Author Archives: kokain78

Człowiek nienormalny

Zwykły wpis

Wspominałam że zostałam wegetarianką?

Nie?

No to właśnie wspomniałam. 🙂

fruitandveg

 

Człowiek nienormalny- trawożerca. Krowa. Zwierz trawogryzący.

Zaczęło się od tego że nasza managerka postanowiła poprawić swoją statuę (specjalnie piszę że nie sylwetkę) na zapowiedzianą na wrzesień wizytę pielęgniarki od ubezpieczyciela. Managerka z partnerem- parą bezdzietna i po 50tce tak sobie dogadzała że kiedy zapowiedziała się odnowa polisy na życie i dostali listę wytycznych okazało się że aby zapewnić sobie jej przedłużenie powinni się rozpączkowac i podzielić wspólną masę ciała na cztery osoby a co za tym idzie również poziom cukru we krwi i ciśnienie. No i zaczęła się akcja „na szejka”.

W tej historii nie ma prawdziwych szejków że wschodu ale jest mnóstwo szejków truskawkowych i waniliowych. Kiedy po tygodniu oznajmiła że już straciła 3 kilogramy w moich oczach pojawiły się potajemnie skrywane błyski zazdrości. Co prawda efektów odchudzania nie było jeszcze po niej widać ale imponujące 3 kilogramy dawały nadzieję na powtórzenie doświadczenia na mnie samej. Wtedy Hinduska kazała sobie polecić dietę na szejka żeby mogła namówić swoją kuzynkę i kiedy po kolejnych dwóch tygodniach również kuzynka Hinduski zaczęła spadać z wagi powiedziałam sobie- JA TEŻ MOGĘ! Za miast szejków zaczęłam od diety jajecznej potem przez jakiś czas oprócz obiadu po pracy jadłam tylko jogurt naturalny z owocami i owsianymi płatkami zamaczany przez noc. W końcu złamałam się.

Poszłam do sklepu i kupiłam sobie 3 pierwsze puszki SlimFastu i chociaż szejki managerki były jakąś produkcją ostatnich kilku lat to jednak postawiłam na znaną markę. Nie było źle. Szejki były słodko-słone gęste zimne akurat mieliśmy upał- jak znalazł.

Zastąpiłam nimi aż dwa posiłki dnia i z uwagą obserwowałam wagę łazienkową.

Nic. Ale ok nie od razu zbudowali i tak dalej.

Mangerka zdążyła spuścić kolejne 5 kilogramów ja ani jednego.

Managerka dobiła do 10 kg moją waga zaczęła coś tam pokazywać. Nieśmiale ale jednak. Okazało się że to chwilowe fluktuacje i waga nadal patrzyła na mnie ja na nią i rozstałyśmy się w milczeniu każdego ranka.

Ale kiedy zapytacie mnie kiedy wpadł mi do głowy wegetarianizm- to ni wiem. Po prostu był upał w domu mieliśmy mnóstwo owoców które szamałam na tony i pewnego dnia postanowiłam nie jeść mięsa. Przez pierwsze dwa tygodnie zdarzało mi się wpadać do lodówki i obserwowaną zazdrośnie przez Małego Głoda z opakowania Danio- wcinałam szynkę prosto z pudełka. Karciłam się za słabą wolę ale z dnia na dzień mięsa brakowało mi coraz mniej.

Po miesiącu- szokowirówka. Podsumowałam wysiłki i wyszło na to że od czasu kiedy przestałam jeść mięso przestałam budzić się zmęczona ospała znudzona zaczęłam się kłaść spać tylko dlatego że była już późna godzina a nie dlatego że padałam z nóg. Przestałam się czuć jakbym w okolicy miednicy miała kulę do burzenia budynków zaczeło mi się lepiej myśleć kolory stały się bardzie intensywne dźwięki ostrzejsze a energii miałam na tyle żeby po przyjściu z pracy jeszcze siedzieć i tworzyć pudełka ozdabiane decoupagem (pokażę).

