, tylko u mnie. Że krytykuję Polskę, WOŚP jest znany i kochany ale przereklamowany, że polaczkowie nie naprawiają tylko uciekają i zabrakło tylko kokluszu do kompletu.

Czytaj okiem i nie zmyślaj, bo jednorazowa wizyta u Kokainy nie znaczy, że od razu masz mieć wyrobione zdanie na temat tego o czym piszę. Krytykuję polaczków na emigracji, wytykam nasze narodowe przywary powodujące, że kiedy przychodzi do pytania „A jaki jest twój kraj?” odpowiadam, że piękny. A w myśli dodaję, że mamy i morze i góry i piękne niziny i wyżyny i brudne rzeki i Dolinę Rospudy…. No bo jaki jest ten mój kraj?
Otwarty dla każdego?
Tolerancyjny?
Sprawiedliwy? 
Promieniejący chęcią czynienia Dobra dla wszystkich?

Podłość i zazdrość wyziera z każdgo kąta i jeśli poczytasz dokładnie dowiesz się jacy jesteśmy w kraju i jacy za granicą. Tacy sami. Ci co wyjeżdżają /karierowicze i zdrajcy/ są tacy sami jak ci co zostają. Nie ma różnicy, tylko kod pocztowy się zmienia. Nie zamieniasz się z Polaka w polaczka z chwilą przekroczenia granicy obcego kraju. Nosisz to w sobie i czy to będzie prucie ryja na żonę w supermarkecie /bo nikt nie rozumie/, okradanie współlokatorów, podkładanie świń czy tłuczenie szyb w samochodach Anglików- z próżni się to nie bierze, prawda?

No, to tak gwoli wyjaśnienia.;)

Acha, od tygodnia miłość i poczucie patriotyzmu każde moim rodakom mieszkającycm w Ojczyźnie a korzystającym a „popularnego portalu łaczącego młodych ludzi we wspólnym wspominaniu lat szkolnych” 😉 straszyć mnie i moją rodzinę głuchymi telefonami, groźbami i obietnicami rychłego
spotkania i połamania mi i Susłowi gnatów za samo istnienie. Ktoś może powiedzieć- odosobniony przypadek, psychole zdarzają się wszędzie. Gorzej jak odosobnione przypadki psycholi łączą się w masowe grupy wsparcia i kupują sysem nawigacji satelitarnej, żeby podzielić się swoją miłością do bliźniego w sposób bezpośredni. :/
„Popularny portal” stał się dla mnie symbolem zakłamania i pięknie skrywanych nienawiści, które nie mogąc znaleźć ujścia w inny sposób, ubierane są w zdania typu: „Kochana, jak pięknie wyglądasz po latach!”, „Zawsze byłeś numer!”, „No no, pan Dyrektor Wielkiej Firmy, no no”. A kieszeniu nóż się otwiera.

„Cóż, nic to”, jak mawiała moja Prababcia…

A do popularności i wyższości WOŚPU nad innymi charytatywami nie mam żadnych wątpliwości. Sami powiedzcie, kiedy po raz ostatni daliście złotówkę lub organizowaliście zbiórkę pieniędzy firmie w której pracujecie? I który z waszych szefów dałby się tak „olać” w 5*C? Które z was dałoby sobie ogolić brwi po przegranym zakładzie?

Mam wystarczająco dużo palców w jednej ręce, nie pchać się!

😉

Reklamy

Nie ma tego złego, lalala, enteetieeehhh i już mi lepiej

Zwykły wpis

Gówniany dzień. Gówniany.

Ale jest coś, poza czekoladkami z półtorakilowej puszki, co poprawiło mój nastrój:

[onet_player v1=”6vYanH0034″ v2=”” v3=”” v4=”218218″]

cover Rihanny i jej Umbrelli w wykonaniu Vanilla Sky- czyli chłopcy mają cohones jak mało kto, Rihanna może iść się paść a przy okazji „przykumać jak wyglądają prawdzie kocie ruchy” a muzyka rozrywkowa Wysp Zielonych wygląda dokładnie tak… przepiękne, po prostu przepiękne. Zwracam uwagę na parodię brytyjskich grupiszczy emokopodobnych:

*czterech młodych chłopców;
*ubranych w czarne obcisłe spodenki z nabijanym ćwiekami paskiem, do tego obcisłe czarne podkoszulki lub bluzy w czarno szare paski;
*prostownica do włosów w męskich rękach;
*druciana szarpanina, góra dół- góra dół w rytm bałałajkowy i szybkie przygryweczki na werblu jako wstęp do refrenu, gitarzyści ciężko zajęci obserwacją swoich rąk i gryfów, w chwilach bez wokalu kręcący bączki na wzór Franka Iero z MCR :). Ach! i jeszcze te rozkroki i podreptywania przód-tył oraz silna praca mięśnia udowego nogi lewej przy wykrokach!
*wokalista czule przeciąga końcówki fraz, dodając posapki i przydyszki np. „entetieeeeehhh” zamiast „entity”…

a potem partia boysbandowa z tulankiem przy której „Mann Gegen Mann” Rammsteina to ciecinna igraszka! 😀

