Monthly Archives: Lipiec 2016

Wroclove 1.0

Zwykły wpis

Juz sam fakt, dworzec PKS jest nie tam gdzie powinien powinien był dać mi przedsmak tego ile zmieniło się we Wroclawiu przez te wszystkie lata. Przejście przez Dworzec PKP nową czystą, pachnącą halą główną zaskoczyło mnie brakiem śpiących na ławkach bezdomnych, zniknęły stragany i sklepiki z używanymi książkami, gyrosami i damską bielizną.  W kiosku kupiłam butelkę picia, kartę do komórki i bilet tramwajowych i od razu wydałam 10zl. Mózg ma tendencje do przekładainia rzeczywistości na to co zna najlepiej wiec zadrżałam za myśl ze wydałam 10funtow na nic i źle mnie podliczyli. 🙂

Dzięki Bogu przystanek autobusowy na Dworcowej nadal przypominał przystanek autobusowy na Dworcowej chociaż jego otoczenie zmieniło się nie do poznania. Juz sama fasada Dworca Głównego przypomina meczet muzułmański. Doturlałam się do czekającego na przystanku autobusu interesującej mnie linii, wetknęłam głowę do środka i zapytałam:

-Czy na bagaż tej wielkosci potrzebuję bilet dodatkowy?

Kierowca spojrzał na mnie jak leniwiec.

-Co?

-Czy na bagaż tej wielkości potrzebuje dodatkowy bilet??

Kierowca sięgnął bardzo leniwie do pokrętła od radia i ściszył muzyczkę.

-Co?

-Pytam sie. Czy na bagaż. Tej wielkości.  Potrzebuje dodatkowy.  Bilet.

-A nie?

-A tak? – falują mi nozdrza.

-Potrzebuje. Jak bez?

-Pytam sie tylko. Można nie wiedzieć, prawda?

-W automacie są.  -rzucił brodą w uogólnionym kierunku automatowym.- Zaraz odjeżdżam. -dodał jakby chciał mnie wyzwać na pojedynek, kto będzie pierwszy.

Wycofałam się zwinęli autobusu ciągnąc bagaż. Nie usłyszał juz kiedy powiedziałam:

-Jedź w pizdu, stary dziadu.

Spędziłam w Polsce 14 minut i juz obudził się we mnie Attylla Hun.

Potruchtałam do automatu biletowego, obczaić potwora. Instrukcja była skąpa, słońce świeciło w ekran, na słowo honoru wciskałam najbardziej logiczne guziki. Kazał wrzucić 1,5zł. Zjadł mi  złotówkę wiec zaczęłam grzebać po kolejną. Moja utknęła w szczelinie.

-Ma Pani złotóweczkę odstąpić?- młoda dziewczyna bez zębów z kolegami.

-Właśnie utknęła mi złotówka w automacie. Więcej nie mam. -zajrzała okiem specjalisty w szparę automatu i stwierdziła chyba, że zostałam skrzywdzona przez System, bo pociągnęła kolegów dalej.

Wsadziłam do otworu zwinięty kawałek papierka i moneta wpadła w trzewia automatu. Po chwili wypluł resztę ale okroił mnie na 30gr. 

Podjechał kolejny autobus. Wsiadłam i za pamięci postanowiłam skasować bilety od razu. Żaden kasownik nie działał. Przeszłam cały autobus, do okienka kierowcy. Ostatni też nie działał. Kierowca spojrzał na mnie jak na stonkę. Bez słów odwróciłam sie do kasownika, natarczywie dziubając dziurkę biletem. 

-Może prundu brakło?

Dość tego, stwierdziłam, że skoro kasownik nie działa, jeśli złapie mnie kanar, powiem mu, że kierowca nie zatankował prundu w zajezdni i dlatego nie dało się skasować biletu. Nie złapał. Szkoda, kierowca miał szansę zdać sobie sprawę, że jego bełkot ma wielką moc opiniodawczą.