Po miesiącu przestało mi brakować. Po dwóch miesiącach postanowiłam uzdrowić Rodzinę. Ograniczyłam mięso do 3 obiadów w tygodniu i wprowadziłam o wiele więcej warzyw. Gabi zaczął gryźć surową marchewkę a Rodzicielka zaczęła wygrzebywać z sieci przepisy które nie zawierają mięsa ale wyglądają jak „jedzenie dla normalnych ludzi”. Nie ma wyboru.

Minął trzeci miesiąc- dzieci dostają mięsko w kanapce do szkoły reszta dnia to białko roślinne obieranie skrobanie mielenie szatkowanie i gotowanie. Nadal jedzą ser jajka mleko ale chętnie zaglądają w kotleciki i sosy w poszukiwaniu ukrytych warzyw.

Robię zakupy raz na tydzień bo tyle mniej więcej trzymają się warzywa. Na lokalnym targu w sobotę kupuję całe torby surowizny wszelkiej maści i autoramentu i dla przykładu w ostatnią sobotę kupiłam 19 rożnych warzyw i owoców (rodzajów nie sztuk) i zapłaciłam okrągłe 20 funtów. W tym były np dwa opakowania malin 5 kukurydz trze brokuły itd. W tym samym czasie 20 funtów na mięso starczyłoby nam na 3-4 obiady- tylko część mięsną bez uwzględnienia wszystkiego innego.

Gotuję zupy z dyni chrupki z jarmużu zapiekanki z soczewicy kotlety z fasoli. Do wszystkiego lądują garście sezamu ziaren dyni i słonecznika chia lnu itp. Dzieciusie wyskubują ziarenka ii zjadają osobno. Gaby od zawsze wolał zielonkę ponad mięso już jako 3 latek często odkładał mięso z talerza na stół teraz ma pole do popisu. Zażycza sobie 05l kubek zblendowanych owoców i jest najszczęśliwszy na świecie. I tak w pól godziny zjada jabłko banana pudełko malin pomarańczę i kiwi. W jednym kubku.

Ale ludzie się dziwią i słyszałam już chyba cały wachlarz „zarzutów” jak na przykład że umrę stara jak drzewo że na coś przecież trzeba umrzeć więc po co się tak starać że od tego powstaje efekt cieplarniany bo wegetarianie pierdzą inaczej niż normalni ludzie że jestem biedna smutna i blada.

Ale w 3 miesiące straciłam 5 kg bez ćwiczeń na które nie mam czasu liczenia kalorii na które nie mam ochoty i bez odmawiania sobie niczego. Mam ochotę na mniumi- biorę śliwkę albo rzodkiewkę. Nie nudzi się bo różnorodność zielonki jest powalająca. Najwyraźniej przez cały ten czas co najmniej 10 rożnych diet rowery szmery małe porcje duże porcje często a mało rzadko a dużo- nic z tych rzeczy nie działało bo co dodawało mi kilogramów przez ostatnie 20 lat to mięso!

Tymczasem managerka straciła 18 kg przyszła pielęgniarka pochwaliła postępy polisa na życie została przedłużona i oboje zainteresowani wrócili do starych nawyków. Znacie mnie nie owijam w bawełnę- managerka może straciła 18 kilogramów ale możecie mi wierzyć- przy takiej masie nie było widać różnicy. Od tego czasu już odzyskała 6 kg. Regularnie kursuje do maszyny z przekąskami stojącej w kantynie i „wydaje drobne”.