*na koniec chłopcy przywdziewają koszule i tylko czerwonego krawatka brakuje, żeby na scenie pojawił się boski Gerard Way!
*Ach! I białe adidasy do czarnych rurek…!
*…i iskierki ze spawarek.

😀

Nie ma tego złego…

„Idź w cholerę”, Maciek i marzenia niespełnionej psychopatki.

Zwykły wpis

/30 STM- „Was it a Dream?- akustycznie tym razem/

WYPROWADZA SIĘ!

Nigdy nie sądziłam, że widok kartonówpo frytkach McCaina tak dobrze nastroją mnie na cały dzień. I nie tylko mnie bo Truffelka aż się z tej radości wyspała. Wczoraj wyrzuciła z siebie, że jest tak zestresowana jego *&^$^%# obecnością, że nie śpi, nie je, nie ćwiczy i jedyne o czym myśli to na ile kawałków trzeba pokroić człowieka, żeby nie biegać zbyt często ze schodów ale też aby się nie przedźwignąć?

A więc zwiózł dziś kartony, worki na śmieci i skrzynki i zaczął się przenosić do Bógwiegdzieobydaleko.

Ja drugi dzień ślęczę nad Kodeksem i byłoby dobrze gdyby nie nieustanne trzaskanie drzwiami u Goodiego, spod A. Jeśli to on i tylko on, znaczy się, że od 10 rano bez przerwy wstaje, podchodzi do drzwi, otwiera, trzaska, siada, wstaje i tak w kółko Macieju. Jak ja mam się nie denerwować? Podobno jestem złośliwa. A oczywiście, że jestem! Jeden smrodzi fajkami, inny trzaska drzwiami, jeszcze inny ….o, znowu! 3 trzaśnięcia w ciągu 15 sekund! I ja się pytam po co? Żebym musiała się ubrać, zejść na dół i rzucić mu fucka bo tylko to na niego działa? Podłoga się trzęsie, herbata w kubku marszczy się w kółka a ja mam być cierpliwa…

***
1 2 3, 1 2 3 ….

***
Lekko opada mi wrażenie jakie pozostawił we mnie blog Macieja o którym dwa dni temu pisała gazeta.pl. Zadałam sobie trud odnalezienia adresu strony i przeczytałam wszystkie wpisy z 448 ostatnich dni jego choroby. Nie wiem co gorsze (czy lepsze)- kiedy chory wie co się z nim dzieje i dba o każdy dzień jak o klejnot? Czy kiedy rodzina nie mówi choremu o tym co się zbliża i do ostatniej chwili rzeczywistość jest taka sama, z tą tylko różnicą, że widzi świat z szpitalnego łóżka a to do czego był przyzwyczajony istnieje w jego umyśle jako oś wokół której snuje dalekosiężne plany. „Jak tylko wyjdę ze szpitala…”.
Opowiedziałam Susłowi o Maćku nie mówiąc, że był chory i już nie żyje. Opowiedziałam mu o fantastycznym facecie, który ma bloga i widzi świat podobnie jak on. Pije herbatkę, bulka kaszkę w garnku i ma mnóstwo małych i wielkich spraw. Suseł zainteresował się, poprosił o adres a ja wtedy wypaliłam z grubej rury:
-Masz, jet w nim tylko 448 dni, bo potem się urywa.
-Czemu?
-Bo Maciek umarł we wrześniu na raka.
-…?
-Przestań palić fajki.

Obiecał, a ja obiecałam, że będę egzekwować. Była łezka. Może to jakaś maćkowa misja?

***
Oczywiście w wolny dzień posprzątałam też w domu. Pozostali mieszkańcy łazili w około, przestępowali odkurzacz i szmaty i ani razu nie wpadło im do głowy, żeby spytać czy w czymś pomóc. Wyszorowałam kuchenny zlew do błysku jakiego nie powstydziłby się Pan Proper, wysuszyłam, dopolerowałam a trzy minuty później Lokator wyjął ze swojego kubka torebkę po herbacie i plasnął ja obok kranu, prosto na moją lustrzaną powierzchnię. I co? Złośliwa, podła, bezczelna suka nic nie powiedziała. 
Oczami wyobraźnie jedynie, widziałam jak biorę tą torebkę w łapę i rzucam
nią prosto w plecy Lokatora. 
On się odwraca…a ja biorę patelnię i strzelam go prosto przez ten siwy łeb. On się chwieje…ja poprawiam. A potem w czwórkę idziemy do ogrodu i zakopujemy szczątka głeboko w zimnej ziemi. „A jak pan leży głeboko, tak ty rośnij lilio wysoko”…
 
Ehm…poniosło mnie, wybaczcie.

