Monthly Archives: Listopad 2008

Telekonferencja, o co na polu Majkowym i Księga

Zwykły wpis

Przyszły papiery od Anthony’ego-prawnika. Stos rubryczek i kolumienek do wypełnienia, mam się zwierzyć z zarobków, oszczędności i nieruchomości, żeby ustalić czy należy nam się pomoc prawną za free czy też nie?

Przyszło zawiadomienie z Barclay’a, że po przeprowadzonym śledztwie dotyczącym kradzieży 90 funtów z naszego konta drogą internetową, ustalili przestępców i pieniądze wracają do naszej kieszeni. Pięc miesięcy czekania.

Zadzwoniłam do Councila, żeby zamówić niebieski kosz na recykling. Dwa miesiące czekania.

Zadzwoniłam do TESCO Clubcard, żeby zapytać dlaczego z moich rachunków wynika, że mam na koncie ok 500 punktów a oni wysyłają mi kupona na 2 funty i dlaczego wbrew zasadom nie naliczają nam podwójnych punktów za zakupy karta kredytową Tesco? Dwa problemy to za dużo, paniusia się zdezorientowała. Dzwoniłam 3 tygodnie temu, obiecała wysłać sprostowanie.

Zadzwoniłam z pytaniem gdzie jest nasz Child Benefit skoro maja ma miesięcy trzy a pieniędzy ani widu i się dowiedziałam. Dowiedziałam i już żałuję, że zadzwoniłam. Otóż, moi mili ludkowie- ponieważ jesteśmy Polaki- będą sprawdzać naszą tożsamość w Polsce i tropić nasze nie istniejące zasiłki na dziecko co potrwa uwaga…siedzicie?…16 tygodni od 25.10. 16- słownie- szesnaście tygodni i dopiero wtedy sprawa wróci do statusu rozpatrywanej. Czyli można spokojnie dodać kolejne…powiedzmy 4-6 tygodni, plus to co już oczekujemy…to będzieeee….koniec lutego. ZASIŁEK NA DZIECKO- po 6 miesiącach. Na wyprawkę, wózek ewentualny, ubranka chyba też. Ręce opadają. Fajnie, że po tym czasie na moje konto spłynie prawie 500 funtów ale jakoś bardziej potrzebne są mi teraz a nie na miesiąc przed powrotem do pracy.

Zadzwoniłam przebudować szczepienia dla Majki. Na dziabnięcie igłę będzie czekać 2 tygodnie. W przychodni wiejskiej gdzie mają jakieś 1000 kart i zakładam, że nie każdy z tych 1000 osób to niemowlę czekające z pupą wypiętą w oczekiwaniu na szpryckę.

Zadzwoniłam x pytaniem o Working Tax Credit. Pan mnie widzi w systemie ale nic mi nie może powiedzieć bo  mu się zwiesiła siec i akurat mam szczęscie bo przechodzą „chwilowe niedogodności” za co bardzo przeprosiła mnie pani z automatu.

Ale teraz najlepsze, padniecie. Zadzwoniłam do moich ulubieńców z NatWestu i prosiłam o kontakt z kimś kompetentnym. Pakol z chrypką podał mi numer telefonu na wyspę Kompetencję, zadzwoniłam…i okazało się, że to numer do Lloyds’a!! Taki zwykły, na infolinię. Odebrało mi chęć do dzwonienia jeszcze raz, choć szkoda. Gdybym poprosiła o rozmowę z Wielkim Szefem mogłabym dostać telefon na komórkę do gubernatora Schwarzeneggera albo do samego Księcia Karola!

Cały wczorajszy dzień spędziłam przy telefonie i załatwiłam tylko Wielkie Nic. I ręce mam potłuczone od tego opadania do samej ziemi.

***

Dziś o Majku.

Skończyła w środę cy miesiące i z wielkim hukiem przesiadła się na pieluchy numer 3 po tym jak usmarowała się i całe otoczenie przetrawionym mleczkiem ale bynajmniej nie lecącym z buzi. 😉  Winna czuła się okropnie na co Tata zdążył złapać aparat:

 

Maja najszczęśliwsza jest siedząc. Wyje macha piąstkami ii pręży się kiedy ktoś próbuje położyć ją na kocyk aby da rękom odsapnąć. Noszona łapie się kurczowo ubrania i obgapia świat tak intensywnie jakby wokół latały złote smoki. Maja jest małym wstydkiem. Kiedy uda się jej skupic uwagę całej naszej trójki i wszyscy zaczynamy ją całowac i napadac uśmiechami- łączy razem łapci, plącze paluszki, podnosi do buzi a potem zakrywa oczka, miącha po czółku aż zawędrują na głowę. Przy tym uśmiecha się, kokietuje i plumka rzęskami. Podobnie dzieje się kiedy uda się jej wyguga „a kuuu”, „heoooo” lub „muuuu”. 😀

