Monthly Archives: Styczeń 2016

Tańczą nutki na pięciolinii

Zwykły wpis

Mam za dużo w mózgu. Chciałam pisać o Davidzie Bowie ale skasowałam bo kontekst zrobił się szerszy. Skasowałam jeszcze raz po wtrącił się Freddie Mercury. I jeszcze raz bo Bowie zaczął piać o prawdziwej sztuce.

I zostałam bez posta.

Ale spokojnie. Skoro tylu się tu artystów ciśnie mi na łamy, trzeba udzielić im głosu. Będzie dziś dużo o muzyce w moim życiu.

tak więc zacznijmy od Natalii Kukulskiej.:D

Nie, tego Wam nie zrobię. Sobie też. Była płyta to się słuchało. Takie czasy. Puszek okruszek psia jego puchata mać.

W latach 80, w TV dawali Thriller Michaela Jacksona, Radio GaGa Queen i Let’s Dance Davida Bowie. Pamiętam to jak dzisiaj- czerwone buty, wybuch atomowy, niewolnictwo pracy na ulicy.

Byli New Kids on The Block czyli NKOTB. Bosz. Miałam z 10 lat i zarzynałam wszystkich w domu „faktami o NKOTB”. W tym czasie można było kupić niemieckie Bravo i polski Popcorn i wycinałam godzinami najdrobniejszą wzmiankę o nich, malutkie zdjęcie, nawet „w przyszłym miesiącu…” i wklejałam do zeszytu oprawionego w granatową dermę. Czy przesadzę jak wspomnę, ze ten zeszyt nadal spoczywa w pudle w Polsce? To część mojego życia w końcu, żaden wstyd. 🙂

W tym czasie moja klasa była podzielona na: 25% dziewczynek NKOTB, 25% dziewczynek Pauli Abdul oraz 50% chłopaków którzy stali z boku i patrzyli na nas jak na idiotki.

I nagle, jesienią któregoś roku kiedy miałam 10  lat (sic!) nadeszło olśnienie. Nie pamiętam skąd i jak ale a moim życiu pojawili się Depeche Mode i umarłam na stojąco. Poprawiałam oceny bo za 4 i 5 dostawałam kieszonkowe. Za 4  dostawałam 1000zl, za 5 2000zl i weź ten sposób w kilka tygodni udawało mi się uzbierać słynne 13 000 na kolejna kasetę magnetofonową Depeche Mode kupowaną od piratów w mrocznych przestrzeniach wrocławskiego Goliata. Za 6, Babcia brała mnie osobiście i fundowała nową kasetę od ręki. Nie było to niewychowawcze bo i tak miałam czerwone paski na świadectwach niezmiennie przez całą podstawówkę ale chodziło o „zarabianie” na marzenia.
Obcięłam włosy (Rodzicielka lamentowała bo przyniosłam do domu warkocz metrowej długości), nosiłam się na czarno plus białe skarpetki i w głowę zachodziłam nad sensem dołujących tekstów o chorej miłości, śmierci i ironii Stwórcy. Jako trzynastolatka nie miałam w ciele ani jednej mrocznej kości. Ale muzyka była jedyna w swoim rodzaju. Do dziś jestem depeszem głęboko na dnie serca, moim ulubionym albumem jest „Speak android Spell ” a kawałkiem „Blasphemous Rumors„:

To od nich zaczęła się moja podróż do Anglii która znalazła swoje zakończenie 16 lat później – na pokładzie RyanAira. Do dziś pamiętam jak siedziałam ze swoim pomarańczowym słownikiem dwukierunkowym i próbowałam rozebrać tekst do Enjoy the Silence bez znajomości angielskiej gramatyki. Bez prywatnych lekcji angielskiego daleko bym nie zajechała. 🙂

I tak było do 1991 roku, kiedy odmeldował się Freddie Mercury. Płyty CD były już wtedy ogólnodostępne i Rodzicielka postarała się żeby wpasować domu były wszystkie. Plus kasety Video które dożynałam latami, bo leciały w domu w kółko. Miałam szczęście bo zarówno Rodzicielka jak i Babcia podzielały moją pasję i już nie musiałam kryć się z magnetofonem we własnym pokoju:
– Jak ty możesz słuchać tych Depeszów, w kółko ten sam motyw a potem następny kawałek i znowu ten sam motyw?!
Z Queen był luzik. Działo się. Byłam na zlotach, co miesiąc dostawałam pocztą bezcenne fanziny, miałam na ścianie milion plakatów i wielką brytyjską flagą. Uczyłam się angielskiego słuchając wywiadów, śpiewając wszystkie piosenki z pamięci.