"Idź w cholerę", Maciek i marzenia niespełnionej psychopatki.

Zwykły wpis

/30 STM- „Was it a Dream?- akustycznie tym razem/

WYPROWADZA SIĘ!

Nigdy nie sądziłam, że widok kartonówpo frytkach McCaina tak dobrze nastroją mnie na cały dzień. I nie tylko mnie bo Truffelka aż się z tej radości wyspała. Wczoraj wyrzuciła z siebie, że jest tak zestresowana jego *&^$^%# obecnością, że nie śpi, nie je, nie ćwiczy i jedyne o czym myśli to na ile kawałków trzeba pokroić człowieka, żeby nie biegać zbyt często ze schodów ale też aby się nie przedźwignąć?

A więc zwiózł dziś kartony, worki na śmieci i skrzynki i zaczął się przenosić do Bógwiegdzieobydaleko.

Ja drugi dzień ślęczę nad Kodeksem i byłoby dobrze gdyby nie nieustanne trzaskanie drzwiami u Goodiego, spod A. Jeśli to on i tylko on, znaczy się, że od 10 rano bez przerwy wstaje, podchodzi do drzwi, otwiera, trzaska, siada, wstaje i tak w kółko Macieju. Jak ja mam się nie denerwować? Podobno jestem złośliwa. A oczywiście, że jestem! Jeden smrodzi fajkami, inny trzaska drzwiami, jeszcze inny ….o, znowu! 3 trzaśnięcia w ciągu 15 sekund! I ja się pytam po co? Żebym musiała się ubrać, zejść na dół i rzucić mu fucka bo tylko to na niego działa? Podłoga się trzęsie, herbata w kubku marszczy się w kółka a ja mam być cierpliwa…

***
1 2 3, 1 2 3 ….

***
Lekko opada mi wrażenie jakie pozostawił we mnie blog Macieja o którym dwa dni temu pisała gazeta.pl. Zadałam sobie trud odnalezienia adresu strony i przeczytałam wszystkie wpisy z 448 ostatnich dni jego choroby. Nie wiem co gorsze (czy lepsze)- kiedy chory wie co się z nim dzieje i dba o każdy dzień jak o klejnot? Czy kiedy rodzina nie mówi choremu o tym co się zbliża i do ostatniej chwili rzeczywistość jest taka sama, z tą tylko różnicą, że widzi świat z szpitalnego łóżka a to do czego był przyzwyczajony istnieje w jego umyśle jako oś wokół której snuje dalekosiężne plany. „Jak tylko wyjdę ze szpitala…”.
Opowiedziałam Susłowi o Maćku nie mówiąc, że był chory i już nie żyje. Opowiedziałam mu o fantastycznym facecie, który ma bloga i widzi świat podobnie jak on. Pije herbatkę, bulka kaszkę w garnku i ma mnóstwo małych i wielkich spraw. Suseł zainteresował się, poprosił o adres a ja wtedy wypaliłam z grubej rury:
-Masz, jet w nim tylko 448 dni, bo potem się urywa.
-Czemu?
-Bo Maciek umarł we wrześniu na raka.
-…?
-Przestań palić fajki.

Obiecał, a ja obiecałam, że będę egzekwować. Była łezka. Może to jakaś maćkowa misja?

***
Oczywiście w wolny dzień posprzątałam też w domu. Pozostali mieszkańcy łazili w około, przestępowali odkurzacz i szmaty i ani razu nie wpadło im do głowy, żeby spytać czy w czymś pomóc. Wyszorowałam kuchenny zlew do błysku jakiego nie powstydziłby się Pan Proper, wysuszyłam, dopolerowałam a trzy minuty później Lokator wyjął ze swojego kubka torebkę po herbacie i plasnął ja obok kranu, prosto na moją lustrzaną powierzchnię. I co? Złośliwa, podła, bezczelna suka nic nie powiedziała. 
Oczami wyobraźnie jedynie, widziałam jak biorę tą torebkę w łapę i rzucam
nią prosto w plecy Lokatora. 
On się odwraca…a ja biorę patelnię i strzelam go prosto przez ten siwy łeb. On się chwieje…ja poprawiam. A potem w czwórkę idziemy do ogrodu i zakopujemy szczątka głeboko w zimnej ziemi. „A jak pan leży głeboko, tak ty rośnij lilio wysoko”…
 
Ehm…poniosło mnie, wybaczcie.

