Monthly Archives: Listopad 2012

Pochód artykułów czyli prostujemy co krzywe

Zwykły wpis
To artykuł, który został opublikowany TUTAJ, kilka miesięcy temu.

Przebiegunowanie – czyli czego się tak naprawdę boimy?

W nieprzebranych zasobach Internetu, poszukując informacji na temat zmian środowiska naturalnego Ziemi, teorii spiskowych, zapowiedzi nadchodzących, mniej lub bardziej oczekiwanych wydarzeń na skalę globalną, nieustannie natrafiam na źródła lub echa niewłaściwie interpretowanych informacji naukowych, które sieją ogólny zamęt, budzą strach, niedowierzanie lub zostają zupełnie wyśmiane… a jak czas pokaże, mogą mieć nieodwracalny wpływ na przszłość wszystkich istot żywych na Ziemi. W tym człowieka i jego cywilizację.

Przebiegunowanie. Ile razy słyszeliśmy to groźbie wielkiego kataklizmu na skalę planetarną i jak często oglądaliśmy w serwisach typu YouTube krótsze lub dłuższe animacje zadaniem których miało być potwierdzenie nadchodzącego kataklizmu, jego wyśmianie lub udowodnienie, że przebiegunowanie dzieję się właśnie teraz? Z pewnością wiele razy. Lwia część internautów zdradza jednak podstawowe braki z wiedzy geograficznej, czego konsekwencją jest narastająca w niektórych kręgach panika lub przeciwnie, niemożność wytłumaczenia natury i konsekwencji zjawiska ze względu na śmieszność na którą się narażamy dotykając tego, jakby tego nie nazwać- delikatnego problemu.

Ponieważ wątpliwości nie ubywa, jako geograf z wykształcenia, postanowiłam napisać ten artykuł mając nadzieję, że pewne fakty, wyjaśnione od podstaw pozwolą na samodzielną ocenę zagrożenia i wyciągnięcie wniosków na własną rękę. Czy trzeba biec do supermarketu po puszkowaną żywność? Nie planować kupowania nowego kompasu? Czy nasz GPSy staną się bezużyteczne? A co ze światowym kataklizmem, który zmiecie nas z powierzchni Ziemi zanim uda nam się dokończyć zdanie: „Tak, przebiegunowanie, jasne.”.
Czym więc jest przebiegunowanie?

A więc wróćmy do podstaw teorii. Mam nadzieję, że nie zbagatelizujecie tej części, ponieważ w niej właśnie leży sedno nieporozumień.

BIEGUN GEOGRAFICZNY – jest to jeden z dwóch punktów leżących na przeciw siebie na powierzchni ciała niebieskiego tam, gdzie oś obrotu przecina powierzchnię tego ciała.

Warto w tym miejscu zauważyć charakterystyczne dla Ziemi nachylenie osi obrotu w stosunku do płaszczyzny ekliptyki o 23,5*. Jest to ta odległość pomiędzy biegunem niebieskim a zenitem (lub nadirem na półkuli południowej). W temacie przebiegunowania będzie to jak się potem okaże bardzo istotny dla ludzkości czynnik, który często jest bagatelizowany lub zupełnie pomijany. Otóż, jak z pewnością wszyscy wiemy, pory roku, ich długość, kolejność następowania, momenty przesileń zależą właśnie od tego kąta. Gdyby kąt nachylenia osi obrotu zmieniłby się o kilka stopni, pory roku uległyby zmianie a z nią warunki życia na planecie. W Układzie Słonecznym każda planeta ma inne nachylenie osi obrotu do płaszczyzny ekliptyki a co za tym idzie – zupełnie inne od ziemskich pory roku. I tak na przykład Merkury jest (najbardziej skrajny po tym względem w Układzie Słonecznym) nachylony jedynie o 2* a co za tym idzie, osoba znajdująca się na równiku nigdy nie zobaczy Słońca niżej niż 1/30 stopnia od zenitu a osoba na biegunie zawsze widzieć będzie Słońce tuz nad horyzontem i nie wyżej. To ważna informacja, do której jeszcze wrócimy.