Zmienia sobie tryb czuwania i snu. Juz nie budzi się o 6:00 rano ale o 8:00, wyciąga śniadanko z jednym okiem zamkniętym i zasypia w łóżku 210cmx190cm przykryta kołderką dla dorosłych. Śpi do 11:00, je i hasa do 13:00 i zasypia na godzinkę. Wieczorem awanturuje się odmawiając snu choc oczka ma jak słoń w jarzębinie, wieczorkiem wyciąga herbatkę BoboVity jabłkową z melisą i zasypia na Tatku o 21:00 w samym środku kolejnego odcinka „Oficerów Trzech”.

Kiedy jesteśmy zajęci woła nas cichusio z kocyka swoim A Kuuuu a kiedy przychodzimy łapie za tetrę i zakrywa oczka.

***

Na wiejskim sklepie znalazłam ogłoszenie: Jesteś dobry w kaligrafii?- zadzwoń.
Zadzwoniłam. Pani z Kościoła Metodystów pyta czy mogłabym uzupełnić ich księgę pamiątkową? Oczywiście odpłatnie. Umówiłyśmy się, przyszła do nas Pani Starsza w wieku sugerującym, że osobiście znała członków Kościoła z początku księgi którą przyniosła. Umówiłyśmy się w kwestii wykonania napisów i zaproponowałam, że z chęcią poprowadzę Księgę dalej. Uśmiechnęła się i odpowiedziała, że wolałaby wcale jej nie prowadzic. Pomyślałam, że źle zrozumiałam i nie drążyłam. Po jej wyjściu doczytałam i okazało się, że Księga pamiątkowa zawiera imiona, nazwiska, rolę w Zgromadzeniu, wiek i rok w którym Najwyższy powołał ich na swoje wiecznie zielone łąki, więc miała rację- lepiej, żeby nigdy już nie trzeba było wpisywać tam żadnych nazwisk. 🙂

No to idę odmaczac pióra do kaligrafii.

Pa!

Reklamy

Idziemy więc do sądu

Zwykły wpis

Siedzę w domu, nic nie robię i powoli zamieniam się w Upierdliwą Klientkę bo jedyne co robię i co zahacza o kreatywność to dzwonienie całymi dniami po urzędach i firmach ze skargami i zażaleniami. Ręce już mi opadają. Pewnie nie czytaliście już o naszych pierepałkach i już chwytacie myszkę, żeby zmienić kanał ale i tak się wyprodukuję. A co 😦

Dzwonię w piątek do agencji byłego Landlorda Tarika, żeby za chwilę z czystym sumieniem zadzwonić do Citizen Advice Bureau z zapytaniem co zrobić z tym cypryjskim złodziejem:

-Dzień dobry…ja już setny raz…lalala…depozyt…

-W agencji jest nowy manager.

Tu zaskoczenie bo wygląda na to, że ktoś wyrwał w końcy chwasta i cieszę się na rozmowę z może bardziej kompetentnym debilem.

-To czy ja mogę z tym nowym panem?

-A ma pani numer do Tarika?

-Mam.

-No to proszę zadzwonić.

-Dzwonię. Od 6 miesięcy dzwonię. Nie odbiera, ignoruje, olewa, mam dość

/kurwa twoja mać/

-Ja tu tylko na recepcji siedzę.

-Super, to jest ktoś z kim ja mogę…

-Proszę o numer telefonu, przekaże i Tariq oddzwoni.

-Dawałam. Od 6 miesięcy dzwonię. Nie oddzwania, ignoruje, olewa… 

Ale dałam. Dałam numer i czekałam piątek, sobotę, poniedziałek, wtorek. Dziś- dzwonię.

-Dzień dobry…ja już setny raz…lalala…depozyt…

-Chwileczkę.

Muuuzzzzyyyyyczka

-Halo?

-Jestem, czekam.

-Proszę o numer telefonu.

-DAŁAM! Jakieś 40 razy, ostatni raz w piątek!

-Tariq jest w biurze, za chwilę oddzwoni.

-…/kurwa twoja mać/ 0-13…….. /kurwa twoja mać/

Czekam. Już 7 godzin minęło od tej rozmowy.