Wazeliniarstwo stosowane, Polaka współlokatora ciąg dalszy oraz kodeks drogowy i Mysiolandia

Zwykły wpis

/MCR- „Famous Last Words”, dla kogoś kto pakuje się do RAFu. :* /

Praca.
I co z tego, że mam wolne? Kokainka jest miła, grzeczna i spolegliwa więc przyjedzie do pracy na 3 godziny, zmarnuje 2 kolejne na dojazd, bo przecież to tylko niedziela, nie? Poprzekładałam papiery z szuflady do szuflady, poprzestawiałam ludzi, uzupełniłam brakujące rubryczki i powazeliniłam się do nowego szefa MFF, zwanego, jakże trafnie „Frodo”. Frodo jest upierdliwym kurduplem z nogami na beczce prostowanymi ale oprócz dwóch ocząt pięknych i błekitnych ma również na czole ślepio Saurona. I istnieje obawa, że po 3 tygodniach potrząsania działem obok, jego wszystkowidząca gałka skieruje się w końcu na nas. Zacznie krzywić to co proste, nadmiernie ułatwiać to co powinno być skomplikowane i doprowadzać do płaczu rzesze nadwarażliwych Team Leaderek. Czyli mnie. O, co to to nie! Płakać nie zamierzam, Pierścienia nie mam, ale mam inne metody. Np. dzisiaj:
-Ja czuję się świetnie! A ty?- spytałam marszcząc czółko na widok Froda utykającego lekko na krzywą nóżkę.
-No, nie najlepiej. Boli już dwa tygodnie, o tu, o.- pokazał paluszkiem.
-Oj, niedobrze, powinienieś dać jej odpocząć…
/nie pokazywać się w pracy!/,
…bo jeśli masz zapalenie ścięgna, z czasem zrobi ci się zwyrodnienie i co wtedy?
-Nie wiem, co?
-Jak to co? Klops! Sztywna noga! A młody jesteś i lata przed tobą a noga jedna!
Frodo bardzo się strapił, poruszał nóżką tu i tam, popróbował i spojrzał na mnie jak na Doktora Żywago- pełen miłości pośród szalejącej śnieżnej zamieci 😉
-I co teraz?
-No co, odpoczynek! Żadnego biegania! Żadnego roweru!
-Lubię rower!- pisnął szef MFF
Rozłożyłam więc ręce i pokręciłam głową.

Tak oto się urabia Saurona. Z łezką w oku i troską w głosie. Po co od razu wrzucać pół Śródziemia do wulkanu?

***

Dziś Truffelka dotarła na sam skraj kurwicy wywołanej obecnością Lokatora. Zadzwoniła do niej jakaś obca kobieta, która znalazła na ulicy jej ważne dokumenty. Truffelka, jak to ma w zwyczaju- pobielała jak ściana, rzuciła macią i pojechała odebrać zgubę. Ktoś zabrał kopertę z dokumentami dot. ubezpieczenia samochodu z Parapetu Listonosza, przewiózł 4 mile do cetrum i wyrzucił na chodnik koło Morrissona. Otwartą lub zamkniętą, tego nie wiadomo. Wiadomo natomiast, że kopertę otwartą, wywłoczoną z dokumentów i ubłoconą znalazła miła Angielka, która na podstawie danych 
skontaktowała się z Truffelkiem.
Idąć ścieżką zasady brzytwy Ockhama od razu domyśliłam się jak koperta znalazła się na środku ulicy w środku miasteczka. Nasz kochany, do serca przytul Lokator zgarnął rano kopertę tym samym dając upust swojej złości z powodu przyjazdu Bracika i wyrzucił ją po drodze. Od samego początku podejrzewał, że Bracik to tylko pretekst do pozbycia się go ale kiedy go w końcu ujrzał na własne oczy, zrozumiał, że nie żartujemy z wyprowadzką. Świetnie, 8 tygodni za późno.

