Monthly Archives: Wrzesień 2008

Kochajcie się ludkowie, trzymajcie od niektórych z dala i coś o majkowych zwyczajach.

Zwykły wpis

Zawarto rozejm. Pokój. FakiJapi powróciła na łono Kokainki.

A było tak, że było łzawo i rzewnie i powiedziałam jej, że gupia jest a ona powiedziała, że gupia była i się poprzytulałyśmy.
Więc zacznę od tego, że w przyrodzie nic nie ginie. Zasada zachowania energii może ładnie w fizyce wygląda ale jeszcze lepiej sprawdza się w życiu- jak się nachapiesz na cudze konto, pojawi się szybko ktoś, kto nachapie się na twoje. Zrobisz komuś krzywdę, już za rogiem czai się ktoś, kto zrobi krzywdę tobie. A w moim przypadku jeszcze- jeśli już paskud dostaje na co zasłużył, zwykle dzieje się to na moich oczach i zwykle zwraca się do mnie ze złożonymi rączkami i prosi o pomoc.

Tak mam od podstawówki i jak na razie jedyną osobą, która nie klęczy jeszcze na grochu na mojej wycieraczce jest Lokator. Ale wszystko w swoim czasie?

Jak było z Faki, Czytelnicy pamiętają. Tymczasem Faki ze Szwagrem zaprosili na Wyspy kuzyna Szwagra z partnerką A., żeby sobie dorobili, sprowadzili córeczkę, zaczęli jak ludzie, takie tam. Kuzyn okazał się fajnym gościem, znalazł pracę w fabryce, jest komunikatywny i konkretny, tymczasem A.- o jej, francuski piesek w pantalonkach. Nieważne.
Po miesiącu FakiJapi gotuje się z wściekłości bo A. wyżera, pierze w czasie kiedy działa pierwsza taryfa, zaprzecza pytana o pranie a pralka jeszcze ciepła trzaska drzwiami całą dobę, hałasuje garami w kuchni i robi sceny swojemu partnerowi, choć wie, że na górze śpi dziecko. Kiedy tylko dziecko wychodzi na siku, przełącza mu bajki a mały nie ma odwagi włączyć ich z powrotem. Narzeka, że ciasno, choć wiedziała na co się decyduje. Całymi dniami snuję się rozczochrana, z fochem pod nosem a co najlepsze- podkłada Faki świnie do jej przyjaciół, po prostej linii przegadując co usłyszała w domu. Faki jest podwładną chłopaka swojej przyjaciółki. Chłopak nic jeszcze nie umie, co chwila świadomie lub nie zaniedbuje swoje obowiązki, Faki zbiera joby, więc przychodzi do domu i wyrzuca z siebie cała złośc nagromadzoną w ciągu dnia. A. leci na drugą stronę ogródka- do przyjaciółki i jej chłopaka i opowiada co myśli o nich Faki. Skutek? Faki i Szwagier mają ochotę wsadzi gości w paczkę do Polski i to jak najszybciej, ja kiwam główka zdumiona, jak to wszystko w naturze pozostaje w równowadze i tłumaczę Faki, jak to sprawa wygląda ze znajomymi Polakami, których emigranci (nie wiedzie czemu) spraszają na Wyspy, żeby uszczęśliwić/unieszczęśliwić na siłę.

Ilu z Was nacięło się już na znajomych, przyjaciół czy członków rodziny, którzy sprowadzeni do Uk okazali się wilkami w owczej skórze? Szybko dowiadujemy się od nich, że żadna łaska to nie była, śmierdzi nam w szafie, jemy za tłusto, nasi partnerzy to chamy, w domu mówili, że tak będzie, wyprowadzamy się na swoje i lepsze od waszego, oddaj mi swoje stanowisko pracy bo i tak cie wygryzę. Słyszałam o numerze gdzie współlokator przestawiał koledze budzik na godzinę do tyłu, żeby tamten notorycznie spóźniał się do pracy. Managerowi mył głowę, że kolega jest nieodpowiedni na to stanowisko i on bardzo chętnie, ależ owszem.
Już nie pytam czemu, taka nacja chyba.

Ale wynikiem tego co wyżej jest rozejm. Faki zrobiła źle ale wróciło jej i odbiło się kwasem z nawiązką. Teraz Faki odwiedza nas, żeby zazna chwili spokoju od gości panoszących się po domu, który dotąd był och oazą spokoju. Żeby dzieciak mógł pooglądać co chce. Żeby mogła się wygadać. A przy okazji popłakać i wyrzucić z siebie to na co czekałam 1,5 roku i co nie dawało mi spokoju a swędziało jak po końskiej musze. I jest dobrze. 