Punkty bieguna południowego i północnego stanowią jednocześnie punkty zbiegu południków geograficznych w stosunku do których równoleżniki ułożone są pod kątem 90* i tworzą razem siatkę współrzędnych geograficznych o której należy pamiętać, że jest ona j e d y n i e matematycznie poprawną i konsekwentną selekcją linii teoretycznych ułatwiających orientację w terenie i lokalizowanie punktów w nawigacji morskiej i lądowej.

BIEGUNY GEOMAGNETYCZNE – to punkty przecięcia powierzchni ZIemi z osią geomagnetyczną.

O tym, że nasz biegun południowy znajduje się na północy i odwrotnie wie dzisiaj niewiele osób. Aby utrzymać wspólną geograficzną nomenklaturę przyjęło się jednak, że igła kompasu wskazująca N wskazuje północ, w rzeczywistości jednak igła N jest przyciągana przez biegun magnetyczny południowy, który w tej chwili znajduje się na północy.

Podobnie jest z sytuacją geomagnetyczną Ziemi w szerszym ujęciu. Ponieważ życie ludzkie trwa zbyt krótko aby być świadkiem rzadko zachodzących zmian na skalę globalną, prawdopodobnie lwia część społeczności Ziemi żyje w przekonaniu, że taki obraz geomagnetyzmu ziemskiego jest niezmienny i o ile bieguny magnetyczne przesuwają się, czynią to powoli i w niewielkim odchyleniu od biegunów obrotu kuli ziemskiej.

I jest to zgodne z prawdą. Lecz tylko w krótkich przedziałach czasu geologicznego to o ile w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat ziemska nawigacja wymagała niewielkich kalibracji, w ciągu minionych miliardów lat historii Ziemi, położenie biegunów magnetycznym nie tylko różniło się znacznie o znanego nam obecnie to na dodatek nieustannie zmieniało się ono diametralnie.

Na tym wykresie przedstawiono zmiany położenia biegunów N i S, w sytuacji, w której magnetyczny biegun południowy stawał się północnym i odwrotnie po krótkotrwałym, chaotycznym stanie przejściowym w czasie którego Ziemia posiadała kilka biegunów południowych i północnych jednocześnie, czyli linie sił pola magnetycznego „wychodziły” z powierzchni Ziemi w różnych miejscach wokół planety.

To dla nas widok raczej niecodzienny ale jest naturalnym i jak widać często spotykanym zjawiskiem w przeszłości naszej planety. Skąd o tym wiemy? Nauką która zajmuje się lokalizowaniem i opisywaniem pola magnetycznego w geologicznej przeszłości Ziemi jest paleomagetyka.

Kiedy lawa wydostaje się z wnętrza Ziemi, jako skała rozpuszczona, gęsta i lepka ale płynna, zawiera w sobie cząsteczki żelaza, których ułożenie w płynnej lawie czułe jest na położenie biegunów magnetycznych. Można to porównać do obecności miliardów maleńkich igieł kompasów zawieszonych w gęstej zawiesinie, które zgodnie z liniami sił pola magnetycznego układają się w tych samych kierunkach co one. Kiedy skała zastyga, ich położenie pozostaje niezmienne na kolejne miliony lat (o ile skała nie ulegnie ponownemu stopieniu i uwolnieniu igiełek) i dzięki badaniom mikroskopowym rdzeni geologicznych wydobytych z wielu miejsc na Ziemi, przy użyciu technik komputerowych biorących pod uwagę dryft kontynentów (czyli obroty i przemieszczenia zastygniętej lawy) można określi jak zmieniały się układy biegunów, gdzie się znajdowały w odpowiednich epokach geologicznych i jak szybko następowały zmiany.

Zauważono, że następstwo i częstotliwość zmian są bardzo nieregularne i wahają się od 2 przemagnetyzowań w ciągu zaledwie 50 000 lat po okres ciszy i tą samą magnetyczną sytuację trwającą aż 50 milionów lat.