A ja mam ładną cerę i ciągnę nogawkami spodni po podłodze. Jeszcze trochę a pójdę do sklepy po nowe portki. Oczywiście nie byłabym sobą gdybym nie przeprowadziła badań w kwestii udowodnionych korzyści i ewentualnych zagrożeń i ostatnie 2 tygodnie w pracy spędziłam na słuchaniu w jednym uchu konferencji wykładów i wywiadów z ludźmi na całym świecie którzy stosują dietę żyją nawet 90 lat na diecie wegańskiej (lvl hardcore) i są zdrowi omijają szpitale maja pełno energii..

a TERAZ CHIPSY Z JARMUŻU

Bierzesz myjesz szatkujesz. Dodajesz ze 2 łyżki oleju na pełną michę liści dosypujesz poł łyżeczki soli i wszystko razem mieszasz aż liście równomiernie się natłuszczą. Wstawiasz do piekarnika na kilka minut aż zrobią się ciemno zielone ale nie brązowe i wyciągamy. I chrup. Chrup-chrup. Chrup-chrup-chrup-chrup.

Dzieciusie patrzyły bardzo podejrzliwie na torbę pełną twardych liści. Maya nawet zaryzykowała stwierdzenie że Mamusia straciła rozum i będzie karmienie żywopłotem. Ale po pierwszym chrupkaniu dowiedziałam się że jestem najlepszą Mamusią na świecie ( mam to też na piśmie z innej okazji) i pomysł został sprzedany.
Na zdrowie czego i Wam życzę!

 

 

Reklamy

Nawet kupilismy jej wiadro

Zwykły wpis

Zaczęło się od tego że nasza sprzątaczka nie miała wiaderka do mopa. Mop wielki, sznurowy o kolorze ciemniejszym niż kolor dzikiego szczura. Wsadzała go do zlewu w kantynie I tam płukała. Podejrzewam że proceder uprawiała od dawna ale ponieważ nikt nie chodzi po kawę o 16:00, nikt nie zauważył. Zauważyła Hiszpanką I zrobiło się jej niedobrze.

Kupiliśmy jej mopa I specjalne wiaderko które wiruje mopa po wsadzeniu I przyciśnięciu. Nie używa. Nadal jeździ dzikim szczurem po toaletach damskich, pisuarach męskich, kantynie a potem JEB! Mopa do zlewu I płucze.

O_H_Y_D_A

Wczoraj jednak zdjęła mnie prawdziwym obrzydzeniem. Wyobraźcie sobie że idziecie do męskich pisuarów, przejeżdżacie mokra ściereczką wzdłuż drogi Strzepniętych Kropelek, potem idziecie do kuchni- przecieracie ta ściereczką blaty w kuchni I wyciskacie do kubka z kawa.

W sumie na jedno wychodzi- poszłam wczoraj umyć swój kubeczek w zlewie w kantynie. Leżały w nim ścierki do mycia naczyń. Nie używam bo to nie dom, więc umyłam kubek ręką, wysuszyłam papierowym ręcznikiem, włączyłam wodę na gotowanie I stoję. Weszła sprzątaczka I JEB! Mopa do zlewu.

Czekam na wodę I moje myśli krążą:

-W zlewie były ściereczki do naczyń- powiedział mój mózg- Ciekawe czy wjela je że zlewu.

-Przestań!- powiedziałam do mózgu- Jak mogłaby nie wyjąć?

-Idź sprawdzić, mówię ci że nie wyjęła- upiera się mózg.

-Jesteś obrzydliwy!- skarciłam go.- Ale ok, zrobię ci przyjemność I sprawdzę.

-O ile się zakładamy?

Obeszłam kuchnię I udałam że idę po papierowy ręcznik.

Sprzątaczka właśnie wyciskała szczura na ścierki leżące w zlewie.

-Mówiłem ci?- ucieszył się mózg- Tyle lat już mieszkasz w tym kraju I nadal cię takie rzeczy dziwią??

W prostej drodze z toalet gdzie mocz I niejedna stolcowa bakterią piją razem tanie wino na podłodze- sprzątaczka, coś mi się zdaje że od zawsze I codziennie- przynosi je do kuchni I na drugi dzień rano ta kolonia 40 zatrudnionych osób myje sobie tym poranny kubek w oczekiwaniu na kawę.