***

Majek ma swoje pierwsze osiągnięcia na koncie- podnosi główkę samodzielnie i wygląda przy tym jak te pieski-zabawki na tylną szybę samochodu. Te, które kiwają łebkami na sprężynce.  W trybie „Kiwaczka” rozgląda się po lampach, ścianach i obrazkach i płacze, kiedy w końcu zwiędnięte ręce odkładają ją do kocyka. Drugie osiągnięcie to wodzenie oczkami i główką za drugą osobą a trzecie… wzrost. Według tabel powinna mierzyc teraz ok. 54 cm. Tymczasem za pomocą miary krawieckiej i tabeli centylowej określiliśmy, że w tym tempie będzie miała 180 cm wzrostu kiedy dorośnie! W 5 tygodniu życia zamiast 54cm mierzy 59 i jest o milimetr od wypadnięcia z jakiejkolwiek normy. A wg. książeczki zdrowia- jeśli wzrost wypada powyżej lub poniżej ostatniej linii normy, należy poradzić się specjalisty. 😦

Moja naturalna powinność czyli karmienie piersią to kpina i aż szkoda pisać. RAZ przez 5 tygodni udało mi się ściągnąć pokarm na jeden posiłek a teraz sięgam dna- 15ml na dobę. Łyżka stołowa. Kurwa.
Dziecko mi się pędzi jak kurczak KFC na mleku z butelki a ja siedzę 45 minut i pompuję łyżkę stołową mleka.

Suseł jest zakochany w Majku jak kizior w słonince, moja Rodzicielka zaciera rączki bo wyjazd tuż tuż a ja cieszę się jak coś mi się przyśni. Bo to oznacza, że zasnęłam (hura) i śpię nadal (hura) i trwa to na tyle długo, żeby mój mózg zaczął odpoczywać (hura hura). Jeśli przy tak spokojnym ludku jak Majka niedosypiam to jak radzą sobie matki bliźniaków czy dzieci cierpiących na chroniczne kolki? Majek miała już co prawda kilka epizodów bóli i bólków kiszek ale po godzinie czy dwóch był spokój. Z pomocą Espumisanu, Gripe Water czy kąpieli razem z Mamą kiszki się uspakajały i Majka zabierała się do robienia bąbelków w wannie. Dupnych. 🙂
I to przez sen, bo robiąc wstyd innym dzieciom, Majka ma w zwyczaju zasypiać w czasie kąpieli.

Z innych zwyczajów- „pręzi się jak pręzinka” na ładną chwilę przed zapełnieniem pieluchy, więc kiedy już ją porozbieram i dobiorę się do Pampersa, akurat zaczyna uwalniać orkę. 😀 Oszczędza tym samym pieluchę ale ja muszę to łapać w papier i czekać na jeszcze. Sama słodycz.

Ma w zwyczaju brudzi każde ubranko chwilę po założeniu, zawsze na lewym rękawku, bo widać pjuki ładniej się prezentują jako insygnia tam i nigdzie indziej. Na koniec dnia- śliniak nie śliniak- łaszek idzie do prania bo staje się sztywny jak po krochmaleniu.

Ma w zwyczaju wypluwać smoka na chwilę przed zapadnięciem w sen, jak wiele dzieci, ale nie wolno jej go zabierać. Odgniecie sobie pół pyszczka leżąc na smoku, wepchnie w oko albo zdefasonuje nosek ale kiedy tylko jej go odsunę, budzi się i kwęka. A niech ma.

***

Oglądam filmy, znowu rysuję analogowo (tym razem Cyganki i Japonki) i szukam fan klubu Czesia. Tylko dla Czesia oglądam Włatców Móch i w końcu zrobię sobie dłuuugi plik z samymi tylko scenkami z moim idolem. Już tak kiedyś robiłam. Z Paulem Grossem z „Na południe” więc mam opanowane techniki montażu filmów z kategorii „Fatalne zauroczenie aktorem”. 😀

… moja pocieszka się pręzi, więc czas na mnie.

:*

Reklamy

Dobre wieści!!

Zwykły wpis

Turnee po dzieciach Teściowej zakończone .

Pojechała. Epopeja w czterdziestu tomach w twardej oprawie to ulotka w porównaniu z tym czego się nasłuchałam, dowiedziałam i nagadałam przez ostatnie 5 dni. Mam dość i jestem wypompowana jak dętka.

Zacząć należy od tego, ze jak już wspominałam, Teściowa straciła swój wakat w Londynie i dzieci postanowiły przelokowac ja do nas, po tym jak naraziła się na gniew swojej synowej i syna i wnuczki i wnuka chyba tez. Rodzina stanęła przed wyborem: zdzierżyć albo odesłać do domu w luku bagażowym. Stanęło na przymusowej, krótkiej wizycie u nas i u FakiJapi i locie do domu miesiąc przed czasem.