I podejrzewamy, że wpuszcza nas w rachunki. Po powrocie z pracy zastałam kran z gorącą wodą odkręcony na full. Cały dom spał ale myślałam, że to któryś z moich zombich. Jednak po kilku godzinach łażenia Lokatora po domu, kiedy wstała Truffelka, kran z gorącą wodą znowu lał się beztrosko. 
Siedząc w kuchni i pleplając o wielkich sprawach krasnoludków, Bracik obserwował przez dłuższy czas bojler i nagle „odkrył eurekę”. Krany pozakręcane, ogrzewanie wyłączone a bojler szumi, ładuje wodę w rury a temperatura zamiast do 25*C dochodzi do 60*C!! No i? Kto się domyśli?
Nasz cudowny, niech mu ziemia lekką będzie Lokator, prawdopodobnie 
odkręca swój kran w pokoju i całymi godzinami leje wodę na złość. Ciągnie wodę, gaz i prąd 24 na dobę. No to ja mu teraz dam! Ja mu dam!….wyłaczę bojler, o!…

…o my biedni bezradni durnie…
/kręci głowką i chlipie żałośnie smarcząc w rękawek/

Bracik zaproponował zatłuc łopatą i zakopać w ogrodzie. Ja rzuciłam pomysł z beczka pełną soli. Truffelek zadeklarowała, że jeśli Lokator się nie wyprowadzi do 4 grudnia, spakuje dobołek, weźmie skibkę chlebka i pójdzie do obcych.

***
Czytam Kodeks Drogowy. Czytam i tłumaczę do kajecika, bo bełkot i bzurnota tego dzieła powoduje, że zamiast zapamiętywać zasady ruchu drogowego, czytam te same zdania po 3 razy zanim zrozmiem sens, wygrzebując go z ton kompletnie niepotrzebnych informacji. Np. tak:
„Pojazd może/nie może korzystać z dróg specjalnych jesli ma/nie ma na to pozwolenia”. Super. To prawie jak Monty Python i nieśmiertelny tekst: „W kręgach w których jestem znany i lubiany, jestem znany i lubiany”. Czytając „Władcę Pierścieni” w oryginale i tolkienowskie zdania ultra-wielokrotnie złożone nie miałam tylu nawrotów do akapitu wyżej niż teraz.

Dziś jeździłam. I stwierdzam, że genów oszukać się nie da i mam szansę na GrandPrix Formuły1. Mój dziadek taksówkarz ruszał z pod domu w chmurze z topiących się opon, moja Rodzicielka kiedy tylko może wyciska zakręty z piskiem opon a ja cofam z prędkością 40km/h z maniackim uśmiechem na pysku. Ciężka łapa w siatkówce, ciężka noga w samochodzie.

***
Na moją prośbę, obficie podpartą przykładami Admini Szanoni Kłaniam Się Nisko zablokowali Psychopatę z Naszej Klasy i pogrozili palcem pozostałej trójce.
Psychopata tak się napalił na pranie po pysku Kokain, że zadał sobie trud znalezienia numeru telefonu do mojej Rodzicielki, zadzwonił podając się za człowieka, który udzielał się na forum i poprosił mnie do aparatu. 
Rodzicielka miała głowę na karku, więc sprzedała mu baśń o Osiołku Matołku. Psychopata ostrzegł, że skoro już wyjechałam i nie odwiedzam Wrocławia to lepiej żeby tak zostało, bo mnie tu nikt „z dzielni” nie chce widzieć i się rozłączył.
No, po pierwsze Psychopato: nie ma we Wrocku osoby, którą mogłabym nazwać swoim „kolem z dzielni”, bo na podwórku ostatni raz byłam w wieku lat 15 (nie żartuję), nigdy nie przesiadywałam po murkach, nie miałam kumpel z grzywkami na lakier Lotion nr11, nie popijałam „Czaru pustyni” i nie poćmiwałam niedopałków po bramach. To po pierwsze.
A po drugie, Psychopata podał się za jednego z użytkowników, kompletnie nie zdając sobie sprawy, że ów chłopak z gitarą na zdjęciu to JA. Zdjęcie wzięłam sobie z Googla, dorysowałam mu parę szkół i klas a potem z męskim autorytetem pozowiliłam sobie wzmocnić siłę swojego 
babskiego wyrazu. Nie podziałało szczególnie, bo mój doppelganger został okrzyknięty „pedałem z gitarą” i stracił nieco na uroku. Porzuciłam go więc szybko niczym Frankenstein swojego składaka i podobnie jak w powieści, wkrótce okazało się, że składak żyje, mówi i wie jak używać telefonu!!! :D:D