Na szczęście, do końca pobytu w PL nie miałam już bezpośredniej przyjemności z pracownikami MPK

Reklamy

Polska po 8 latach

Zwykły wpis

Ostatni raz byłam w Polsce w 1-2 miesiącu ciąży z Mają. Nic nie widziałam bo przelcialam na Święta, w wigilijny wieczór i już 4 dni potem byłam znowu w UK. Poza tym, nie wiedząc że Mają mości sobie miejsce w moim sercu, całe Święta przelezalam na łóżku, zawinięta w prezenty, jedząc i drzemiąc na zmianę. Nie miałam siły podnieść ręki. Ani nogi. 🙂

Minęło 8 lat i od jakiegoś czasu nawiedziły mnie coraz częściej wizje ulic Wrocławia, jakieś strzępki, urywki, prawie impresjonistyczne obrazy pomieszane z emocjami, wspomnieniami, zapachami… może wiedziałam, że już jadę, tylko podświadomie? 🙂  

W ciągu ostatnich miesięcy kwestia nowych dokumentów tożsamości była absolutnie na tablecie bo co chwila okazywało się, że czego nie można bez nich-zapisac Maluchów do szkoły internetowej, wyrobić zielonego prawa jazdy, zmienić pracy…Ale nie planowałam żadnej podróży bo nie miałabym się gdzie zatrzymać. W chwili kiedy podjęłam decyzję o wyjeździe, zadzwoniłam do A (pamiętacie A?) I powiedziałam:

-Ratuj dupe, hejkum-kejkum, Olo -ratuj!

Spakowałam się lotem błyskawicy, wzięłam ciuchów na anielską pogodę (średnio mądrze, jak się później okazało), gażetów, kabli, końcówek, przejściówek itp. Wysiadłam do autobusu Sindbad i rozpoczęłam ekscytująca, drugą w życiu samodzielną podróż na drugi koniec Europy. W autobusie do Dover siedziałam sama, bateria słoneczna łapała angielską aurę do ostatnich chwil przed tunelem, jadłam czipsy, żłopałam jak smok i testowałem własnoręcznie uklepane kanapki. Puscili jakiś idiotyczny polski film.

W Dover zmieniliśmy autobus i posadzili mnie z dala od okna, obok babeczki do złudzenia przypominającej moją Teściową oraz Uczennicę w jednym. Pani w dojrzałej połowie szóstej dekady życia, krótkie rudo farbowane  wlosy, długa twarz, sportowy styl czyli polar na zamek, płócienne spodnie i skórzane sandały na skarpetki. Co miała w ładowni nie wiem ale zdecydowanie miała za dużo bagażu podręcznego- dwie wielkie, trzeszczące torby typu Tesco plus skórzana torebka na ramię wielkości średniego okazu ryby młota. Plus rogal podróżny i kocyk. 

Od razu zauważyłam autobusowy syndrom Chętnej do Pogawędki więc szybciutko założyłam na uszy moje wielkie, białe słuchawy z kablem łączącym mnie ze sprzętem izolujacym od otoczenia i … miałam je na głowie, z drobnymi przerwami aż do 13 następnego dnia. Czyli 24h swędzących uszu, szumu przepływu krwi i spoconych włosów. Ale warto było się przemęczyć bo słuchawki zadziałały jak baner:

-Nawet nie otwieraj do mnie twarzy!!

Otwierała parę razy ale szybko stwierdziła, że jestem mało normalna i zaczęła wić się w fotelu, żeby dyskutować o kwestiach koordynator geograficznych z sąsiadami z tyłu.

-Czy to już Dover? Po francuskiej stronie?

-Nie proszę Pana, to Dover po angielskiej stronie, proszę Pana, tunel dopiero będzie.

-Bedzie?

-No będzie proszę Pana, w tunelu będzie.

-Aha.