Co było potem, wiadomo. Nastawiłam się kolcem do przodu na te 5 dni, które przyszło mi spędzić w towarzystwie Teściowej…i nie było tak źle. To znaczy- było źle ale nie tak jak się spodziewałam. Na szczęście nie hodowałam w tym czasie poporodowej depresji, z cyckiem na wierzchu paradować i tak nie musiałam (o tym w dziale Dziecko), sprzątanie i naskakiwanie w tym roku olałam (skoro w zeszłym nie podziałało)- wzięłam wszystko na zimno niczym schaba i udało się.

W pierwszy dzień razem z Majkiem przeszłyśmy kontrole ilościową (po 10 paluszków na swoim miejscu) i jakościową (wszystko u Majka proporcjonalne i najpiękniejsze na świecie) i się Teściowa rozpłynęła w achach i ochach których nie brakło do samego wyjazdu. Wyszło na to ze moje dziecko to najpiękniejszy i najmądrzejszy stwor w uniwersium i aż mnie mdliło od tych komplementów okropnie. Majka mądrze rusza paluszkami, mądrze puszcza metan, mądrze pojada i mądrze trawi. Ma ładniejsze niż inne dzieci raczki i nosek, wszystko podobne do Susła a tak w ogóle jej dzieci tez były miodzio.

Z tym jak się okazało, nie do końca było tak ok, bo dowiedziałam się że cała trojka miała wagę urodzeniową poniżej 3 kg, FakiJapi była w szpitalu 2 tygodnie pod szkłem, Brat miał coś z odźwiernikiem… Ale jak posłuchałam wersji prawdziwej, z ust FakiJapi… z Matki Polki Teściowej jakoś zeszło powietrze. Urodziła Brata silami natury, z podniesionym czołem, którego nie zrosiła nawet kropla potu… uhm, pochlastali ja jak marchewę i założyli 36 szwów na części niesforne. Faki potrzebowała tylko lamp dogrzewających? Uhm, urodziła się bez odruchu ssania i połykania, wiec wsadzili jej rurkę do żołądka.

I tak dalej- epopeje. Sprostowane skrupulatnie przez FakiJapi na drugi dzień po odlocie Teściowej do domu. i to nie tylko o dzieciach. Z opowieści Teściowej- wiodą sobie z Teściem życie spokojne i beztroskie jak przystało na emerytów z odchowanymi dziećmi, chadzają do małomiasteczkowej restauracyjki na chińszczyznę, cóż… w rzeczywistości jakoś to inaczej wygląda.

A poza opowieściami? Niewiele się zdarzyło. Obiecała poszyć nam zasłony. Pomierzone, docięte, tylko oblecieć maszyna. Polazłam na strych, zniosłam maszynę, pedla, pudło z nićmi… Teściowa rzuciła tylko okiem na maszynę i stwierdziła że się na niej nie zna i szyć się na niej  nie odważy. Od Łucznika rożni ją tylko położenie dwóch pstryczków. Ja, objaśniając zasady działania jak już obleciałam jedną zasłonę, tak poleciałam resztę.

Obiecała Susłowi placki ziemniaczane. Wytoczyłam ziemniaka i nożyk. Zleżały się oba na stole wiec obrałam. Wytoczyłam michę i tarkę- tarka zaszła rdzą z tego oczekiwania- potarkowałam, posiekałam paluchy. Placki zrobiły się same.

Obiecała pójść rankiem do sklepu wiejskiego po szynkę. Tak spala, ze aż przyśnił się jej sen z kategorii Reisen Fieber i zamiast iść po szynkę, do 15:00 zastanawiała się czy to jawa czy jeszcze sen i wyłaziła na ulice popatrzeć czy już idą bohaterowie jej nocnej mary. Po szynkę nie poszłam.

To tyle jeśli chodzi o pomoc. Pomocna była natomiast w trzymaniu Majka. Majek małym ludkiem jest, lubi leżeć i spać a nie lubi jak się ją wyciąga z betów co minut 7, kiedy tylko Majek jęknie i stęknie na okoliczność snu. I nie lubi jak się ja nosi w kolko i w kolko bo co to za spanie jak za uchem calusieńki dzień ktoś jej nawija makaron na uszy, w którym każde zdanie zaczyna się od:
* mój koteczek
* moja kruszynka
* moja najukochańsza… a .potem jest juz tylko lepiej