Ach ci ludzie…

No nic, od tego Kodeksu zrobiło się niesympatycznie późno. A 2:30 rano to godzina myszek szuruburujących po kuchni. Od 10 minut siedzę więc i kątem oka obserwuje manewry kuchenne pewnej szarej obywatelki.
Niczym żołnierz SWATu, szara obywatelka pokonuje długość kuchni skokami
przerywanymi czajeniem się za meblami.
Ja tu sobie siedzę, stukam po literkach a mysia leci: drzwi-lodówka, lodówka-kuchenka, kuchenka-szafka na garnki…brzdęk, szuruburu i cisza. Podejrzewam, że za zlewozmywakiem jest przejście do innej rzeczywistości. Mysiego światka pełnego mysik kupek. Ale czego spodziewać się po domu, który stoi w tym polu od 200 lat? To pewnie jest mysia z rodowodem, 
z matki na córkę szlachcianka! Chociaż to co zrobiła kiedyś z odkurzaczem 
Lokatora podpada mi raczej pod bezdomną degeneratkę z kartonem pod pachą: znalazła odkurzacz, rur
ę, stwierdziła, że rura jest niczego sobie a na końcu rury gniazdo jak marzenie- ciemne, ciepłe, materiałowe…wytachała więc z wnętrza odkurzacza wszystkie farfocle i ułożyła je grzecznie na kupkę obok odkurzacza. A do środka zaciągnęła pogryzioną skarpetkę niedzielną Lokatora. Dobrze, że sprawdził pojemnik przed odkurzaniem….byłoby o jedną mysię na świecie mniej!

***
Dobra, spaciu wzywa, 2:40, myszki harcują, czas na środki drastyczne. Jutro kupuję „emiter fal niepokojących”. Podobno działa i co najważniejsze, nie łamie kręgosłupków w okolicach kawałków sera.

Po egzaminie, z medalem na piersi.

Zwykły wpis

No i zostałam First Aiderem! Zdaliśmy egzamin, dostaliśmy odznaki, poręcznie saszetki z rękawiczkami i ustnikiem i uścisk dłoni od Luke’a. Niesamowicie intesywne cztery dni, powiem więcej, najbardziej treściwe szkolenie w moim życiu. Profesjonalne i wyczerpujące. Widać Anglicy jednak potrafią przekazywać informację jak ludzie a nie tylko „najłatwiej, najprościej, skrótowo, byłeś super”.

Jadąc do domu, rozglądałam się na boki w poszukiwaniu ofiary z zatrzymaniem akcji serca, porażonego prądem czy rodzącej w windzie. Szkolenie było do tego stopmnia sugestywne, że kolejną noc śniły mi się kawałki skóry, drobiny kości podążajce krwioobiegiem do serca i bąble pełne limfy.

***
Przez Naszą Klasę zaniedbałam skrabelki na Kurniku! Ludzka głupota jest tak zajmująca, że aż zapiera dech w piersiach. 😀

***
Suseł pojechał do Londynu, ja siedzę i klikam na dwie klawiatury. Główny komputer załapał jakiegoś buga, nie ma połączenia z siecią z to żre oczy uroczą tapetą w kolorze karmazynowym z informacją, że moja 
prywatność jest zagrożona. Też mi argument. 🙂 Ważne że odtwarza Wumpiego. Wumpi pastwi się nas martwym płodem w pieśniole „Stillbirth” a ja się relaksuje.

CPR czyli jak dostać womitem w ucho.

Zwykły wpis

Dziś pierwszy dzień First Aid Training, czyli treningu z Pierwszej Pomocy.

Weszliśmy do sali, przysiedliśy na zydlach i przywitał nas pan w kamizelci i krawacie na bankierską nutkę. „My name is Luka” i będę waszym trenerem
w wielkiej misji jaką jest ratowanie ludzkiego życia i wąchanie wymiotów.

I zaczęło się 5 godzin duszenia ofiar, pompowania powietrza w rurki pierdziawki, miażdżenia Ani klatki piersiowej, wkładania palca do gumowego 
pyska i turlania się po podłodze.

***

Szkolenia dzień trzeci. Poparzenia, zatrucia i scenki rodzajowe. Luke doprowadził nas na granicę szaleństwa wymyślając scenariusze w których cała ósemka leżała pokotem na ziemi, Kelly kopał prąd, była ustawiana bójka na butelki po Fancie oraz seks grupowy z udziałem dwóch nieprzytomnych obywateli. Gość jest niesamowity i ma absolutnie niezpożytą energię i 
wyobraźnię. Co chwila cytuje filmy, parodiuje dziennikarzy, wyczerpująco i
dźwiękonaśladowniczo daje nam próbki wszystkiego czym może nas uraczyć 
ofiara. Na koniec dnia jest wypompowany jak dętka, wisi na krześle i ledwo ledwo
macha do nas łapką na pożegnanie.