Sprawę zgłosiłam do Specjalisty od BHP w firmie. Musiałam mu wytłumaczyć w czym problem zanim zbladł. Kazałam mu wyobrazić sobie że leżymy wszyscy w szpitalu zakażeni E.coli albo inna kałowa bakterią I ktoś pyta gdzie w tym czasie był Inspektor od BHP?

Wyobraził siebie w tej roli I zobowiązał się sprawę rozwiązać.

Kotow nie ma, myszy udaja ze harcuja

Zwykły wpis

Wybyły dzisiaj managerki I patrzcie- jestem.

Skończyło się lato choć nadal jest ciepło. 12 tygodni bez deszczu zamieniało się w tydzień z deszczem a teraz Indiańska Jesień, jak to się tutaj nazywa. Czyli 7*C rano, 27*C po południu. Nie wiadomo jak się ubrać, czy jak teraz zostawię otwarte okno w sypialni to czy rano nie będę wycierać sopli z nosa.

Dzieciusie wróciły do szkoły, Mają w pierwszym tygodniu dostała za zadanie domowe napisać list ‘’Dlaczego chce zostać Przewodniczącą Szkoły’ z racji tego że właśnie rozpoczęła ostatnia klasę szkoły podstawowej (zdziwionym powiem: ‘’Tak, tak, to już 10 lat’’). Przeczytała polecenie na zadanie domowe I stwierdziła że Przewodniczącą zostać nie chce (zalana łzami) więc odrabiać nie będzie. Na drugi dżin Pani się o zadanie upomniała I Mai przypomniało się przy śniadaniu że trzeba odrobić pańszczyznę.

-Mają, ja tu smaruję chleb a ty napisz szybko I uprzejmie że nie chcesz zostać Przewodniczącą.

Wolę żeby mi się dziecko nauczyło asertywności a nie płakało że stresu bo ma czytać mowy powitalne dla Biskupa Diecezjii Northampton.

Mają napisała tak: ‘’Droga Pani Y. Niestety, nie chce zostać Przewodniczącą Szkoły. Nie chce również zostać inna osobą w szkole. Jestem za bardzo zajęta. Dziękuję, z poważaniem, Maya’’

No dumą. Trzeba było przerabiać dyplomatycznie na: ‘’dziękuję za taka szansę, jestem pewna że inne dzieci zabiłyby szczura za taka okazję, ja niestety nie czuję się powołana do wykonywania takich odpowiedzialny zajęci I nie mam zamiaru dostać wrzodów żołądka że stresu, także ten, dzięki i pewnie i tak masz mnóstwo chętnych więc siema’’.

List poszedł I niech mi tylko wróci.

Gaby jest w klasie 3 ale nadal nie pamięta co robił w szkole. Dla Gabiego jest to sprawa podrzędną ponieważ wszystko co dzieje się na lekcjach wchodzi mu w głowę od razu I już tam zostaje. Zadania robi w 20 minut, jedną ręką, drugą robi coś równie ważnego I już, szast prast, pozamiatane. Co się będzie.

Słucham polskich standupów.

Studiuję zagnięcie Maddie McCann.

Maluje pudełka I szkatułki

Robię łapacze snów

I kończy mi się dzień pracy więc znowu nie napiszę zbyt dużo.

Porzuciłam pracę w Aptece, ile można. Jutro pierwsza od 4 lat wolna sobota. Jupi. Proszę spodziewać się mnie w łóżku do 10:00.

Jak ja kocham tego kolesia

Zwykły wpis

W każdej innej firmie już by go nie było. Ma szczęście że mam na to wyjechane I śmiejemy się z niego kiedy robi z siebie durnia. Ma człowiek szczęście że pracuję z normalnymi ludźmi którzy rozpoznają trolla ale gdyby kiedykolwiek pracował w mojej byłej Przychodni, leciałyby piórka.