W ten sposób Majek mój pierwsze dwa dni przebimbała na rękach Teściowej- niedospana, wybujana i wykomplementowana oraz totalnie przegrzana. Tłumaczyć jak na rowie, ze jedna z głównych przyczyn nagłych śmierci łóżeczkowych jest przegrzewanie dzieci. Dziecko ma mieć chłodne paluszki u raczek i wtedy czuje się najlepiej- w 19 stopniach w pokoju a nie w 23, owinięta w dwa koce i zakutana dodatkowo w tetrę jakby na zewnątrz szalała syberyjska zamieć. Co odkrywałam nóżki- czerwone i gorące, buźka różowa, pod oczkami różowe wypieki. Odkrywałam, luzowałam kocyki, wyrzucałam tetrę. Szlam do kuchni, wracałam i znowu znajdowałam Eskimosa w leżaczku.

Leżaczek. Samo zło. COSATTO- phi, złom jakiś bo leżaczek nie plaski jest jak deska ale ma konstrukcje dopasowana do kształtu ciała dziecka a to bzdura jakaś bo dziecko ma spać na płaskim i basta. I przez to, słyszysz:
– Kochana (sic!), jak ciężko oddycha? Ma niedrożne drogi oddechowe! -(Tu zaczynało się nieustające do wyjazdu unoszenie, podkładanie pod kark pieluchy i odchylanie główki do tyłu aż się Majkowi pyszczek otwierał, żeby tylko powietrze miało dojście do płuc! O tym, ze Majek lubi spać z główką przekręconą na boczek można było zapomnieć. Prostowała łebek w trosce o tchawice. Usłyszałam tez ąe ma nadal wodę w płucach i właśnie się dusi pewnikiem, kiedy ja idę siku. Jak ta kobieta wychowała trojkę dzieci? Z pełnym pęcherzem? Majek niedospany i rozkręcony przez to noszenie kwękał kiedy kładłam ja na łóżku w drodze do kibelka i zanim zdążyłam pociągnąć spłuczkę już Teściowa warowała przy osesku, cala w dreszczykach, ze dziecko samo a może się udusić ulewajkiem. To co, mam lać z dzieckiem w garści? I do zlewu odkładać żeby zaciągnąć galoty??

W ten sposób, całkeim niewinnie wpędzała mnie powolutku w przekonanie, że świetnie, młodą mamą jestem, siłą rzeczy kupę wiem i w oczywisty sposób zaniedbuję podstawowe potrzeby maluszka. Jedzenie złe, pieluchy złe, ubranka za mało bawełniane w swoich stu procentach bawełny, źle sypia, źle sika…ale tak w sumie- świetnie ci idzie! Dziecko płacze, ja idę na fajkę.

Bo do karmienia, przewijania i takich tam- ostatnia. Nosić i tokować- pierwsza. Do butelki- ja. A ja w trzy dni straciłam kontakt z moim dziecięciem malutkim i z każdą chwilą byłam coraz bardziej zła. Nic, muzyka za głośno, film promieniuje, komputer przecież przodem do pokoju stoi i nie widzę dróg oddechowych… Wygląda na to ze Teściowa, wbrew wierzeniom wyznaje metody wychowu młodych jak orangutany- do 5 roku życia uwieszone matczynych kłaków, niezdolne do niczego prócz lampienia się zza jej pleców. Ale orangutany nie maja domu do sprzątania i obiadów do gotowania.

Im bardziej wiec ustępowałam, tym gorsza mateczka się czułam i pod koniec już nawet nie wstawałam z fotela, kiedy Majek machał łapkami i prezentował ostatnie stadium wyimaginowanej asfiksji. Teściowa JUŻ była na miejscu, JUŻ plątała węzły z pieluch a ja ZNOWU nie zauważałam, ze dziecko coś chce. Dziecko nic nie chciało, ale to nie było ważne. Taka atmosfera za to- bezcenna.

Pampersy- samo zło. Stój se młoda matko przy tarce i balii dzień cały i pierz kupy z tetry, podczas kiedy inne mamy XXI wieku wyrzucają do śmieci jednorazówki.
Mleko z butelki- samo zło. Cienkie to i bez wartości, najlepiej dosypać jeszcze mąki, żeby było treściwsze!
Ubranka na napki- samo zło. Przecież to nigdy nie wiadomo co z czym spiąć!
Znieczulenie do porodu
?- zbędne zamieszanie, przecież to żaden ból. Wygląda na to, że jej odporność na ból jest tak nieprzeciętna, że 36 szwów nie zrobiło na niej żadnego wrażenia tak jak nie zrobiłoby na niej wrażenia oderwanie głowy i nasypanie do szyi kilograma soli. Przynajmniej nie zasłaniała się Nagrodą zaraz po bólu, która rekompensuje wszystko.
Cewnik?- w życiu nie dałaby sobie założyć! Poszłaby na siku 10 minut po cesarce bez żadnego problemu!
Masaż szyjki macicy?- w życiu nie dałaby się masować! Żeby jakaś baba…

I tak w kolko. Wanienka zła bo za mała (wg producenta do 12 miesięcy życia), fotelik samochodowy- zbrodnia i kryminał, kocyk wełniany, ubranka co z tego ze pisze 100% bawełny jak Ona czuje ze nie 100%.