A potem…. była Straszna Długa Cisza bo przez kolejne lata, do czasu pojawienia się Internetu, po tym jak padło polskie piractwo trudniej było o powszechnie dostępne płyty bo nic mnie nie rwało a na byle co kasy szkoda było wydawać. Miałam Jeana Michaela Jarre’a,  Koto (letnie wspomnienia) no i Dead Can Dance.

Z Dead Can Dance było zabawnie bo prawie się stało nimi rozminęłam. Rodzicielka przez pewien czas prowadziła księgarnię w ajencji. Taki postkomunistyczny wymysł, inna nazwa na sponsoring- kiedy upadły krajowe księgarnie, kto miał kasę to wykupywał. Rodzicielka nie miała kasy ale miała prawo pierwokupu wiec znalazła takich dwóch Patafianów którzy księgarnię kupili i koniec końców położyli na łopatki. Kiedy księgarnia padała z powodu ich oryginalnych pomysłów biznesowych, Rodzicielka znalazła kasę i wykupiła od nich co zostało a Patafian 1 ścigał Patafiana 2 po całej Polsce za długi. bo Patafian 1 kasę wykładał a Patafian 2 ją inkasował. 🙂

Kiedy P2 się zwinął, P1 zabrał ze sobą swoje pomysły i pomysłowy towar pozostawiając lokal pusty jak mysz worek ziarna. Z jednym, małym lśniącym tęczowo wyjątkiem: w kącie wystawy leżała niepozorna płyta CD, z kremowym tłem i nadrukiem który niewiele mówił: DCD, Aion. W tym czasie jednym z ciekawych pomysłów P1 i P2 było sprzedawanie miedzy innymi dziwnościami płyt CD do których nikt nie miał jeszcze odtwarzaczy, w najbiedniejszej dzielnicy Śródmieścia. Płyta dostała byle jakie pudełko bez papierka i spędziła na półce w naszym domu cale lata. Kiedy Rodzicielka przyniosła do domu pierwszy odtwarzacz CD nie było co do niego włożyć i wtedy przypomniało mi się DCD. Z odtwarzacza popłynęła niepojęta poezja dźwięków, coś czego wcześniej nigdy nie doświadczyłam! Jakaś magia, czary, diabelstwo- wbijające się w duszę jak osikowy kołek.

DCD – ‚The Arrival and Reunion”

Chciałam więcej ale musiałam poczekać jeszcze parę lat aż do Polski weszły płyty z wyższej półki i do mojej kolekcji dołączyło wszystko inne Dead Can Dance.

Ale nie zaczęłam nosić długich spódnic i drewnianych amuletów. Dead Can Dance pozostało zarezerwowane na czas czytania 49 tomów Sagi o Ludziach Lodu. W UK Lisa Gerrard pomogła mi przetrwać mroczne czasy FakiJapi i Robka depczących moje życie wewnętrzne.

Lisa Gerrard i Pieter Burke- „Sacrifice”

Ale zanim przyszła Anglika, rok wcześniej przyszedł Rammstein i znalazł we mnie coś o czym nie wiedziałam- mhrrroczne nadzienie. 10 lat wcześniej i Rodzicielka odprowadziłaby mnie do psychiatry bo rozpieszczona moim dorastaniem przy dźwiękach We Are The Champions nie nawykła do mhrrocznych nastolatków słuchających kawałków o jedzeniu ludzi.