Przyszedł facet od kontroli szkodników bo mamy myszki w biurze. Piękne, nowe biuro, zaraz po remoncie, mucha nie siada ale budynek stoi w samym środku pola więc myszki myślą że to taki labirynt dla nich- można tu znaleźć papier, jedzenie, schronienie. I tak codziennie mamy na biurkach rano mysie kupki.

A więc przyszedł facet od kontroli szkodników I liczy ole pułapek nam ustawić po kątach.

A Troll mówi tak:

-Jeszcze proszę postawić jakieś trutki na tym I tamtym biurku. (Pokazuje na moje biurko I Hiszpanki).

Facet się zdziwił bo bo co komu trutki na biurkach!

Na co Troll:

-Bo jak już kontrolujemy szkodniki to trzeba się jeszcze pozbyć tego kontynentalnego fatałajstwa.

Facet wybałuszył oczy, wszyscy ryknęli śmiechem.

-Chce pan trolla zabrać że sobą? Przyda się do straszenia europejskich szkodników w innych firmach. Wtedy wystarczy napompować jakiś większy ponton, wsadzić szkodniki na pokład I wysłać w morze. – wytłumaczyłam. Facet nie wiedział czy żartuję czy nie. Szybko poszedł.

Siedzimy w biurze jak gdyby nigdy nic. Troll, dwa szkodniki I zdezorientowana managerka.

Kind Regards

To się nie nazywa narzekanie, to są highlighty.

Zwykły wpis

Nie padało 9 tygodni. Jak nie zwykłam narzekać na lato tak w tym roku, kiedy już zaczęło padać kazałam Dzieciusiom zzuwać ubrania i w majtach tańczyć na deszczu. Jak monsun. Trwał 37 sekund.

Od tego czasu deszcz spadł jeszcze jednej nocy i tyle. Susza trwa. Muchy wkurwiają, trudno odróżnić beton od trawnika. Szara sieczka.

Jeszcze w Polsce jakoś da się znieść coś takiego. W południe wychodzisz z domu i masz wrażenie że wpadłeś w świeżo ugotowany kisiel ale wieczorem przychodzi burza, padają drzewa, giną ludzie, wezbrane rzeczki zrywają mosty.

Jest jakaś ulga.

A tu 9 tygodni nic. Psy dostają kręćka, Suseł kazał sobie ściąć włosy na zapałkę i zjarał sobie wszystko oprócz sekretu mnicha. Dzieci nie wychodzą z domu bo można się zabić od nadmiaru szczęścia.

Macie- trawnik w pracy.

A w pracy luzik. Robię za dwie osoby a i tak nie narzekam. Wzięła dziewczyna ślub i poszła w cholerę A zastępstwa szukali 4 miesiące. Przyjdzie jakąś nową dziunia we wrześniu a do tego czasu obsługuje swoje i jej biurko.

Suseł wpadł ostatnio do Okien, powozić im palety na plac budowy. Stary Szef pytał co u mnie. Dobrze że Suseł nie ma długiego języka.

-A nie, spoko. Świetnie się ma, przestała zasypiać na sofie, nie chodzi wkurwiona. Można powiedzieć że wyprowadziłeś się od nas na dobre. Ma tylko tekturową makietę ciebie w skali 1:1 w pracy i za każdym razem kiedy przyjdzie jej do głowy narzekać, patrzy na ciebie i od razu jej przechodzi.

Chciałabym.

Przyznam że im dłużej obserwuję moją nową firmę tym bardziej dziękuję Opatrzności że wtedy wybrałam Okna. Wtedy dostałam pracę w Brandzie czyli w pokoju pełnym Minionków pracujących w stresie za grosze. W pół roku wymieniło się chyba 40% załogi bo dociskają ich tam niemożebnie. Nie mają klimatyzacji, wcześniej mieli powódź i pracowali w kaloszach i myślach na twarzach. Cały dzień na telefonie a pompy wyciągają z dywanu wodę i pleśń.

Po drugiej stronie korytarza jesteśmy my- księgowość. Chłodzik z klimatyzacji, nowy dywan, meble, nowe komputery, fotele zamiast krzeseł obrotowych. Cichutkie rozmowy o życiu, gotowaniu, pierdy niedzielne.