A po mnie jak po kaczce w sumie.

Po raz kolejny dowiedziałam się, ze ONA nie pochodzi od małpy, teoria ewolucji to bzdura, instynkty nie istnieją, dziecko wszystko wie i umie tylko nie mówi, planetę Ziemie odwiedzili kosmici co nie kłoci się z religia a człowiek ma taka zdolność ze z orbity widzi zapalonego papierosa. Naukowcy wiedza o tym wszystkim, tają informacje dla mojego dobra za co powinnam być im wdzięczna a Ona sama już nigdy nie spojrzy w teleskop Susła bo gwiazdy ja przerażają i lepiej nie wiedzieć co tam jest. Jak to co? Kosmici i nadajnik Radia Maryja!

Potem długo myślałam. Nie o mace w mleku dla dziecka ale o życiu. Odchowała trojkę dzieci. Dziś te dzieci żonglują nią żeby tylko pozostać przy zdrowych zmysłach, na koniec matka trafia do Susła, jedynego dziecka które wie i rozumie jak działa jego rodzicielka. Rozumiem Brata i Szwagierkę, rozumiem FakiJapi. Ale pomyślałam sobie jak się musi czuć sama Teściowa, kiedy musi wrócić do Polski miesiąc przed czasem bo dzieci jej tu nie chcą? Co ja bym zrobiła? Płakałabym, próbowała zrozumieć, próbowała się zmienić. Ona nawet nie dopuszcza do świadomości ze robi coś źle. Nie można jej wytłumaczyć ze nie wolno przy dzieciach mówić o Czarnuchach i Tych Anglikach bo dziecko usłyszy, wypali w szkole a Policja przyjedzie po FakiJapi. Na nic się ma tłumaczenie ze Potworas i Dzieciak to dwa kompletnie rożne typy charakterologiczne i tego co po jednym, nie można spodziewać się po drugim a już na pewno nie można ich na siebie napuszczać. Nawet szkoda tłumaczyć ze każdy żyje jak chce i nie każdy uważa ze ten garnek nadaje się do wyrzucenia a firanka na szmatę do podłogi.

-A skąd masz te firaneczki?
-Dostałam od Szwagierki, kiedy przyjechała nam pomóc z Majkiem.
-ONA (synowa nie ma imienia) dostała je od swojej matki i nie chciała ich bo są kremowe!
-No to świetnie, ja mam pomarańczową kuchnię, więc osądziła, że będą pasowac jak ulał.

Teściowa spodziewała się czegoś innego. Na hasło, że Szwagierka dostała je od matki- powinnam była je zedrzec z okna i cisnąc do kosza a na słuch, że dostałam je bo pasują mi kolorem- zadzwonic do Szwagierki i opieprzyc ją za grzechy dziadków?

***

-ONA przywiozła sobie garnki z Polski, okropne! Otworzyłam szafkę i patrzę a one tam są, więc spytałam czy przypadkiem nie leżą tam bo zapomniała je wyrzuci i wyobraź sobie, że nie! Ona ich używa!

***
Powiedziałam:
-Dostałam od Szwagierki listę sprawdzonych leków, które powinnam mie w apteczce na wszelki wypadek gdyby Majkowi coś dolegało.
-Od NIEJ? Ja bym nie brała, nie od niej bo to nie wiadomo co to.

W dniu wyjazdu, jako podsumowanie jej wizyty na Wyspach jedyne o co się martwiła to ze będzie musiała wytłumaczyć sąsiadkom czemu ląduje we wrześniu nie w październiku.

Ciężko było. Już po.

Majcik. 🙂

Majcik wyskoczyła z pierwszego kompletu ubranek i umościła się w numerze większym. Podobnie jak w pieluchach i mleku. SMA Gold po 3 tygodniach okazało się dla niej cienkuszem bo płakała z glodu co 1,5 godziny, wtryniała 120ml i chciała jeszcze. Kupa zrobił się brzydka, brzuszek miał dość nieustannego picia wiader mleka- wiec przesiedliśmy się na SMA White dla głodnych dzieci. Jak ręką odjął. Niezależnie jednak od mleka, od dwóch dni cierpi na kolki ale wspomagana Espumisanem całkiem dobrze sobie radzi. Ja tymczasem cieszę się jak utoczę sobie 30 ml mleka dziennie a ona je 8-10 posiłków po 120 ml każdy. Taka wydajna jestem.