Ile trwało takie zjawisko, zapytacie? Tu również historia pokazuje, że zmiana biegunowania mogła trwać od 1000 lat po 10 000 ale znany jest przypadek przesunięcia biegunów magnetycznych o aż 6* w ciągu doby! To mogło zaowocować zupełnym odwróceniem położenia biegunów w zaledwie miesiąc!

Jaka jest przyczyna przemagnetyzowania (bo tak właśnie powinno nazywać się to zjawisko)? Badania płynnych ferromagnetyków, które mają reprezentować płynne wnętrze Ziemi działające jak dynamo wskazują, że dochodzi do tych zmian naturalnie. Kiedy pole magnetyczne jest stabilne, pole magnetyczne Ziemi wykazuje stabilność i jest w miarę silne. Kiedy słabnie, w polu pojawiają się zaburzenia, linie sił pola „plączą się” i w pewnym momencie następuje odwrócenie lub znaczne przemieszczenie biegunów magnetycznych, po którym powraca siła pola i sytuacja stabilizuje się.

Jest to obraz odmienny niż ten, który obserwujemy na płynnej powierzchni Słońca, które odwraca swoje bieguny co 9-12 dni podczas których pole magnetyczne gwiazdy wzrasta i staje się bardziej burzliwe.

Istnieją jednak teorie sugerujące, że stabilnie działające dynamo magnetyczne wewnątrz Ziemi może zostać wytrącone z równowagi w wyniku zjawisk na powierzchni Ziemi lub w jej najbliższym otoczeniu. Należą do nich gwałtowne przesunięcia i obsunięcia dużych fragmentów skorupy ziemskiej pod kontynenty, uderzenia meteorytów zaburzające przepływ magmy pod skorupą lub ewentualne przejścia bardzo dużych ciał w pobliżu planety co poprzez działanie grawitacyjne może mieć wpływ na równowagę przepływu magmy wokół jądra.

Metody statystyczne nie wskazują na zależność występowania wielkich wymierań gatunków i następowanie przemagnetyzowania Ziemi. Jednak takie zjawisko może mieć ogromne znaczenie dla cywilizacji opartej na szeroko rozpowszechnionej technologii elektronicznej, na której opiera się każda dziedzina naszego życia. Jak wcześniej wspomniałam, w czasie przemagnetyzowań siła pola magnetycznego słabnie jednak nie stwierdzono w skałach dowodów na wystawieni powierzchni Ziemi na wysoko zjonizowane cząstki wiatru słonecznego. Można więc przyjąć dość spokojnie, że co prawda część technologii elektronicznej może ulec awarii, jednak sam proces nie powinien mieć katastrofalnych skutków dla organizmów żywych. Należy oczywiście pamiętać o satelitach okołoziemskich, które mogłyby zostać zniszczone, odcinając nam dostęp do nowoczesnej nawigacji i komunikacji ale to już problem, który powstał jak się zdaje w wyniku krótkowzroczności naukowców budujących tę infrastrukturę.
Całkiem inaczej sprawa się jednak ma w kwestii przebiegunowania geologicznego.

I tu najczęściej pojawiają się błędne interpretacje i łącznie obu zjawisk w materiałach dostępnych w sieci, dotyczących roku 2012.

Czym więc jest przebiegunowanie geologiczne Ziemi, które spędza sen z powiek wielu osobom?

To obrót całego ciała niebieskiego, niezgodny z linią osi obrotu tego ciała, w wyniku którego geograficzne punkty biegunów (a za nimi oczywiście wszystkie teoretyczne punkty na powierzchni Ziemi) zmienią swoje położenie względem siatki współrzędnych geograficznych.