Jutro egzamin a ja zamiast klepać terminy typu: metacarpals, phalanges, hypovoalemic shock, odpisuję na posty moich fanów wątpliwej maści
 i autoramentu na Naszej Klasie. Jest zabawnie, mówię Wam… 😀

***
Dziś do Zamczyska z Ojczyzny zleciał Kubeusz, brat Truffla. Nie widzieliśmy się dwa lata, a ten na mój widok powiedział tylko: cześć siostra, gdzie masz Team America bo chcę obejrzeć? Jak fajnie jest się z kimś wychować… Dwa lata jak dwa dni. 😛

***
Lokator wybył.

***
Odwiedziłam rano Vitusia, umyłam mu szybkę, popsikałam antymrozem
 i pogrzałam fotel. Tyle z moich jazd. Ale w piątek nikt mnie z Aucika nie wygoni! Będę niszczyć krzaki, wydzierać chwasty z korzeniami i pruć chodnik przed domem! Aż po dżdżownice!

Z Wyspy Zielonej
Kokain

Hejkum Gejkum, Olo ratuj!

Zwykły wpis

Ludzie, ratujcie!

Spędziłam wczoraj pół wieczoru na próbach znalezienia bloga, którego miałabym ochotę poczytać co najmniej dwa razy w tygodniu. Znalazłam trzy blogi z gołymi panienkami, jeden ze zbliżeniami części niesfornych gołych panieniek, trzy blogi o piłce nożnej, dwa o pazdrexach i kilka KoooLoWyCh GóóóWiEnEk ze wezwaniami o komęcie. Do tego jak wisienki na torcie blogi o umieraniu, cierpieniu, NicNIeRobieniu i jeden o tym co robi dwulatek na nocniku i w kolejce,

oraz to: (…) protokol zatrzymania nie pozostawia zludzen – otoz silna ingerencja czynnika strukturalnego wskazuje na wykraczanie poza naczelne zasady(w tym dobor odstepstw proceduralnych). niezwyczajny pospiech stal sie zatem motywem przewodnim, zasada wrecz, wobec ktorej identycznosc czy podobienstwo do sugerowanych zmian (postep, przelom, etc.)- nabieraja nowego sensu(…)

i to: (…)krotka notka do edytora tekstu:wydedukowalam,ze display padl mi od aparatury podtrzymujacej zycie.nalozyly sie wzajem pikania z systemow odleglych od mojego budzika(kogutek taki,figlarny!) i poszloooo! nie ma za co,tez budze sie mokra od lez o poranku. dzieki. //jedziemy dalej) w perspektywie mam 3 godziny snu zatem ogranicze sie do konkretow bez upiekszacza melody maker. ,,lucetam” masa stala tabletkowa wegierskiego producenta: egis pharmaceuticals ltd.sklad- piracetamum,wezmy dawke 1200mg.wrzecionowaty ksztalt pokaznej tabletki -2,5cm dlugosci.masa nie jest powlekana gladka substancja zelatynowego pochodzenia.lek ow przyjmowany jest w stanach niedokrazenia szarej substancji lub stymulujaco na uklad,wzmacniajaco na pamiec,koncentracje,etc.chodzi(…)

oraz to: (…)KONKURS!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

robie konkurs na naj bloga zglaszajcie sie na moje gg lub na moj blog zostawiajcie komcie i adresy blogow a to moj nr gg:213061
a oto nagrody – 1.miejsce 10 komciow i dyplom
– 2.miejsce 8 komciow i dyplom
-3.miejsce 6 komciow i dyplom
-1.wyroznienie 4 komcie i dyplom
-2.wyroznienie 2 komcie i dyplom
-3.wyroznienie dyplom
15:35, paulina106
(…)



RATUNKU!! Odpalam komputer, sprawdzam pocztę, czytam bluzgi na Naszej Klasie, obsesyjnie odświeżam Gazetę w oczekiwaniu na zmianę tematów, piszę co u mnie i gaszę komputer. Tak nie może być!!

Wpisujcie adresy blogów oryginalnych, zabawnych (żadnych lapsticków), blogów ludzi ciekawych, żyjących w ciekawych miejscach, cokolwiek!!

Bo całkiem tu zmarnieję!!

Sniff…

PS. Pada paskudnie a temperatura zamraża deszcz w locie. Tylko w Anglii zdarza się taka pogoda. Już wiem jak to jest być rybakiem na Atlantyku.

Wścieklizna narodowa

Zwykły wpis

PS z ostatniej chwili na Naszej klasie:

Jestem moherowym beretem,
powinnam śpiewać w Ich Troje,
jestem powietrzem,
powinnam rzucić się z mostu,
moja mama „pcha mnie w dupę” itd.

A prowodyrem polowania na czaronicę jest facet, którego nie znam i w życiu na oczy nie widziałam! Dokładają się moje koleżanki klasowe, jakieś 14 latki z całkiem innych miast i Bóg wie kto jeszcze.