Przez całą drogę próbowałam czytać pierwszy tom Gry o Tron i nie mogłam się doczekać kiedy skroca Neda Starka o głowę. Strasznie się ciągnęło ale w końcu się doczekałam. Nie sądzę przy tym, żebym miała cierpliwość przejść resztę tomów tym bardziej, że spodziewam się akcji z serialu a z czasem linie historii rozjeżdżają się jak zez. No ale!

Puscili jakiś idiotyczny amerykański film.

Tunel był rozczarowujący – dotąd lecialam nad Kanałem, nigdy jeszcze nie dałam się wcisnąć na pokład pociągu pomorskiego i uważam całą rzecz za przereklamowaną. Autobus parkuje w kiszce z metali, zamykają się metalowe kurtyny i po jakimś czasie autobusem zaczyna bujać. Sądzę że w tym czasie banda osiłków staje po bokach wagonu i buja przez 30 minut składem jak może, inni w tym czasie zmieniają scenografię z angielskiej na francuską a kiedy już wszystko jest gotowe mówią:

-Tadaa! Welcome to France!

W pociągu było żółto i duszno. I podobno szybko bo jak dowiedziałam się z internetu, jechaliśmy że średnią prędkością 230km/h. Scenografię zmienili, pogody się nie dało więc nadal siąpiło a chmury przesłaniały niebo i snuły się nisko przy ziemi. Elektryczne wiatraki ginęły w mgle. 

I tak całą noc, cały ranek, jeden przystanek na sikulki-kupulki w strugach deszczu który wykorzystałam na stanie w pozycji pionowej pod parasolem Burger Kinga. Na siusiu nie odważyłam się iść na wypadek jakiegoś idiotycznego pecha w wyniku którego autobus odjechalby beze mnie a moja sąsiadka nie zgłosiła by mojej nieobecności szczęśliwa, że może rozłożyć swoje torby na większej przestrzeni. 

W śpiąco-czuwająco-zjawiskowym stanie umysłu pojechaliśmy do Słubic, w połowie jakiegoś kolejnego idiotycznego, amerykańskiego filmu który puścili. Zaczęłam się domyślać że mają lilicencję  zabijanie tymi filmami.

W Słubicach nastąpiła przesiadka na wielkim, betonowym polu hodującym autobusy Sindbada, kierowców w białych koszulach i pilotki w krótkich spódniczkach. Znowu usiadłam  przy oknie i puscili jakiś idiotyczny polski film. Sprawdzili nas granicznicy polscy i niemieccy. Polski sluzbista zauważył jakże słusznie że mam przeterminowany dowód osobisty oraz paszport. Pozwoliłam sobie zauważyć, że po to właśnie jadę- wyrobić nowy dokument.

-Ale data wyszła w zeszłym roku.

-A ja nie potrzebowałam nowego do tej pory.

-Ale rok?

-Nie byłam w Polsce 8 lat, jakoś nie odczuwałam palącej potrzeby a i życie nie pozwala jeździć do Polski z biletem w jedną stronę żeby czekać na wystawienie nowego dokumentu w bliżej nieokreślonym terminie. 

W obliczu sluzbisty moja odpowiedź zabrzmiała jednak bardziej jak jąkanie się zidiociałej blondynki, okraszona debilnym uśmiechem. Pokręcił głową i przecisnął się dalej między fotele.

Przede mną leżała Ojczyzna.

Zwykły wpis

Najpierw pomyślałam:

-Jaki to zbieg okoliczności że matka tego małego gnoja ma spotkanie z Managerką?

Ale wzruszyłam ramionami i stwierdziłam, że świat jest już tak zakręcony że już nic mnie nie zdziwi a ponieważ nie poczuwałam się do żadnej odpowiedzialności, beztrosko zaanonsowalam Panią L do Managerki. W międzyczasie obsługując okienko zauważyłam Rachela i Szwagierka wynicowały się z recepcji do głównego korytarza ale to również nie dało mi nic do myślenia. W końcu Pani L z nastoletnią córką wyszły z Managerki a Rachela i Szwagierka od razu złapały ja za łokieć i wciągnęły do oszklonego korytarza gdzie przez dobre 5 minut perorowały intensywnie wyrażając współczucie za pomocą języka otyłych ciał.