Faktem niezaprzeczalnym jest, że w przeszłości geologicznej Ziemi zdarzenia te miały miejsce. W ciągu ostatnich 200 milionów lat, powierzchnia Ziemi przesunęła się względem osi obrotu o całe 30*, chociaż nie zanotowano szybkich zmian o charakterze katastrofalnym. Około 850 milionów lat temu, w dwóch fazach powierzchnia Ziemi zmieniła swoje położenie względem osi obrotu o ponad 55*. Rzeczywisty dryf skorupy Ziemi odbywa się z prędkością średnią około 1* na 1 milion lat. A więc kąt 23,5* o którym pisałam na samym początku nie jest w żaden sposób stałą wartością na Ziemi. Gdyby nasza cywilizacja istniała w tym czasie i mogła zanotować te zmiany, mogłoby się okazać, że zagadkowe znaleziska zamarzniętych połaci lasów umiarkowanej strefy klimatycznej pod południową czapą polarną mogą nie znajdować się tam dzisiaj w wyniku dryfu kontynentów ale przebiegunowania geograficznego właśnie. Gdyby odpowiedzialny był za to dryf kontynentów – powolny i stabilny, roślinność przemieszczającego się fragmentu skorupy miałaby miliony lat na to aby w naturalny sposób wycofać się z obszarów niesprzyjających wegetacji. Tutaj jednak widzimy, że natura zaskoczyła w jakiś sposób biosferę, czego wielu naukowców głównego nurtu nauki nie chce zaakceptować. Teoria dryfu kontynentów Wegenera jest w tej chwili obowiązującą teorią każdego geologa i pomimo faktu, że nie tłumaczy wielu podobnych temu odkryć, uparcie trwa przy swoim.

Znalazł się jednak pewien odważny naukowiec, który stawił czoła teorii Wegenera. Choć teoria została podparta naukowo przez najdoskonalszy umysł XX wieku, historia przebiegunowań czy przemieszczenia skorupy nadal jest niesłusznie spychana w krąg teorii niestworzonych historii.

Charles Hapgood, doktor Uniwersytetu Harvard oparł swoje teorie m.in. na mapach ocalałych w bibliotekach całego świata, na których wyraźnie widać obszary lądu dziś zajęte lodem, które w czasie, kiedy mapy tworzono nie tylko nie znajdowały się pod lodem ale prowadziły nurty rzek, były pokryte roślinnością a wody wokół wybrzeży pływalne na tyle, że ktoś opłynął linię brzegową aby móc ją precyzyjnie wykreślić na mapie. Przykładem może być portolan Piri Reisa, tureckiego żeglarza którego odręczna mapa, narysowana na podstawie zaginionych już dzisiaj oryginałów ocalonych z Biblioteki Aleksandryjskiej pomogła podobno Kolumbowi dopłynąć do Ameryki.

Po przeanalizowaniu mapy Piri Reisa, Oronteusza Fenneusza i innych kartografów ubiegłych stuleci doszedł do wniosku, że ich podstawy obliczeniowe powstały dzięki istnieniu cywilizacji o rozwiniętej nadzwyczajnie metodzie naukowej, pomiarowej i technologicznej co dało podstawy twierdzić, że linia brzegowa zaginionych dziś kontynentów była widziana na własne oczy przez nieznane nam społeczeństwa zamierzchłej przeszłości Ziemi.

W tym jednak podejściu nie znalazł on zwolenników, jego pierwsza książka została uznana za barwne gdybania niegodne naukowca. Pomimo ewidentnych dowodów, obliczeń tempa i kierunku dryfu skorupy ziemskiej nie uznano jego teorii za nadrzędną względem teorii Wegenera lub zupełnie ją zignorowano. Charles Hapgood wysłał swoją pracę do jedynego człowieka, który mógł nadać jej mocne fizyczne podstawy – Alberta Einsteina.

W 1958 roku opublikował książkę The Earth’s Shifting Crust, z jego właśnie przedmową, w której Einstein tłumaczy szczegółowo proces który mógł prowadzić do przebiegunowania (w najgorszym wypadku) lub do przesunięcia skorupy ziemskiej niby skorupki na płynnym jajku.
Teraz będzie trochę fizyki ale nie za dużo. 🙂

Każda bryła obrotowa posiada trzy osie obrotu. Wyobraźmy sobie pudełko zapałek, które m o ż e obracać się wokół osi pionowej, poziomej przechodzącej przez szufladkę lub osi przechodzącej przez draskę.