Nie ma na co narzekać.

Dopingujemy się wzajemnie w diecie. Trzy osoby cierpią na niedowzrost względem wagi i procesujemy tłuszcz w potencjał księgowy.

Do tego rzuciłam mięso i słodycze. O ile nie odbierze mi władzy nad mózgiem i stojąc w drzwiach lodówki nie zacznę żreć szynki, to jest ok. Nie brakuje mi. 🙂

W trzy tygodnie odebrało mi mózg raz a raz zjadłam kotleta z pełną premedytacją bo skończyło mi się doładowanie na przepisy wegetariańskie. Jak nastawiam kiełki fasoli mung to po trzech dniach nasza Świnka Morska nie wiedziała jak dziękować.

Przejrzałam swoje książki kucharskie i pozbyłam się wielkiej torby tych do których nigdy nie zajrzę:’kuchnia skandynawska (mimo sentymentu) bo co strona to zupa rybna ale przegięli kiedy w deserach dali budyń rybny.

Poszły też dwie książki Gordona Ramsaya. Jak na nie patrzę to widzę książkę o udomawianiu potworów z Harrego Potera..nic tylko czekam aż sama się otworzy i zacznie na mnie wrzeszczeć że źle smaruję chleb masłem….

Zostawiłam sobie ulubione. Tylko… ehm… ten tego… 76 tytułów. Od cegieł po małe książki typu „Kuchnia regionalna: Yorkshire”.

76.

Dobrze że mam miejsce. Dobrze że zrobiłam miejsce, wjadą nowe! 😀

Smacznego!

Ukrop

Zwykły wpis

Jest gorąco. Ale za godzinę zrobi się zimno. Tylko w Anglii czerwcowa pogoda ma na Tyle wyjechane na zasady zdrowego rozsądku, że w dzień jest 31*C a w nocy 10*C.

Także tego…. okno otwarte a rano Suseł obudzi się z katarem.

Byliśmy na grillu, rozważaliśmy kwestie UFO i postępu technicznego o jak zwykle nie doszliśmy do żadnego wspólnego wniosku. I chyba nigdy nie dojdziemy bo dzięki temu dyskusja jest gorąca i wracamy do domu o 22:30.

Jutro też będzie upał. A ja w biurze jak mucha w słoiku. Moje okno jest zepsute, klimatyzacja zostawia szron na włosach na nogach i nie sposób znaleźć idealnej temperatury. Managerka w zimie hajcowała we wszystkich grzejnikach w pomieszczeniu i jeszcze smażyła dupkę przy jednym aż jej się spódnica przysmażyła. Do 26*C. Przyszło lato i nieustannie włącza klimatyzację. Do 16*C. Zero logiki.

Pada we Wrocławiu? Może trwa burza?

Brakuje mi latem zapachu mokrego asfaltu, zapachu mokrych tramwai jeżdżących nocą pod oknami. Jeśli tęsknię kiedykolwiek za Polską to są to zawsze zapachy. Sensoryczna melancholia.

Zapach Hali Targowej, piekarni Mamut, jeziorka w Parku Nowowiejskim, zapach cukierni i Żabki, kiosku ruchu i autobusu, Zerówki i rozgrzanej słońcem wyasfaltowanej Oleśnickiej w czasie nocnego powrotu od Trufla….

Sensoryczna melancholia.

Tu pachnie mi dzisiaj niczym. Szamponem kokosowym. Za oknem nic nie jedzie i nie pojedzie aż do rana, po suficie nie będzie przebiegać nocą łuna samochodowych świateł. Nie wpadają ćmy ani komary. Panuje cisza i spokój. Nawet sąsiad na balkonie poniżej będzie dziś darł japę ma żonę tak daleko że nie usłyszę. Z 1000 km na pewno nie.