Jest najpiękniejsza na świecie, wszystko ma cudne, zasypia w wanience i unosi główkę kiedy tylko możne.

  

Pozwalam Majcikowi nosić różowe łaszki. Dopóki jest malutka, niech wygląda jak cukieras. Poza tym co prezent i tak dostaje różowe sukienusie, wiec niech ma.

Majcik lubi kiedy śpiewam jej do snu piosenki z Akademii Pana Kleksa, choć nie nucę jej marszu wilkolakow bo wypada ze stylistyki.

Suseł. 🙂 Podpadł ale już się nie gniewam. 🙂

Zmienia prace czyli „mniej za więcej”, koniec ze Sklepem, adios amigos o czym managerowie dowiedzieli się dziś telefonicznie po tym jak olał zmianę i już się w magazynie nie stawił. Teraz robi za jakiś 400 funtów miesięcznie więcej i to dla BMW.

Wycięliśmy wielkie drzewo z ogrodu, ja wróciłam do malowania, powiesiłam firankę w kuchni i obrazki w łazience- wszystko powoli wraca do normy, pyl osiada.

Szukam transportu dla Rodzicielki, niepokoje si ei nadrabiam dobra mina.

Nie dosypiam, grzeje mleko z zamkniętymi oczami i trzymam palcem smoka drzemiąc nad Majkiem w krótkich chwilach kiedy Majek nie bawi się w jego wypluwanie.

Nie dosypiam..

Nie dosypiam..

Nie..

.

(Kokainka)

PS. Dobre wieści to takie, że w końcu mamy internet po 5 miesiącach przy czekania i łykania łez rozpaczy przy próbach połaczenia przez komórki, szopy i inne takie. 🙂

To taka dobra wiadomość dla tych których skusił tytuł notki. 😛

Już niedługo, obiecuję!

Zwykły wpis

To nie tak, że młoda mateczka nie ma czasu na pisanie między pieluchą a kupą ale właśnie dobiega końca tournee Teściowej i Kokainka ciągnie już końcem nosa rozdarta pomiędzy nawijaniem o ciotkach klotkach i znajomych królika a pakowaniem Dzidzi smoka do dziobka.

Już niedługo, Teściowa odpali rakietę do Polski, AOL zlituje się nad nami i wrócimy na łamy w blasku reflektorów.

Machanie łapką i powrót do wysłuchiwania lalala.

Dramatis Personae, na życzenie

Zwykły wpis

Padło pytanie o „who is who” tej … telenoweli więc służę odpowiedzią.

Rzecz dzieje się na emigracji

KOKAIN- osoba pci żeńskiej acz z męskimi cechami przywódczymi, zwanymi często „jajami”.Kokain pisze co widzi i słyszy ku uciesze wielu i ku własnej satysfakcji bo po przodkach odziedziczyła skłonność do gadulstwa i grafomanii. Kokain kocha niemieckie brzmienia industrialne, Rammsteina przy tym przeokropnie, Ryszard najlepszym gitarzystą do pieprzenia solówek jest i basta.

W życiu prywatnym Kokain perfidnie łamie prawa kościelne i społecznie akceptowane żyjąc w szczęśliwym związku nielegalnym z Susłem, gdzie razem wychowują swoje Nasionko-Majcika lub Pumpelka, jak kto woli.

Kokain nie dopija herbaty do końca w obawie, że coś czyha na dnie kubka.

SUSEŁ- osoba pci męskiej, o której wiele można by napisać, choć żadne słowa nie oddadzą w całości faktu, że Suseł dobrym facetem jest. O sobie powiedział, że jest jak produkt DISCONTINUED z półki z końcówkami serii- „Już takich nie robią i to twoja ostatnia szansa dopaść ostatniego”.

MAJCIK- rzeczone Nasionko, które jak na razie intensywnie zajmuje się tylko trawieniem.

RODZICIELKA- mateczka Kokainki, osoba obdarowana wszystkim czym poszczyciła się wyżej Kokainka, łącznie z „jajami” ale z tą różnicą, że jeszcze się dziwi, że świat jest taki okrutny.

TRUFFEL i BRAT TRUFFLA- osoby znane Kokaince od lat, w chwili obecnej poza zasięgiem i niech tak będzie.Na orbicie wokół Truffla lata też MUSZKIETER.