Jeśli w naszej wyobraźni puścimy w ruch pudełko zapałek w ruch, wokół którejkolwiek z osi, będzie się ono stabilnie obracać wokół niej tak zawsze lub, jeśli przyłożymy siłę wokół innej osi, przy czym przeskok z obrotu wokół jednej osi na inną będzie dość raptowny. Bryła obrotowa potrzebuje stabilnego oparcia i równowagi sił aby obracać się swobodnie a więc jakakolwiek zmiana równowagi wektorowej zaowocuje próbą znalezienia sobie nowej osi obrotu.

W drobnej skali, zjawisko to nosi nazwę nutacji i obserwowane jest w żyroskopach, jako drganie występujące, kiedy kula poszukuje nowej osi obrotu.

W przypadku Ziemi, czy jakiegokolwiek ciała niebieskiego, nutacja na skalę planetarną może stanowić katastrofalny koniec pięknego dnia.

Ziemia nie jest kulą, nie jest nawet geoidą, kiedy obedrzemy ją z wszechoceanu – ma kształt ziemniaka, który podobnie jak pudełko zapałek posiada trzy osie obrotu. Wirujemy wokół jednej z nich ale wystarczy zmienić rozkład masy na jej powierzchni… właśnie – rozkład masy – to sprawa kluczowa przy możliwych rozważanym katastrofalnym przebiegunowaniu Ziemi. Oś obrotu, którą znamy i kąt nachylenia osi obrotu do płaszczyzny ekliptyki jest wypadkową wynikającą z takiego a nie innego rozkładu masy bryły zastygniętej lawy z płynnym wnętrzem, którą jest nasza planeta.

Co może spowodować przeniesienie siły obrotu na inną oś? Wszystko co już z definicji jest katastrofalne w skutkach – trzęsienie ziemi na niewyobrażalną skalę (trzęsienie ziemi w Japoni przesunęło oś obrotu ziemi tak, że straciliśmy na tym około 0,5 sekundy z 24h na ok 0,5 miliona lat), uderzenie meteorytu, wybuch wulkanu większy niż Krakatau (np. superwulkan Yosemite), uderzenie asteroidy, przejście nieznanego ciała niebieskiego o masie porównywalnej do masy Ziemi w nawet odległości 1AU… A więc zdarzenia, których nie możemy przewidzieć, możemy zauważyć je za późno, lub wcale. Zjawiska, na które nie mamy żadnego wpływu.

Oprócz jednego – Hapgood a wraz z nim Einstein zgodni byli w kwestii tego, że pokrywy lodowe stanowią tak ogromną masę, że ich topnienie i narastanie stanowi decydujący czynnik w równowadze sił decydujących o tym, wokół której osi wiruje Ziemia. Zgodzili się również, że poważny ubytek masy czap polarnych może doprowadzić do zaburzenia tej równowagi i w pewnym momencie skorupa ziemska może obrócić się na płynnym wnętrzu tak aby je skompensować. O tym co dzieje się z pokrywą lodową biegunów nie trzeba przypominać.

Jeśli nastąpi przebiegunowanie geograficzne na jakąkolwiek skalę, nie umknie to naszej uwadze w żaden sposób. Wiele osób podejrzewa, ze przebiegunowanie już ma miejsce lub już się zdarzyło jednak nie zdają sobie sprawy z fizycznych konsekwencji takiego zdarzenia. Więc od dzisiaj już wiecie, że jeśli ktoś powie Wam, że podejrzewa lub ma dowody na to, że nastąpiło przebiegunowane (nie przemagnetyzowanie) to już wiecie – że zmyśla ku czczej zgrywie lub zwyczajnie nie wie o czym mówi.

Przebiegunowanie geograficzne to koniec świata jaki znamy w każdym przejawie.