10 minut potem Rachela wezwała mnie do Managerki.

-JAK ŚMIAŁAŚ? JAK ŚMIAŁAŚ ROZMAWIAĆ Z PACJENTKĄ NA FB??? JAK ŚMIAŁAŚ WRZUCAĆ ZDJĘCIA KTORE KAŻDY MOŻE OBEJRZEĆ I JESZCZE MIAŁAŚ CZELNOŚĆ JE KOMENTOWAĆ!?

-S Ł U C H A M ??????

-Pacjentka złożyła na ciebie skargę, że szargasz opinie Przychodni, że nie życzy sobie zebys miała cokolwiek do czynienia ze zdrowiem jej lub jej rodziny, że jesteś przestępca i powinno się ciebie traktować jak przestępcę!

Machała w tym czasie co najmniej dwustronnicowym listem którego nie było mi dane przeczytać. Siedziałam więc nie upadłam. Rachela z boku kiwała głową gorliwie.

-Moze tak od początku bo …..(tu opowiedziałam z detalami historię sprzed 3 dni) … a więc jeśli chce mieć pretensje to niech ma do mojej Rodzicielki. Ale skoro Policja nie miała pretensji do niej ale do rodziców małego bandziora to może mam tu być dzieckiem do bicia? Nie mogła nic poradzić na to że ma takiego syna, wstyd jej przed całą wsią i pewnie i szkołą, mojej Rodzicielce nic nie zrobi ale zemścić się można! Na mnie? A co ja miałam z tym wspólnego prócz faktu że to moja matka? Nawet gdyby kogoś zabiła, to moja matka i miałabym prawo jej bronić i nikt nie miałby prawa skarżyć na mnie do pracodawcy. A skąd ona wiedziała że to moja matka? Ja się nazywam XY a ona BKL to gdzie tu powiązanie? Na jakiej podstawie wie że to moja matka skoro nikt mnie we wsi nie zna z imienia a co dopiero po nazwisku którego nawet nie mamy wspólnego? 

-Nic mnie to nie obchodzi! Jesteś zawieszonandyscyplinarnie do wyjaśnienia!!!!

-Za co??

-Za to że znowu jest z tobą problem!

-Co? Ostatni raz był że mną problem jak pastwiła się po mnie osoba która wyrzuciłaś dyscyplinarnie za bullying na mnie!

-Pozwalasz żeby na FB opublikowano rzeczy które narażają opinie o Przychodni na szwank!

-Ja?? Ja byłam w pracy! To nawet nie ja byłam świadkiem sytuacji!

Na to Rachela:

-No wiesz, ja bardzo dbam o takie rzeczy i w mojej rodzinie bardzo uważa się na to co piszę się na FB.

Zeszło że mnie powietrze. Zwiędłam i odeszły mi wody życia. Wyszłam, za mną Rachela. Podniosłam słuchawkę żeby zadzwonić po transport do domu.

-Wiesz, że…

-Wiem (kurwo moja jedyna) już sobie idę!!!

Rodzicielka najpierw nie zrozumiała, potem myślała, że żartuje aż w końcu załapała i rzuciła słuchawką w biegu po mnie. Złapałam swoją torbę i wyszłam bez słowa.

To co działo się przez kolejne dni to apokalipsa i kometa nad doliną Muminków. Zadzwoniłam do konstabla, potem do tego co był spisywać zeznania, do ACSU, do poradnictwa prawnego w dwóch możliwych językach. Wszyscy co do jednego wyśmiali Przychodnie i powiedzieli że nie można się martwić bo sprawa jest absurdalna i zakrawa o prześladowanie. 