Co się dzieje z ludźmi? Dlaczego? Wczoraj, zdenerwowana, rozżalona i onemiała długo rozmawiałam z Susłem o tym jacy są nasi kochani rodacy. Właśnie tacy. Same malutkie, biegające Kaczuszki. Małe, zakompleksione gnojki, nienawidzące wszystkiego i wszystkich, czujące zazdrość do każdego kto ma inny kolor włosów i większe stopy. Ale nikt się do tego nie przyznaje. Każdy głaszcze swoje frustracje od wewnątrz, karmi je  i udaje, że jest mięciutkim zwierzątekim futerkowym. A Internet wyciąga co najgorsze. Skoro nie można dostać w pysk, nikt nie zagrozi bejbolem albo starszym bratem, można wyrzucić z siebie wszystko co zalega na wątrobie, a co! Ku uciesze gawiedzi!!

Oczywiście, nie twierdzę tu, że wszyscy są tacy. (Już się boję, bo zaraz mnie ktoś zbeszta.) Ale stwierdziliśmy z Susłem, że przez ostatnie dwa lata wszystkie nieprzyjemości, przykrości, pomówienia spotkały nas od Polaków. Wszystkie, bez wyjątku. Ani jednej od Anglika, choć możnaby się spodziewać, że skoro emigranci, pracę zabieramy i dom zajmujemy, trzebaby nam dać popróbować bobu…

Kiedy wyjechałam, sąsiadka zza ściany powiedziała w cztery oczy mojej mamie na schodach: każda dziewczyna która wyjeżdża do Anglii to kurwa i jedzie dawać dupy za pieniądze, ot co!
Dwa miesiące poźniej zapukała z pytaniem czy mogłabym załatwić jej wnusi pracy i mieszkania tutaj, bo dziewusia chce zarobić na prawo jazdy.
Czy ktoś z was się zdziwi, jeśli napiszę, że moja Rodzicielka (kobieta, której w kaszę boi się nadmuchać nawet Chuck Norris), odpowiedziała: niech jedzie do Anglii i zarobi dupą, żaden wstyd! I trzasnęła drzwiami.

„Ludzie, opamiętajcia sia!”- jak rzekł kiedyś bohater „Gwiezdnego pyłu”.

O tym, że ludzka nienawiść nie blednie.

Zwykły wpis

Dziś ludzka podłość powaliła mnie na kolana. Na Naszej Klasie napisałam szczerze co sądzę o swoim fizyku z podstawówki dołączjąc się do grona ludzi, którzy nazwali go „sadystą”, „pijakiem”, „gnojem” itp. Dołączyła swoje trzy grosze również moja Rodzicielka, któa lata temu jeździła z nim na obozy harcerskie.

Dwa dni temu jakiś fumfel zbeształ mnie na forum szkoły rozpętując wojnę w wyniku której dowiedziałam się, że ów nauczyciel był aniołem w ludzkiej 
skórze, ci co piszą paszkwile są nienormalni, jaże jestem zakompleksionym wykształciuchem, moje dwie nemezis wykrzyczały, że mnie nie nawidziły bo 
przecież mnie nie można lubić, bo miałam babcię nauczycielkę, nosiłam kwiatki i
książki na koniec roku, nosiłam również wysoko nos i straszyłam babcią na prawo i lewo. Mój Boże. Dowiedziałam się również, że jestem samotna, mam wrzody, wyjechałam (!), nie mam dzieci (!!) i zabrakło tylko oskarżenia o mordowanie czarnych kogutów. To im odpisałam jak umiałam. Przypomniałam sukom jak to było być wnuczką nauczycielki, sypnęłam szczególami z ich postępowania. Wtedy dowiedziałam się, że czaszka jakiegoś gryzonia, którą dla jaj podłożył mi pod poduszkę chłopak, który oczy wypatrywał za mną od 4 klasy- była w rzeczywistości niemym wyrazem nienawiści klasy do mojej osoby! Ciekawe, jak to fakty potrafią się zmieniać przez lata.

Jaka była prawda o tym wszystkim, za dużo by pisać. Wystarczy, że dodam, że będąc taką podłą suczą zamiast nosić się dumnie i stroszyć piórka, wymiotowałam przed wyjściem do szkoły i kuliłam się w ławce, kiedy cała klasa skandowała: wypierdalaj!

Dziś się puszę, bo mam to wszystko w dupie. O czym dowiedziały się moje drogie koleżanki.

To tyle o ludzkiej podłości. Chyba nie ma co liczyć na klasowe spotkanie po latach bo popłynie krew. Kokain już nie jest tą chudą, bladą mimozą z długim warkoczykiem, oj nie.

Może jestem suką ale przynajmniej nie jestem zakłamaną suką. 🙂 Z dwojga złego…