Po dwóch godzinach wykręciłam numerek do doradców prawnym Citizen Advice Bureau. Opowiedziałam ze szczegółami co i jak. I uzyskałam poradę prawną. Zanim to jednak nastąpiło, słuchałam muzyczek, zostałam zapytana o orientację seksualną, wyznanie, przynależność rasową i polityczne zapatrywania. Potem Pan, który wysłuchał całej mojej historii i wklikał ją w komputerek, przełączył mnie do Anthony’ego, który ponownie wysłuchał całej opowieści, skrzętnie notując szczegóły i już już…kiedy skończyłam a Anthony obwieścił, że już wie co zrobić z probl…. ROZŁACZYŁO MNIE.

Po 40 minutach dyndania na drucie i dopychania Majce smoka, żeby miała się czym zająć, szukania papierów i numerów- zdechło. Czekałam więc 15 minut i zadzwoniłam ponownie, oczywiście do kogoś kompletnie innego i musiałam tłumaczyć, że się rozłączyło i jak wrócić do Anthonyego?

-Przekażę, że Pani dzwoniła i może się Pani spodziewać telefonu od nas w ciągu 24 godzin. 

24 godzin.

2 4  g o d z i n 

 2  4   g  o  d  z  i  n !!

Poczekałam, chlupnęłam sobie wiaderko waleriany. Zadzwoniłam jeszcze raz i udałam, że zaczynam procedurę od nowa. I tak udało mi się wrócić do Anthony’ego bez czekania dobę. Magia, co? 

Ucieszył się, że oddzwoniłam bo…zniknął mu mój numer z ekranu a informacji żadnej od koleżanki nie dostał. 

Dobra, nieważne.

Miałam rację- agencja nie ma prawa zatrzymać depozytu jeśli mieszkanie zostało zdane w stanie idealnym a rachunki są podpisane naszym nazwiskiem. Gdyby rachunki obciążały mieszkanie, owszem. Ale jak już wspominałam, byliśmy na tyle naiwni, że zarejestrowaliśmy gaz, wodę i prąd na nazwisko Susła.

Kiedy opowiadziałam na jakich zasadach wynajęliśmy mieszkanie, jak wyglądała umowa i jej przedłużanie, stan mieszkania, jak miały na imię myszy z którymi dzieliliśmy się żarciem… Anthony polecił mi napisać trzykrotnie do Tarika z prośbą o zwrócenie depozytu, a zaraz po tym, na podstawie jego wskazówek skierować sprawę do sądu okręgowego. Wskazówki mi przyśle pocztą.

Będę czekać.

Jak ten kraj funkcjonuje? Jakim cudem żyje w nim tylu wyluzowanych obywateli? Uśmiechniętych, zadowolonych i szczęśliwych jeśli na każdym kroku ktoś obiecuje oddzwonić i tego nie robi? Obiecuje wysłać „details” a skrzynka głodną paszczą oczekuje na przesyłkę miesiącami. Jeśli pracownicy obsiadujący linie informacyjne wiedzą o swojej pracy mniej niż ja o na temat obróbki skrawaniem, jawnie się do tego przyznają i puszczają melodyjki w kółko i w kółko? Gość w Duluxie miesza farby a nie odróżnia brzoskwini od łososia, nie widzi różnicy między zimną a ciepłą żółcią i twierdzi, że farba emulsyjna jaśnieje po wyschnięciu? Chłopak w sklepie z kafelkami nie wie jak się liczy pole powierzchni prostokąta, chłopak w naprawie rowerów obiecuje dać znać jak tylko naprawi rower i zapomina o nim na 2 tygodnie i tak dalej, i tak dalej.

Napisałam kiedyś, że wolę angielski brak kompetencji tysiąc razy bardziej niż polskie postkomunistyczne chamstwo przy dziurce w okienku ale kiedy przychodzi do liczenia pieniędzy tracę cierpliwość i już wolałabym się pokłócić niż znowu podać swój numer telefonu, zapisać kolejny z rzędu numer sprawy i czekać tatka latka siedząc na sofie uśmiechając się do paczki czipsów.

Takiq więc może spodziewać się trzech listów, potem odwiedzin w sądzie i dopłacenia odsetek za 6 miesięcy.

Truffel natomiast nie dostanie ode mnie grosika złamanego, nawet takiego miedziaka co pojechał po nim tramwaj. Ma sprawę w dupie na styl angielski i ona sądzić się nie będzie. Koniec, blada kura, miłej Kokainki.

***

O Majce w tym poście nie będzie bo za dużo tu negatywnych energii. 😛

Darmowe minuty wieczorem ale nie w weekendy

Zwykły wpis

Się pokóciłam i mam. Trochę minut dla Kokainki.