Chris Botti i jego Venice która zwykle wywołuje ten weltschmerz. Bo to kawałek Wrocławia, nie tam Wenecji.

https://youtu.be/VDQCtUaZJRQ

Gwizdy i pomidory

Zwykły wpis

Włączyliśmy telewizor ot tak, nie było nachosow. Już było 1:0 Nie Dla Nas.

Rodzicielka akurat zeszła na dół żeby dowiedzieć się że przegrywamy drugi mecz.

-Idę z psem na spacer, jak wrócę będzie 1:1.

Jak wróciła było już 3:00. Nadal Nie Dla Nas.

W sumie bez komentarza bo I po co? Jak już śpiewały Świetliki swego czasu- ‘’reprezentacja Polski już nigdy nie będzie miała takich wyników, nigdy’’

W 1974 moja Rodzicielk miała blisko 20 lecz nadal -naście lat jak pojechali Żukiem, z kolegami do Warszawy. Po drodze Polska przegrała słynny mecz I koledzy z Żuka spili się na smutno. Warszawa wyludniona, gazety po ulicach, w oknach płacz I ryki- co robić? Zamknęła kolegów w Żuku, wsiadła za kółko I prowadzona wskazówkami rozpaczającego, spitego jak bela kierowcy- dojechała sama, nocą, do Wrocławia. Bez prawa jazdy.

Może wtedy wszystko robiło się z sercem, huzarska fantazja lub po prostu słowiańską pasją?

Teraz robi się wszystko dla pieniędzy, wzmianek na Pudelku, nagłówków w brukowcach. Albo po prostu robię się stara…

Ale mogli przecież postarać się dla sławy, skoro nie dla marnych złotówek?

Gdzie ci chlopcy z tamtych lat

Zwykły wpis

Piłkę nożną najlepiej oceniła Maja.

-Chodzice Dzieciusie, zaczyna się mecz, nidgy nie oglądaliście Mistrzostw Świata!

Gaby: – Mmmh… eee tam, piłka!

Maya posiwecila zagadnieniu połowę pierwszej połowy meczu po czym stwierdziła:

-Dorośli ludzie a jak dzieci, latają za tą piłka w kółko, tam I z powrotem. Przecież to tylko piłka! Kulka! Po-co?

I Mistrzostwa zdechły na starcie. Pewnie włączymy na finał ale do tego jeszcze daleko.

Tymczasem moja meczowa procedura ogranicza się do przygotowania nachosow, popcorn, chispow w misce, picia w szklance, zorientowania się gdzie są bramki, która drużyna ma jakiegosc przystojnego woja I na podstawie galerii wojów w czasie hymnu narodowego, obieram sobie drużynę do dopingowania.

Po 10 minutach, jest 9:00 a ja jestem zmęczona jakby było piętnaście po I tracę zainteresowanie. Przez końcem meczu jeszcze zerknę w akcje ale nie przywiązuję się bo wojowie zbyt szybko odchodzą.

I tak wczoraj, myśląc sobie o meczach, wojach I przemijającym czasie postanowiłam zapytać wujka Googl ao Thomasa Brolina, Szwecja, 3 miejsce 1995. I znalazłam śliczna mordkę dziecka w żółtej koszulce.  Kiedy przegrali mecz półfinałowy ryczałam w oknie do 6 rano. Jakąś durna.

Niestety, chwilę potem wujek Google postanowił ściągnąć mnie na ziemię I znalazł dla mnie zdjęcie Brolina ‘’Z Teraz’’.

Mało nie upuściłam telefonu!

Mój woj wygląda jak stary, znoszony kapeć numer 9. Wszyscy tak skończą. Poczekam tylko aż obecne mordeczki się zestarzeją I będę miała wtedy polewanie.

Koniec meczu.

Glupi impertynent

Zwykły wpis

Inteligentnemu impertynentowi można zwrócić uwagę, wytłumaczyć, walczyć z chamstwem lub po prostu dać znać, że werbalną sraczka wydobywającą się z ust impertynenta jest ‘’nie na miejscu’’.