A było to tak, ze akurat cierpiałam muzyczne sieroctwo wiec mój CD był pełen wszystkiego bez szczególnych preferencji. W tym czasie pracowałąm jeszcze w Pizza Hut i nockami, kiedy restauracja karmiła przez okienko głodnych, nawalonych nocnych Marków szwendających się nocą po Rynku, załoga musiała się jakoś stawiać na nogi żeby nie zasnąć na kuchni. Zmieniali więc płytę na ”normalną „i od razu pracowało się lepiej. I tak szlam sobie przez kuchnie z insertem pełnym ziemniaczanki kiedy zbliżała sufitu popłynęło na mnie niebiańskie światło. Poprawka: wysypała się na mnie ciężarówka kamieni. Dosłownie stanęłam jak wryta i zawsze ziemniaczanką w rękach wpatrywałam się w dziurki głośnika spodziewając się czegoś surrealistycznego.
-Co to kurwa jest? – w restauracji panował dryg wojskowy któremu wszyscy zgodnie ulegali.
-Co, podoba ci się?
-Jezu!
-Tobie? To jest muza dla facetów!
-Weź nie pierdol! Mów co to jest?
-Rammstein.
-Jezu.

Du Hast

Nie wyszłam z kuchni póki się nie skończyło. Do domu wróciłam jak we śnie i koniec końców tak się czułam przez kolejne 2 lata. Tym razem dostałam świra prawidłowo- zaczęłam nosić zielone wojskowe spodnie, zielone wojskowe koszulki i czarne woskowe kurtki. Plus glany. I krótkie włosy. I słuchawki 24 godziny na dobę. Znajomi w pracy nie rozpoznawali Misi ale w końcu zostali przedstawieni… Kokainie. Bo to wtedy właśnie narodziła się Kokaina i wszystko to co powstało potem. To jest właśnie KOKAIN. Dali mi siłę, coś śmieszne- asertywność, wygląd w samą siebie, coś w rodzaju posiadanej wcześniej a jednak nabytej osobowości. Odpowiadają mi wszystkim co robią i z ręką na sercu oświadczam, że nie ma ani jednego ich kawałka którego nie lubię. Uwielbiam. Pasjami. No i Rysiek:

richard_z__kruspe_7_by_rzkstyles260-d4gu6hb

Znalazło się wielu ludzi oprócz Truffla, która podzielała naszą muzyczną pasję i do dziś z łezką w oku wspominam mhrroczne czasy http://www.toxic.pl, dzisiaj już nie istniejący na którym Kokain, Truffel, Konstancja Nina, Bestraf, Lord Lord, Gundzik i wiele innych osób tworzyło coś naprawdę unikalnego. Po zamknięciu strony przez autora, we łzach i smarkach pozostało nam tylko archiwalne wpisy które pewnego dnia usmażyły się wraz z twardym dyskiem. Przepadła wielka część Kokain. Zabrał ją wiatr ze wschodu. 😦

Ale Rammstein pozostaje na szczycie mojej listy choć po drodze był także MyChemicalRomance i 30SecondsTo Mars.

W międzyczasie całej tej opowieści w moim sercu ważną rolę miały zawsze ścieżki dźwiękowe z filmów Sci-Fi. Do nich dołączyły ostatnio ścieżki do Interstellar, The Martian, The Moon, Oblivion, The Sunshine, Battle Star Gallactica,   a z poprzednich lat na listach odtwarzania wiernie trzymają swoje miejsce ścieżki z Mission to Mars, The Fountain, The Passion, Star Trek, Dances with Wolves i wiele innych.

I pewnie mogłabym tak jeszcze długo gdyby nie fakt, że przypomniałam sobie o czym miałam napisać myśląc o Davidzie Bowie…. W ciągu ostatnich dni, nasze dzieci rozsmakowały w Starman, Life On Mars, Space Oddity które puszczamy im w kółko.  Nawet nie ma sensu wołać Gabiego bo jak się domyślamy, David Bowie nie narusza jego wewnętrznego muzycznego błogostanu.

12669944_1040970329303416_1820209761_o

W moim życiu były różne kawałki, które mniej lub bardziej ‚ryły mi beret przy warkoczach”. Ale to co zrobił Bowie wraz ze swoim odejściem ze świata muzyki jest dla mnie dziełem bez precedensu. Siła i ciężar argumentów umierającego człowieka- artysty który jeszcze nie skończył swojej twórczej misji….. Nawet Freddie Mercury nie oddał w swoim Innuendo nawet cienia tego co dokonał na moim umyśle David Bowie. Kiedy z ciekawości odpaliłam Blackstar na YouTube jakiegoś ranka, nawet Maja, pochłaniająca tosta z serem skrzywiła się i kazała mi wyłączyć ‚ToCoś” dosłownie po pierwszych 10 sekundach. Wyłączyłam posłusznie ale po powrocie z szkolnego przystanku otwierałam drzwi na ślepo bo nie mogłam trafić kluczem do dziurki. Do YouTuba. Do Blackstar. Boże Przenajświętszy, jak można stworzyć coś tak doskonale strasznego i poruszającego??? Nawet nie sięgam myślą tak głęboko, żeby nie przestraszyć się miejsca którego on tak bardzo się bał…….