FAKI JAPI, SZWAGIER i DZIECIAK- siostra Susła i jej klan. Jej pseudonim świetnie odzwierciedlanie przeciętne skłonności do nawijania bez końca. Swego czasu bliska jako współlokatorka, w chwili obecnej przechodzi kwarantannę nałożoną przez Kokainkę, po tym jak „zrobiła brzydko”. Szwagier świetnie kładzie kafelki a Dzieciak ma lat pięć.

BRAT, SZWAGIERKA, CÓRKA I POTWORAS- brat Susła i jego klan. Brat to konkretny gość z zasadami, Szwagierka do rany przyłóż, córek takich jak Córka powinno być więcej a Potworas też ma lat pięć, wali prosto z mostu co myśli i jeździ hulajnogą po swojej babci,czyli Teściowej.

TEŚCIOWA i TEŚĆ- Proporcjonalnie 90i 10% kłopotów z obyciem. Teść jest w Polsce i nie ma w zwyczaju latać w odwiedziny za co chwalmy Pana, Teściowa robi wypady po klanach, wkłada kije w mrowisko i narzeka na wszystko. Kokainka kocha ją jak drucianą szczotkę.

Jest jeszcze:

PIK i POK- młoda para z planami powrotu do kraju

UCZEŃ i jego rodzice- mój wychowanek zna prywatnych lekcjach czytania i pisania po polskiemu

Cała reszta to dodatki epizodyczne.

Pominęłam kogoś?

Dzidzi instrukcji obsługi instrukcja, komunikacyjne wądłoły i wieści od Teści

Zwykły wpis

Piszę jedną ręką, więc wolno mi idzie. Na drugiej wisi mi Pumpelek, w oczekiwaniu na odpowietrzenie wentyla. I odpowietrza, tyle tylko, że nie górą a dołem, kocykiem. Co powoduje, że nie tylko martwieje mi ręka ale skręcają mi się włoski w nosie z nadmiaru bodźców węchowych. 

Pumpelek ma łatwą obsługę. Nie ma tylko takich wskaźniczków jak Simy, gdzie kupa,siki i lodówka migają sobie w rytmie dobowym i wystarczy kliknąć, żeby doładować konto potrzeb podstawowych. Ale Pumpelek ma interfejs przyjazdny użytkownikowi i zawsze wiadomo o co biega:

*”ehe, ehe!”- jeść!

*”uu, uu!”- kupa/siki

*”prrfff”- wentyl się zapchał jedzonkiem, ratujcie!

I to w sumie tyle. Pumpelek nie płacze bo nie ma powodów, dostaje czego potrzebuje na bieżąco i nie musi „wykrzykiwać ponad dachy świata swojego barbarzyńskiego UAAAAA”*. Uwielbia kąpanie (maniacko się przy tym uśmiecha), uwielbia masowanie całego ciałka (pręży się jak żaba na słońcu) i przy wycieraniu pyszczka z jedzenia składa usteczka w dzióbek jak przystało na młodą panienkę. Cała reszta jej dynda. Nocami zaś, przesypia po 5 godzin bez gongu na deser ale budzi nas nieustannie…snami. Całymi nocami kwęka, piszczy, chrumka, zawodzi jak wiewiórka w budce telefonicznej, czasem potrafi krzyknąć coś w zapamiętaniu i rzucać odnóżami aż stukają szczebelki w kołysce. Próby budzenia niewiele dają, nadal majta rączkami, kręci oczkami i stroi minki. A my śpimy mało, lub od snu do snu. 🙂 Rankiem przeciąga się nawet 1,5 godziny, wije ja wunż i stęka z przyjemności.

W 2 tygodnie, straciła przepisowo na wadze, dogoniła wagę urodzeniową i poszła dalej- do 3,56 kg. Głowę ma większą niż norma, podobnie kość udową (czyli wszystko jak na USG), odpadł jej pępuszek i dzielnie podnosi główkę, żeby się polampić na gołą ścianę. Będą z niej ludzie. 😀

***

Dzwonimy do BT, po linię telefoniczną. Sygnał ma pojawić się w słuchawce do 2 września. 4 września przychodzi Pan w Kasku i zaczyna gmerać w ścianie. Okazuje się, że BT nie stać (?) na kładzenie kabli każdemu, więc jeśli zdarza się, że ktoś rezygnuje z telefonu lub nie używa numeru przez 6 msc, odrywają mu kabel od domu i ciągną temu kto potrzebuje. Dziwne to w sumie i kosztuje 125 funtów. 