Kokaince wszyscy pomagają. Gotują obiadki, robią pranko, miksują butelki, kąpią Pumpla tylko że jakoś tak jest w moim życiu, że moja asysta w każdej tej czynności jest niezbędna. 
-Kokain! Co będzie na obiadek?
-Gulasz z wołka i kaszka gryczana.
-Acha.
15 sekund ciszy dobiegającej z kuchni.
-To robisz kaszkę czy wołka?

-Jak robisz tą zupkę z groszkiem?

-Gdzie masz pokrywkę do patelni? 

-Czemu pralka nie działa? Co to za guzik? Gdzie się to wkłada? Nożyczkami do kontaktu? Po co? Co to za koperta? A powiesimy półkę? A co obejrzymy? …

I Suseł i Rodzicielka obnażyli miętkie brzuszki i czekają z każdym pomysłem na akceptację, autoryzację i pieczęć Kokainki a Kokainka gania w piętkę. Wymyślę- będzie. Każę- będzie. Zaplanuję, spakuję, pokieruję- pójdą jak po sznurku. 

A w tym wszystkim nadal Agencja, która ani nie oddała depozytu ani nie zapłaciła z niego za rachunki. Ponaglenia przychodzą na nowy adres, co koperta to bardziej czerwone litery a ja nie mam już siły myśleć o dzwonieniu do nich i kłóceniu się. Podobnie jak do NatWestu. Nadal nie rozwiązali swojego/naszego problemu, dopisują nam 35 funtów co miesiąc, dzwonię, tłumaczę, ustalam, osobiście czkekam ze słuchawką w ręku, podaję numery kont, pinypuki, słucham melodyjek dla debili i z radością dowiaduję się, że TAK, przelew poszedł, jestem chudsza o 7 stówek- Alleluja, chwalmy Pana! Trzy dni później przychodzi list, że nie ściągnęli pieniędzy…i doliczają nam 35 funtów do rachunku. I jak tu nie zarżnąć debili?? Na koncie 7 stówek nie ma, oni gubią transfer a nawet jak odnajdą- nie mam wglądu w to czy skasują dodatkową opłatę czy nie. Gdyby to ich burdelaśne biurko miało jakiś fizyczny, materialny wymiar postawiłabym je im na łbach już dawno, zapchała w nos spinaczy i wsztrzeliła dwieście zszywek w gały. Rwwa ich mać. I nie śpię przez nich bo na widok koperty z NatWestu zaczynam toczyć pianę na kolczatkę i tak mi zostaje aż do wieczora. 

Suseł twierdzi, że od miesiąca bez ustanku uczestniczy w zajęciach ZPT. Piłuje, wierci, kręci , montuje anteny ciągnie kable, wszytsko na raty i po kawałku bo nagle zachodzi słońce, nie widać kołków w scianie pod dachem i cyfrowy Polsat na noc wędruje do szopki. Na drugi dzień okazuje się, że przedłużacz jest o 10 cm za krótki żeby sięgnąć komina, wiertło utknęło w ścianie budynku i ani w przód ani w tył, w końcu jak je wybił na zewnątrz domu, wpadło w trawę i chodź człowieku po nocy, z latarką po zielsku i szukaj pręta! 

Rodzicielka się aklimatyzuje. I wygląda na to, że jest lepsza w te międzykulturowe klocki niż niejeden młodzik na emigracji. Nie wie co odpowiedzieć na powitanie sąsiada w drodze na poranny spacer z psem? Żaden problem- odpowiada dokładnie to co usłyszała. Proste, nie? Nawija na migi albo kwestie komunikacji międzynarodowej załatwia Boston bo psie siki pachną tak samo, nie ważne czy w Anglii czy RPA i kolegów do gryzienia wspólnego patyka znajduje bez problemu. 
Umeblowała sobie gniazdko na poddaszu, pomalowała, potapetowła, zainwestowała w mniejszy materac i szybszy komputer.

Maja.

Maja w przyszła środę skończy 3 miesiące i od dwóch dni zadziwia nas czymś na co czas powinien przyjść za 2-3 miesiące ale o tym później. 