Mówią, że to lamerskie zacząć słuchać muzyka tylko dlatego, że umarł. Słuchałam Freddiego i lamerka już odfajkowana. Będę teraz eksplorować Davida Bowie. Bo kiedyś trzeba sięgnąć tam gdzie Bowie’go spotkał Suseł:

Odkąd pierwszy raz usłyszałem Bowie’go, a było to jak miałem ok 10 lat, jego piosenki wydawały się mroczne, niepokojące, dziwne, odklejone od znanej rzeczywistości i starałem się unikać słuchania Bowie’go. To uczucie niepokoju i obcości było nieprzyjemne. Bardzo nieprzyjemne. Miałem szacunek do niego jako artysty ale nie lubiłem słuchać. Dzisiaj czuję się mniej człowiekiem niż kiedykolwiek, a uczucie wyobcowania i bycia nie tu gdzie powinienem towarzyszy mi całe życie.
Z biegiem czasu kolejne utwory Bowie’go przestały straszyć obcością, zaczęły kusić tą odmiennością, a dzisiaj zadaję sobie pytanie, kim był ten człowiek i jak bardzo nim nie był i wydaje mi się że był człowiekiem tylko w sensie fizycznym, bo umysłem, duszą, pragnieniami i tęsknotą był kimś obcym. Trochę tak jak ja, tylko bardziej. Patrząc na wszystko to, co się działo i dzieje w ludzkiej historii czuję dumę, że nie czuję się człowiekiem, a ciało to tylko skafander, który umożliwia istnienie w tej właśnie rzeczywistości. Uczucie że nie jestem w tym osamotniony jest niebywałe. Jest nas więcej, ale na tyle mało, by trudno było o kontakt i na tyle mało by inni uznawali nas za pomylonych i chorych umysłowo. Jeśli istota która była znana jako David Bowie nadal świadomie istnieje, to chcę jej podziękować za wszystko co zrobiła dla mnie i wielu innych.

Screen-Shot-2016-01-11-at-07.38.50

Reklamy

O głupocie- bo lubię. Będzie śmiesznie.

Zwykły wpis

Mamy XXI wiek- każdy szczyci się umiejętnościami na swoim poziomie zarzekając się, że albo :nie jest dobry w komputerach” albo że „komputery to akurat mam obcykane” ale każdy nosi ze sobą komórkę, która w większości wypadków jest 8x lepsza niż przeciętny komputer stacjonarny. Oferuje możliwości komunikacji o  których ludzkiej cywilizacji się dotąd nie śniło. Odrywa czapkę w niektórych przypadkach.

Ale czapkę razem z warkoczami odrywa także głupota w wydaniu premium.

Przyszła do mnie jedna taka trzydziestolatka z Samsungiem Galaxy 3 i mówi tak:
-Mam tu zdjęcie na Facebooku które chcę skopiować, żeby komuś dać. Co mam zrobić bo jak położyłam telefon na ksero to patrz co mi wyszło. Biały prostokąt.