5 dni potem stawilam się na spotkanie dyscyplinarne uzbrojona w zdjęcia z profilu męża Rachela na których gole dupy i wiszące cycki staly na straży dobrej opinii o Przychodni oraz w teorię w której to Rachela doniosła kim jest Rodzicielka, „stara k___a”, „wiedźma z wredną mordą” i powiązała mnie z całą sprawą. Jestem również pewna że to ona podsunęła pomysł skargi bo tylko to tłumaczy palącą potrzebę konfidentnej rozmowy w korytarzu. Zażądałam żeby Rachela nie było na spotkaniu.

Nie musiałam się bronić.

Managerką potulna jak myszka przyznała że przeanalizował całą sprawę w której mój udział był znikomy i nie zaszkodził Przychodni. Nie przeprosiła za żadne oskarżenie które padło z jej ust. Nie przeprosiła za wrzaski.

-A więc zawieszenie dobiega końca i sprawa jest zamknięta. ALE…

-??

-Zawieszam cię ponownie za korzystanie z przeglądarki internetowej.

Wstałam i wyszłam. Wróciłam do auta, do Susła, do domu gdzie natychmiast zajmowałam bilet autokarowy do Polski żeby jak najszybciej wyrobić nowy dokument tożsamości. Bo już wiedziałam że nie wypchnęli mnie tym oknem to wypchną innym i to szybciej niż myślę. I że nie mam już gdzie wracać. Brexit na małą skalę.

Ponieważ nie byłam w Polsce 8 lat, zrobiłam sobie przymusowe wakacje które bardzo dużo mi dały. Pełna relacja jutro, między aplikowaniem po nową pracę a odświeżaniem skrzynki mailowej po zwrotne maile ktorenibtak nie nadchodzą.

To już nawet nie graniczy z absurdem

Zwykły wpis

Wszystko zaczęło się jakiegoś dnia w kwietniu kiedy Suseł zadzwonił do mnie do pracy i obwieścił że puknął kolesia w pracy maszyną. Na szczęście maszyną w maszynę,  nikomu nic się nie stało, ślad po puknięciu został ale minimalny w porównaniu z tym co potrafi zrobić 10 tonowa maszyna. Na następny tydzień zaplanowali mu dodatkowe zajęcia odświeżające pamięć w temacie BHP, obaj spisali swoje zeznania w których obaj zgodzili się, że kiedy tylko maszyny się zetkneły,  Suseł zahamował w związku z czym nie zamocowana łyżka drugiej maszyny odpadła i szurnęła po betonie 1,5m dalej. 

Ale tydzień później juz nie pracował. Wezwali go na postępowanie dyscyplinarne podczas którego Pani od BHP nie przyjela do wiadomości żadnych argumentów przemawaiajacych na korzyść Susła – ze mniej sza maszyna nie była oznaczona a przez to niewidoczna dla kierującego spycharko-ładowarką, że kierujący mniejszą maszyną z jakiegoś powodu zatrzymał się na samym środku przejazdu, nie poinformował Susła przez radio o tym, że wysiada z maszyny, bez oczywistego powodu odpiął łyżkę swojej maszyny i z tak odpiętą wsiadł do kabiny żeby… właściwie nie wiadomo co. O w tym momencie dostał pchnięcie w rufę. Suseł nie widział go bo miał załadowaną łyżkę na wysokości mniejszej maszyny która nie miała flagi ani światła alarmowego.  

Odwołanie nie miało sensu. Poszłam tam z Susłem ale nie mogłam powiedzieć ani słowa. Właściciel firmy odrzucił wszystkie argumenty i wysmarował swoją wersję o którą się bardzo postarał: po tygodniu od zdarzenia zorganizował „wizję lokalną ” bez udziału zainteresowanych i stwierdził że (wbrew zezaniom ) Suseł uderzył kolesia od tyłu i pchał go przed sobą 18 metrów zanim się zatrzymał. Fakt ze 18 metrów dalej było już tylko ogrodzenie a maszyna nadal znajdowała się na pasie komunikacyjnym do niego nie przemawiał. Zakwestionował zasady BHP  mówiące ze każda maszyna musi być dobrze oznaczona a kierujący muszą zgłaszać wszystkim o swoich nietypowych poczynaniach. Zrobił zdjęcia śladów hamowania SWOICH kół które zostawił w czasie SWOJEJ wizji lokalnej i przedstawił je jako dowód.  Fakt, że kompost usypany wokół maszyny na miejscu hamowania miał kształt kupki a nie był rozwleczony po trasie 18 metrów tez nic dla niego nie znaczyły.  Nie i juz.