Maja ma już ustalony dzień: budzi się z Susłem o 6:00, na śpiąco wciąga butlę i śpimy sobie razem do 9:00. Po śniadanku urządzamy sobie we trzy Domowe Przedszkole. Czyli turlamy się na boczki, polegujemy na brzuszku, ćwiczymy mięśnie i … siadamy. Wiem, wiem, czytałam po forach: nie pozwalać siadać, nie namawiać, nie podtrzymywać o ile dziecko nie skończyło 4 miesięcy. Ale Majek uparcie domaga się sadzania, napina się, składa w pół jak scyzoryk, sapie, kwęka i w końcu głośno awanturuje jeśli w trosce o jej kręgosłupek udajemy, że nie widzimy jej wysiłków. Podciągnięta do siadu śmieję się jak do sera, gaguga, rozgląda po kątach, miele ozorkiem mocno zaciskając rączki na palcach. Ma trzy miesiące a siedzi z pomocą i już nie przypomina pieska z tylnej szyby samochodu- takiego buldożka kiwającego łebkiem- główka jest stabilna, obraca się na boki i trzyma pion jak statua wolności. 

Maja próbuje soczków z jabłka i gruszki, czasem też przecierku z owocka i nauczona łykać Espumisan z łyżeczki wciąga co się jej daje i prawie nic nie wypluwa. Pomijając ślinkę na hektolitry bo dziąsła już swędzą i trzeba jej wieczorami masować dzioba od środka lidokainą dla niemowlaków.

Maja wyrasta z ubranek w tempie w jakim fasola rwie doniczkę na wiosnę, nie wspominając już o rozmiarach pieluch bo „jedynek” zużyła 2 paczki, „dwójek” 2,5 paczki a w tym tygodniu kupiliśmy już „trójki”. A wszystko dlatego, że Maja waży już ok 6,5 kilo a długością dorównuje dzidzi Małej Mi, która jest starsza o 3 miesiące. 😕 Ale tłuszczyku na Maji nie znajdziecie. Maja ma po jednej fałdce na nóżkach i rączkach, brzoskwinki w polikach i to wszystko jeśli chodzi o kwestie linii. Nadal pędzi się na mleku dla głodomorów tyle tylko, że zmieniliśmy je z SMA White na Aptamil Milupy. Nie śmierdzi tak niemożebnie wodą z nieocynkowanego wiadra i ma jakieś tam immuno-wodotryski. 

Maja wydaje dźwięki. O ile nie jest to akurat pokrzykiwanie z machaniem podaniem o pomoc w siadaniu Maja guuga „guuuu”, „hiuuuu”, „oouiiii” co w sumie nie jest niczym sensacyjnym gdyby nie wczorajszy prezent dla Babci z okazji jej urodzin. Podczas Domowego Przedszkola w kółko powtarzane „a kuku” nagle zaklikało w dziecięcej główce , Maja spięła się, złożyła usteczka w dziubek i powolnym, głośnym i wyraźnym głosem oznajmiła całeku światu: A KUUUUUuuuuuu…..

A potem powtarzała się tym AKUKIEM do południa i dialog wyglądał mniej więcej tak:

-Maja, popatrz na mnie…Maja…A KUUUUUU….
-… kh kh..
-Maja! A Kuuuuu…
-…A KUUuuu…
-Cudnie! Jeszcze!
-A KUUuuu..
-Pięknie! A teraz: MaaMAa.

-…A KUUuuu…

Po południu całkiem przypadkiem dziobek złożył się w całkiem przypadkowe „NIEMA” ale to było całkiem przypadkowe więc się nie liczy.

Moja Maja poznaje meandry echolalii, Mama i Tata pękają z dumy, Maja się ślini i pręży czekając na nagrodę- siadanie.

Czy wspominałam już, że Maja jest najcudowniejszym, najmadrzejszym, najukochańszym dzieckiem na świecie? I pachnie najpiękniej i śpi najspokojniej. Bąki i kupki też aromatem plasują się gdzień między Chanel No.5 a Eternity. Takie matczyne zboczenie chyba. Nawet kiedy jest marudna i rozeźlona nie złoszczę się i nie niecierpliwię. Kwiat lotosu. 🙂

***

No, posta pisałam godzin pięć, nie wiem na jak długo będzie musiał Wam wystarczyć. Dodam tylko, że bardzo brak mi cichych i spokojnym chwil z Majkiem przy boku i górą garów w zlewie. Brakuje mi bloga, planowania notek, czytania i oglądania wszystkiego co dysk nawinie. Tak widać wygląda dorosłe życie pod okiem Rodzicielki. 
We wtorek wybieram się do lokalnej podstawówki pytać o wolontariat. Trzymajcie wiecie co. :*

:(

Zwykły wpis

Codziennie siadam i próbuje coś napisa. Codziennie. I codziennie kiedy tylko uwieszę łapę nad klawiszami w oczekiwaniu na iskrę grafomańską… moja rodzinka znajduje mi zajęcie. Albo Dzidzi albo Tati albo Baba.

O, znowu…