-/głupiaś. Do szkoły wrócić musisz, czas zmarnowany odzyskać!/
-Prześlij na maila.
-Maila?
-Do tej osoby której …chciałaś dać to ksero.
-Maila?
-Maila.
-A jak?
-Mailem.
-Aha. A jak?
-Tu dotknij.
-I co dalej?
-I wyślij. Patrz, o tu.
-Aha. Bo ja nie jestem najlepsza w te rzeczy.
-/…………./
-Skąd będę wiedziała, że dojdzie?
-Spytaj czy doszło.
-Aha. – odwraca się- DOSZŁO COŚ DO CIEBIE??
Doczołgałam się do domu nadal w szoku. Na drugi dzień dzwoni Pacjentka
-Prosze Pani. Kilka tygodni temu zabukowałam sobie wizytę i dostałam takiego SMSa, że zabukowałam.
-Uhm?
-No ale wczoraj okazało się, że nie będę mogła przyjść i zadzwoniłam do was i zrezygnowałam.
-Uhm?
-I pani jakaś powiedział mi, że już nie mam tej wizyty i jest ok.
-Uhm?
-Ale nadal mam tego SMSa w swoim telefonie.
-Uhm?
 -To mam wizytę czy nie?
-Nie. Wizyta została usunięta.
-No ale mam tego SMSa.
-Ale on jest w Pani telefonie. Nie możemy go usunąć.
-Nie?
-No nie. Co by to było? Tak można by usunąć z telefonu cokolwiek.
-A można tak?
-Nie.
-To dobrze. … To w końcu…
-Proszę nie przychodzić. Zostać w domu. I będzie super.
-Mam zostać w domu, tak?
-Tak. I zignorować SMSa.
-Ok… ok…uh… ok.
Nie była przekonana. Też trzydziestolatka.
To też się nadaje na diagnozę.

O głupocie- bo lubię. Będzie śmiesznie.

Zwykły wpis

Mamy XXI wiek- każdy szczyci się umiejętnościami na swoim poziomie zarzekając się, że albo :nie jest dobry w komputerach” albo że „komputery to akurat mam obcykane” ale każdy nosi ze sobą komórkę, która w większości wypadków jest 8x lepsza niż przeciętny komputer stacjonarny. Oferuje możliwości komunikacji o  których ludzkiej cywilizacji się dotąd nie śniło. Odrywa czapkę w niektórych przypadkach.

Ale czapkę razem z warkoczami odrywa także głupota w wydaniu premium.

Przyszła do mnie jedna taka trzydziestolatka z Samsungiem Galaxy 3 i mówi tak:
-Mam tu zdjęcie na Facebooku które chcę skopiować, żeby komuś dać. Co mam zrobić bo jak położyłam telefon na ksero to patrz co mi wyszło. Biały prostokąt.

-/głupiaś. Do szkoły wrócić musisz, czas zmarnowany odzyskać!/
-Prześlij na maila.
-Maila?
-Do tej osoby której …chciałaś dać to ksero.
-Maila?
-Maila.
-A jak?
-Mailem.
-Aha. A jak?
-Tu dotknij.
-I co dalej?
-I wyślij. Patrz, o tu.
-Aha. Bo ja nie jestem najlepsza w te rzeczy.
-/…………./
-Skąd będę wiedziała, że dojdzie?
-Spytaj czy doszło.
-Aha. – odwraca się- DOSZŁO COŚ DO CIEBIE??
Doczołgałam się do domu nadal w szoku. Na drugi dzień dzwoni Pacjentka
-Prosze Pani. Kilka tygodni temu zabukowałam sobie wizytę i dostałam takiego SMSa, że zabukowałam.
-Uhm?
-No ale wczoraj okazało się, że nie będę mogła przyjść i zadzwoniłam do was i zrezygnowałam.
-Uhm?
-I pani jakaś powiedział mi, że już nie mam tej wizyty i jest ok.
-Uhm?
-Ale nadal mam tego SMSa w swoim telefonie.
-Uhm?
 -To mam wizytę czy nie?
-Nie. Wizyta została usunięta.
-No ale mam tego SMSa.
-Ale on jest w Pani telefonie. Nie możemy go usunąć.
-Nie?
-No nie. Co by to było? Tak można by usunąć z telefonu cokolwiek.
-A można tak?
-Nie.
-To dobrze. … To w końcu…
-Proszę nie przychodzić. Zostać w domu. I będzie super.
-Mam zostać w domu, tak?
-Tak. I zignorować SMSa.
-Ok… ok…uh… ok.
Nie była przekonana. Też trzydziestolatka.
To też się nadaje na diagnozę.

Włochata łapa zza grobu

Zwykły wpis

Niczego się nie nauczyła.

Menagerka powiedziała mi wczoraj, że Panikara (w końcu nadal zaufana psiapsiółka) przyszła dać znać, że Gollumka sieje zgorszenie i ploty na temat Nowej Sekretarki. Nagadała Panikarze, że Nowa Sekretarka była złodziejką i kradła leki z apteki. Panikara doniosła, Menagerka się uśmiała.