Spróbujcie szarpnąć bardzo szybko garnek pełen wody – garnek przesunie się z Waszą ręką, woda, wyniku siły bezwładności na krótką chwilę pozostanie w miejscu póki nie wzbierze przy brzegu naczynia i nie wyleje się na podłogę – podobnie wszechocean wystąpi z brzegów zalewając lądy falą o niewyobrażalnej wysokości i prędkości. Skorupa pęknie na uskokach, wybuchną wszystkie wulkany świata, kontynenty popękają wzdłuż i wszerz, woda przy brzegach, gdzie lawa zacznie uchodzić do morza zacznie się gotować….
Skąd znamy taki opis jeśli nie od Platona?
Przede wszystkim, podobnie jak w opisie zagłady Atlantydy – Słońce zacznie wschodzić i zachodzić szybciej, wolniej, nie w tych miejscach, w których zwykle się pojawia, dzień stanie na głowie, noc zapadnie na 2 godziny lub 3 dni, kto wie…. Na naszym nocnym niebie gwiazdy będą przesuwać się wspólnie w miarę jak Ziemia będzie „poszukiwać” nowej osi obrotu – o ile przeżyje ktoś kto będzie w stanie to opisać. Ci szczęśliwcy rozpoczną życie na Ziemi, na której już nic nie będzie takie samo.

Biegunami może stać się każde miejsce na Ziemi – np. Paryż lub Buenos Aires, pokryte lodem w kilka dni lub spalone prażącym słońcem, od którego nie będzie ucieczki. Roztopione czapy polarne odbiorą steki tysięcy kilometrów.

Wcześniej pisałam o wpływie kąta nachylenia osi obrotu Ziemi na pory roku. Jeśli ten kąt zmieni się (choć nie musi) , wegetacja ulegnie kompletnej przemianie. Pory roku mogą różnić się o tego co znamy nawet tak bardzo, że na Ziemi zapanuje nieustanne, palące lato na zachodniej półkuli i kosmiczna zima na wschodniej. Życie będzie możliwe tylko na terminatorze, czyli tam gdzie dzień będzie się spotykał z nocą, w tej samej prze dnia 365 dni w roku, w strefie przejściowej. Tylko jak pomieścić się w pasie lądu o szerokości 300km, okalającym Ziemię niczym obrączka chroniąca pozostałych przy życiu? Możemy mieć lato, tydzień jesieni, zimę, tydzień wiosny i wszystko co można wyobrazić sobie po drodze. Takie zmiany nie dają szansy roślinności a siłą rzeczy reszcie łańcucha pokarmowego, jaki dziś istnieje na naszej planecie…

Przebiegunowanie i przemagnetyzowanie jak widać mogą nastąpić w wyniku podobnych zjawisk. Jedno może poważnie utrudnić życie, sprowadzając cywilizację do epoki kamienia łupanego ale czym jest taki upadek w obliczu Wielkiego Wymierania wszystkiego co żyje?

Reklamy

Feathers of Passion

Zwykły wpis

Od początku. Założyłam na FB swoją własną stronę z ofertą i galerią wszystkich rzeczy jakie zrobiłam własnoręcznie w ciągu ostatnich lat. Na dysku nadal leży mnóstwo zdjęć, które czekają na swój wielki dzień ale dość szybko strona spełniła swoje podstawowe zadanie- przyciągnęła więcej klientów i dała troszkę zarobić. Ale tylko troszkę. Większe zamówienia powodują, że znowu planuję ściąć włosy a i tak zawsze kasa gdzieś się rozchodzi po kościach (czyt. po dzieciach) ale małe zamówienia kupiły mi piękny szalik w Matalanie. 🙂

Klientka zobaczyła na kasie moją małą Sówkę na drobiazgi i zapragnęła mieć taką samą. Było zimno w pracy więc zrobiłam sobie rękawiczki bez palców i zaraz dostałam zamówienie na 2 pary… Dziś skontaktowałam się z panią fotograf która szuka kogoś od czapeczek dla maluszków na sesje fotograficzne. Za jeden motek czarnej wełny Detaksacja dostanie swój komplet czapa-komin-rękawiczki zanim uderzy w nas zimna stulecia….

Ale w końcu rękodzieło to nie tylko moje szydełko. Planuję też wystawić moje wisiorki na stronę, może ktoś zakocha i zapragnie…?

Chcecie popatrzeć, na razie nie ma tam dużo ale zawsze można poLajknąć i być na czasie z tym co wychodzi spod moich rąk… Będzie mi bardzo miło.

Leniwe dni jesienne…?