Potem zadzwonilismy do AOLa, po internet. Wytrwali pamiętają przeboje z Siecią, na którą czekaliśmy równe 3 miesiące w Koziej Wólce a która nigdy nie została tam podłaczona. Suseł dowiedział się więc, że pomimo wielokrotnych zmian abonamentu AOL nadal kosił sobie 29,90 z trufflowego konta, pomimo obietnic, że nie będzie pobierał opłaty póki nie podłączy sieci. W ramach rekompensaty, możemy starać się o PSIII! Szok! PSIII zamówione prawie 5 miesięcy temu, wysyłane 50 razy, „już, już powinno dojść” a tu nagle się okazuje, że znowu nie ma po nim śladu w historii naszego konta ale możemy się o nie starać. Oni kompletnie nie wiedzą co czynią, te banki/telekomunikacje/urzędy. Można dzwonić do nich po 100 razy, żadna informacja nie trafia do ich systemu, nie ma śladów po prośbach i groźbach- czeski film. Suseł ma dość dzwonienia, wziął się za konstruowanie zapalnika.

***

Na froncie „Teściowa” zamieszanie nie z tej ziemi. Wieczora pewnego, w zeszłym tygodniu- telefon. Brat rzuca kurwą jego macią, Szwagierka właśnie wzięła samochód i pojechała w siną dal ochłonąć, dzieci są złe, Teściowa nic nie rozumie ale nie przychodzi jej do głowy, że coś przeskrobała. Brat chce przebukować jej bilet na JUŻ ale nie wie jak wydębić od niej numer rezerwacji, Suseł nie wie co poradzić, FakiJapi ma akurat gości a za kilka dni jeszcze dolecą z Polski, ja- wiadomo co myślę, Teściowa wciąż nic nie rozumie. Nieważne co powiedziała, ważne, że jej syn własny rodzony pragnie z całego serca odesłać ją tam gdzie nie będzie drażnić wszystkich wokoło. A nie mówiłam?? Co więcej, nagle moje słowa sprzed roku i główne argumenty na tą wizytę stały się im tak bliskie… Teściowa robi NIC. Narzeka, że nudno, że nie ma gdzie wyjść, niec nie czyta, nic nie ogląda, Radio na szczęście tak daleko nie sięga, garów nie pomyje, przy dzieciach nie pomoże…ot, masz mnie taką z lotniska i się ciesz. Ale gadać? Tego nie zapomniała. I umyśliła sobie, że Potworas najeżdża na nią hulajnogą żeby ją ubić. A Potworas po prostu na bierząco odreagowuje emocje. 🙂

Stanęło na tym, że w sumie nie wiem na czym stanęło ale węszę, że zamiast natychmiastowego transportu na lotnisko- przyjedzie do nas. Wszyscy pocieszają i wsuwają mi do kieszeni wizytówki psychoterapeutów a ja mam dość na samą myśl. 

W międzyczasie- do Pumpelka przyjechała… FakiJapi ze Szwagrem, Dzieciakiem i znajomą, co akurat się do nich zjechała. I co na to Kokainka? Po ponad roku bez wymiany ani jednego słowa z FakiJapi? Nadal zła jak osa i rozczarowana i zawiedziona i … uśmiechnęła się bo co ta, w końcu to teraz pumpelkowa rodzina, nie? Jak się skończyło? Wyszli koło 24:00, jeszcze w drzwiach nagadać się z wredotą nie mogłam. 😀 Bo co poradzę skoro gadatliwe jesteśmy bardzo? Cholercia…

Obiecali, że jeśli poczuję, że krew tryskająca z przegryzionych tętnic jest mi miłą perspektywą, mam dzwonić a oni zabiorą Teściową na spacer po okolicach, z dala ode mnie. Ale czy to pomoże? Na 5 minut może tak… Okazało się, że po prawie 10 latach Teściowa nazywa Szwagra „PAN MĄŻ”. Posłuchałam barwnej opowieści o tym jak pod jej nieobecność, roku pewnego Szwagier z Faki załatwili jej kafelki do kuchni, położyli (ratując przy tym pół domu przed zawaleniem), posprzątali…a kiedy przyjechała i weszła do kuchni…szkoda słów. Hiena jest bardziej wdzięczna za suchego węża.

Ale podobno Teść się ucieszył i chciałby móc Majkę zobaczyć i do serca przygarnąć jako Dziadek. Tyle dobrego chyba.

Czekam więc na nowe wieści z frontu i testuję schowek na dzidę.

***

Tymczasem Dziecię moje zjadło 2 butelki mlesia, zrobiło plastelinę w pieluchę, pokochało smoka, wzgardziło smokiem i znacznie przyczyniło się do powiększania dziury ozonowej, na spółkę z krowami.

W dziennym świetle dopatrzyłam się rudaśności jej włosków i aż nie mogę się doczekać, jaki kolor będą miały w wersji końcowej? 

Pozdrawiamy, machamy, la la la.

*”I sound my barbaric yawp over the roofs of the world” – szalony Walt Whitman 🙂