Co to jest za gatunek? Jakiś postatomowy odpad? Socjopacja? Psychopacja? Narcyzm? Bo to musi mieć diagnozę!

Jeszcze trochę i będzie jak dawniej

Zwykły wpis

Czasami wydaje mi się że słyszę jej głos. Szczególnie kiedy wychodzę z biura do recepcji i przez głosy innych rozmów słyszę Golluma. Ukłucie strachu które wtedy czuję udowadnia jaką traumę mi zaserwowała.

Managerka wie jak się czuję i mamy wspólny żarcik. Wysyła mi wiadomości ekranowe w stylu:
-Wpadnij do mnie na chwilkę- tylko nie panikuj!
A kiedy otwieram drzwi i wkładam głowę do środka:
-Podobał ci się mój dowcipek?

Ale powierza mi misje i chyba chce mi pokazać, że mi ufa i jestem zbawiona.
-Po odejścia Gollumki A panikuje, że sobie nie poradzi, że nie da rady. Nawet poszedł do DrIndii ze stresem. Weź mu tak pomóż, żeby nie zauważył. Spytaj go niezobowiązująco czy mu czegoś nie podebrać. Na pewno się ucieszy. On nie radzi sobie ze stresem a ty tak. I weź mi tu cichaczem podeślij Nową Sekretarkę, ona też niech się zaangażuje bo nam chłopak zmarnieje.

Wie, że stanę na rzęsach i pomogę ile tylko będę umiała. Obie sobie coś wisimy.

Nowa Sekretarka nie jest znowu taka nowa. Podnieśli słuchawkę i zadzwonili do dziewczyny, która była sekretarką u nas przed Gollumem. W tym czasie Nowej urodziła się pierwsza córeczka i odeszła na macierzyński. A Golluma dzieci poszły do szkoły więc dostała tą robotę na ostatnie 8 lat. Dziś córka Nowej ma 8 lat, druga 5 i przyszedł czas na paradoksalne przejęcie stanowiska które zawsze było jej. Miła, drobna, subtelna osóbka z fasady przypominająca Phoebe z Przyjaciół tylko niższa ode mnie. Ale zna robotę i nie musi się dużo uczyć, odświeżyć pamięć i już.

Jest nam luźniej, swobodniej, nie stresujemy się myślą, że zaraz po którymś z nas przejdzie. Nawet nie widziałam, że zrobiła piekło z życia A. Kto by pomyślał?

Święta Swieta

Zwykły wpis
Były i minęły i jak zawsze było za krótko. Ale przynajmniej spokojnie, bez stresów, nikt nie był chory po raz pierwszy od 7 lat. 🙂

W Wigilię poszłam do domu o 13:00 ale dzięki logistycznym zabiegom kilku poprzednich dni, udało się wszystko ugotować na czas. Żadnych poslizgow. Chyba robię się w tym tym naprawdę dobra.

Z kulinariów w tym roku nie byłam dumna z domu z piernika bo zawalił się zanim położyliśmy dach. Piernik był tak dobry ze nie miał szans udawać ścian bo był zbyt puszysty. Ale zjadło się ruiny i gruz z równym smakiem co architektoniczny cud.
Zrobiłam sobie deskę śmierdzących serów, koktajl krewetkow, ryż z mandarynkami i migdałami, nieodłączną galaretkę w wysokich szklankach, pasztet w małych foremkach, mnóstwo ciastek, placek cytrynowy i de placki marchewkowe. Plus cala masa innych pyszności.

Złamałam antycukrową przysięgę i do tej pory staram się wrócić na odwyk. Gani dostał w ręce całą bombonierke Quality Street i rozwinął wszystkie czekoladki z papierków. Na pytanie Co Na Boga Dobrego Zrobił I Jak Teraz Wiedzieć Które Są Nasze Ulubione odpowiedział ze nie da się wiedzieć a wiec są zepsute. I może wszystkie zjeść sam. Niby dobrze wykombinował.