I tyle. Nagle nasz budżet stracił 60% środków.  

Suseł zaczął rajdy po agencjach pracy które pracowników traktują jak kurczaki w fabryce. Był dzień w fabryce czekoladek, dni obiecane i nie wypracowane aż w końcu znalazł chwilową prace przy pakowaniu ciuchów na wysyłkę po całej Europie. W miedzyczasie znalazła się praca z kontraktem, na stałe dla Ministerstwa Obrony w magazynie wojskowym ale nadal czekamy aż Ojczyzna wyślę im zaświadczenie o niekaralności zanim będzie mógł rozpocząć pracę.  Mija miesiąc. 

Ale to tylko początek tego gówna które w wiadrze wisiało nam nad głową juz od dawna.

Przychodnia.

Pewnego piątku,  jakiś miesiąc temu,w czasie kiedy byłam w pracy, Rodzicielka wzięła Maluchy na plac zabaw do B gdzie była świadkiem brutalnej napaści 3 chlopakow, ok 10 -12 letnich na niepełnosprawnego chlopca który chciał się z nimi bawić.  Zanim się zorientowała, trzech małych byków okładało go pięściami, kopało w brzuch i plecy aż dzieciak turlał się za wzgórza w dół.  Bała się podejść ze względu na Maluchy, nie wiedziała co powiedziec bo niełatwo jest opierdalać gnoi po Polsku i nie chciała ryzykować ze dojdzie do szarpaniny. Ale zrobiła zdjęcia.  A na nich wszystko co się wydarzyło.  Zanim wróciłam z pracy, wrzuciła je na FB z pytaniem czy ktoś może zidentyfikować zamieszanych. Chłopiec był wyraźnie opóźniony w rozwoju, dżonie się zachowywał,  nie wyraźnie mówił a kody się pozbierał,  usiadł na ławce i wył jak pies. Rodzicielka wzięła Maję i zaprosiła go do zabawy żeby odciągnąć go od tych małych gnoi. W sumie bili go 2 razy. 

Kiedy powiedziała mi ze dala wszystko na FB załamałam rece- „Przecież będzie z tego chryja! Trzeba było zaczekać aż wrócę! ”

Weszłam na FB, przeczytałam komentarze lokalnej społeczności która jak hieny rzuciła się do rozrywania trupa- ze ska,  że wiedzma, pedofilka, prewers fotografujący dzieci, że to klamstwo a zdjecia nic nie udowadniają – w tym tatuś najgorszego napastnika grożący gwardia narodową. JEDNA KOBIETA zauważyła ze dzieje się tam krzywda niepełnosprawnego dziecka. I tak ją zakrzyczano. Napisałam do Adminki z prośbą o usuniecie posta, co jak się okazało zrobiła w czasie naszej rozmowy. Zmieniłam z nią 6 zdań włącznie z „Hi” i przekazałam wiadomość ze skoro tatuś się odgrażające Policją, osoba która zrobiła zdjęcia sama zgłosi sprawę do konstabla. 

I tak zrobiłam jeszcze tego samego dnia. Na drugi dzień,  w sobotę,  przyszło dwóch Policjantów, obejrzeli zdjęcia,  zgodzili się ze jest to napaść, zabrali zdjęcia ze sobą i spisali pełne zeznanie tlumaczone przeze mnie. Stwierdzili ze sprawę muszą pociągnąć bo chodzi o chłopca który nie umie sie sam obronić i może być ofiarą tych samych agresorow częściej.  

W poniedziałek rano- zostałam zawieszona w pracy. 

Szok? 

No to wyobraźcie sobie co ja poczułam. 

Cdn