Zwykły wpis

Fałszywy alarm? Nie, to była próba mojego nowego sprzętu w próbie odpowiedzi na pytanie: czy da się pisać posta na tyle sprawnie na tablecie, żeby nie trwało to godzinami. Odpowiedź brzmi- da się, nawet całkiem sprawnie ale Blogger nie dostarcza polskich znaków diakrytycznych dla Androida. 🙂

Co tam u mnie?

O matko, macie tydzień? 🙂

Piszę artykuły, biorę udział w audycjach internetowych, robię zabawki na szydełku, czapki, buciki, szaliki, maluję liście, montuję parapety, walczę w sojuszu znajdującym się obecnie na 23 miejscu w Polsce, tłumaczę filmy, prowadzę własną grupę dyskusyjną na FB, drugą z własnymi pracami, czytam dwie książki na raz (jedną jednym okiem, drugą drugim), odkładam i czytam dwie kolejne, buduję teorię, obalam teorie, kłócę się z ludźmi, odchodzę, wracam, żałuje i odchodzę ostatecznie, nie żałuję, słucham muzyki, oglądam „Lekarzy”….. jeszcze?

W tym samym czasie- raniutko ściągam mokre prześcieradełko, mokre spodenki, mokrą koszulkę i tłumaczę Mai, że kiedyś na pewno nauczy się nie siusiać w nocy. Ubieram w mundurek, wiążę kucyki, wysyłam do Babci na górę, schodzę zrobić Mai kanapki z jajkiem i szczypiorkiem, picie, spakować lunchbag, bookbag, zakładam kurteczkę, czapkę, szalik, całuję na papa, upewniam się, że grzeczna Maja będzie grzeczna w szkole. Wstawiam kawę, wsadzam mokre szmatki do pralki, wstawiam pranie, wyciągam gary ze zmywarki, robię kanapkę, siadam przy właczonym kominku i mam 1h dla siebie. W tym czasie robię coś z tej długiej listy rzeczy z poprzedniego akapitu. Budzi się Gabi, przychodzi z góry z kocykiem w objęciach, siada mi na kolanach, każe się zawinąć w kocyk i robimy poranne tulaczki. Robię małe śniadanko dla małego Chłopczyka, właczamy bajki, zbieramy autka, brumkamy po podłodze albo składamy wieże z klocków…Babcia jedzie po Maję do szkoły, przywozi rozczochraną, niedoubraną, zasmarkaną szczęśliwą dziewczynkę, której uczucie szczęścia przyćmiewa fakt, że jest tak kompletnie wykończona, że stoi w kuchni, w kurteczce i płacze bez powodu. Rozbieram, wrzucam mundurek do nowego prania, robię mleko, kładę Dzieciusie spać. Mam 2h dla siebie, podczas których robię wszystko z powyższego akapitu i wiele więcej, łącznie z planowaniem obiadu. Kiedy w tle leci jakaś audycja Georga Nooryego od której ryje się beret i cierpnie skóra, wstawiam obiad i czekam aż obudzą się Dzieciusie. Zmieniam pieluchę, ubieram dwie dupki, sprowadzam na dół, daje coś do roboty, idę kończyć obiad, w międzyczasie pisze posty na FB. Obiad się robi, Maja uczy się czytać. Mam więcej wytrwałości niż ona, więc zwykle po 30 minutach pięknego składania literek Maja odpływa w tryb „niesłyszęcodomniemówisz” i idzie na górę z Gabim bawić się figurkami co zwykle kończy się paplaniem figurek w umywalce w łazience. Obiad. Wraca Misiek, Z salonu robi się ruina, wszystkie zabawki na środku, drugie pranie, ścielenie nowego łóżeczka, zmywarka, coś z powyższego akapitu, mleko na noc, kąpanie Dzieciusiów sprowadzające się do 90% czasu zabawy w wannie i 10% czasu na mycie przy wtórze krzyków niezadowolenia. Tata usypia Maję grubą księgą bajek, Mama usypia Gabiego Muminkami. Tata i Mama usypiają w tym samym czasie co Dzieciusie, dodać czas na przeturlanie się do łóżka w sypialni i upewnienie się, że budzik nastawiony jest na 5:00 i 7:00 rano.

Co tam u mnie…… 😀