Głupiemu impertynentowi nie można zwrócić uwagi bo nie zrozumie problem.

Pan P ma szczęście że wszyscy w biurze jesteśmy wyluzowani I mamy mnóstwo wyrozumiałości dla głupoty. W innym przypadku facet wisiałby za jaja pod sufitem.

Są muffinki. Cudne, przepyszne dzieła sztuki Hiszpanki. Każdy bierze rano po 2 bo są dwa smaki. Pan P się spóźnia jak zwykle.

-Są muffinki.- informujemy

-Próbowaliście już?- pyta Pan P.

-Tak, pojednej z każdego rodzaju! Pychą!

-No, to wiele wyjaśnia. Jakbyście brały po jednej to podłoga by się mniej uginała- konstatuje Pan P I nurkuję w reklamówkę z muffinkami.

Kurtyna

Idę zrobić sobie kawę. Nie ma mleka w lodówce. Wracam więc do biurka, zakładam kamizelka odblaskowa, bo będę szła przez hangar I mówię że idę.

-Już odchodzisz?

-Gdzie? Idę po mleko.

-A, myślałem je już nas opuszczasz. W końcu jakoś teraz kończy ci się okres próbny.

Kurtyna

Przychodzi S. do Hiszpanki w sprawie wydatków kierowców. Zawsze dostaje muffinke w nagrodę.

-Masz chody- stwierdza Pan P- JTu masz za darmo a jak jedziesz na wakacje to za hiszpańskie muffinki trzeba słono płacić.

Wszyscy podnoszą głowy znad klawiatur bo ‘muffinka’ to w języku angielskim formą wypieków ale i również części niesforne młodych dziewcząt. Hiszpańska muffinka to po prostu wakacyjną dziwką w hiszpańskich kurortach nadmorskich.

Kurtyna

Glupi impertynent

Zwykły wpis

Inteligentnemu impertynentowi mozna zwrocic uwage, wytlumaczyc, walczyc z chamstwem lub po prostu dac znac, ze werbalna sraczka wydobywajaca sie z ust impertynenta jest ‘’nie na miejscu’’.

Glupiemu impertynentowi nie mozna zwrocic uwagi bo nie zrozumie problem.

Pan P ma szczescie ze wszyscy w biurze jestesmy wyluzowani I mamy mnostwo wyrozumialosci dla glupoty. W innym przypadku facet wisialby za jaja pod sufitem.

Sa muffinki. Cudne, przepyszne dziela sztuki Hiszpanki. Kazdy bierze rano po 2 bo sa dwa smaki. Pan P sie spoznia jak zwykle.

-Sa muffinki.- informujemy

-Probowaliscie juz?- pyta Pan P.

-Tak, pojednej z kazdego rodzaju! Pycha!

-No, to wiele wyjasnia. Jakbyscie braly po jednej to podloga by sie mniej uginala- konstatuje Pan P I nurkuje w reklamowke z muffinkami.

Kurtyna

Ide zrobic sobie kawe. Nie ma mleka w lodowce. Wracam wiec do biurka, zakladam kamizelka odblaskowa, bo bede szla przez hangar I mowie ze ide.

-Juz odchodzisz?

-Gdzie? Ide po mleko.

-A, myslalem je juz nas opuszczasz. W koncu jakos teraz konczy ci sie okres probny.

Kurtyna

Przychodzi S. do Hiszpanki I sprawie wydatkow kierowcow. Zawsze dostaje muffinke w nagrode.

-Masz chody- stwierdza Pan P- Jak jedziesz na wakacje to za hiszpanskie muffinki trzeba slono placic.

Wszyscy podnosza glowy znad klawiatur bo ‘muffinka’ to w jezyku angielskim forma wypiekow ale I rowniez czesci niesforne mlodych dziewczat. Hiszpanska muffinka to po prostu wakacyjna dziwka w hiszpanskich kurortach nadmorskich.

Kurtyna