Biegalam w sukience z tiulu po ulicy z dzwonkiem w ręku a Suseł z Rodzicielką nakręcali Dzieciusie, że właśnie przyleciał Mikołaj. Były prezenty i mnóstwo radości. Suseł chciał mi dać mój prezent juz na miesiąc przed Wigilią ale byłam twarda. 🙂 Dostałam tablet i piórko do malowania na tablecie, najnowsza książkę Grahama Hancocka, kolorowanki dla dorosłych, piękny wisiorek, komin na szyje w serduszka i książkę o pieczeniu chleba (to od siebie samej).

Było tak dobrze jak w Święta powinno być. Idealnie nawet bez śniegu. Ani jednego płatka.

Przed końcem semestru, z racji posiadania dwojga Dzieciusiow w szkole, obejrzeliśmy dwie Świąteczne sztuki- „Sleepy Sheppard” z Gabim w roli owieczki oraz „Silent Night” z Mają w roli Płatki Śniegu.

Nauczycielka Gabiego pracowała do zeszłego roku jako nauczycielka dzieci specjalnej troski wiec cala sztuka maluchów miała nie tylko warstwę wizualna oraz dźwiękową (czterdzieści pypci śpiewających o zwiastowaniu) ale również wszystkie piosenki, a było ich sporo, były jednocześnie śpiewane w języku migowym. Niesamowite wrażenie jak maluch przychodzi do domu, siedzi i śpiewa sobie pod nosem i macha rękami. Na początku nie skojarzylam na co patrzę dopóki Gani nie zaczął powtarzać refrenu i dopiero wtedy zauważyłam ze cały czas pokazuje te same gesty. Nauczył się wszystkich piosenek w języku migowym i jako nieliczne dziecko z Zerowki i Pierwszakow umiał mignąć każdą zwrotkę.
Zrobiłam mu kostium owieczki z czarnych getrow i czarnego golfika na który naszyłam panel zrobiony na szydelku, cały w owieczkowe bąbelki. Na łepku miał czapę na szydełkiem, także w bąbelki, z uszami z różową podszewką. Gdyby tylko Pani Asysytentka nie przyszyla mu tego panelu w talii tylko tam gdzie był pierwotnie, byłoby super. Jak to się stało ze „odpadł” Gabi nie wie.

Mai sztuka odbyła się w kościele wiec zdjęć nie ma bo kościół okazał się wąski i długi, dzieci za małe, światło za ciemne a ludzi za dużo. Za plecami warował nam Ojciec wiec grzecznie przejrzałam ulotki katolickiej urody i pożartowałam niezobowiązująco. Sztuka była klimatyczna, Maja daleko ale były momenty kiedy zbliżała się do wielkości znaczka pocztowego widzianego na odległość ramienia. Ale zakładam ze śpiewała pięknie. Kilka zdjęć w formacie RAW uratowało nasze przyszłe wspomnienia.

W po sztuce Ojciec wyszedł na miejsce przed ołtarzem które pewnie ma jakąś nazwę ale mój kościelny słownik nie straszy grubością i zabrał się do podziękowań. Podziękował Pani Nowej Dyrektor, Nauczycielom, Asystentom Nauczycieli, Nauczycielom Rezyserom, Scenarzystom i Dzwiekowcom w jednym, Dzieciom Aktorom, Narratorom, Rodzicom, Rodzicom którzy zrobili jakże piękne kostiumy, Rodzicom którzy przyprowadzili na sztukę swoich Rodziców, Rodzicom Rodziców, Rodzenstwom… potem opowiedział jak to się stało ze wpuścił tyle dzieci na teren Domu Bożego, podziękował chłopcu który grał księdza i wręczył mu klucze do Kościoła. Opowiedział jeszcze raz i tym jak powstała kolęda Cicha Noc na wypadek gdybyśmy nie złapali treści przedstawienia, wyraził podziw nad ponadczasowym przesłaniem tej opowieści, skarcił dzieci Myszy ze pogryzły organy, pożyczył wszystkim Wesołych Świat w duchu laski boskiej i przypomniał o jedzeniu marchewek żeby mieć dobry wzrok w ciemności.
W którymś momencie pomyślałam, ze kiedy przyszedł do Przychodni kilka dni wczesciej, szepcząc o pomoc bo stracił głos i na miłość boska nie może tak syczeć do wiernych….powinnam była znaleźć mu wizytę po Świętach. Nadgorliwie „wyleczyłam” go jeszcze tego samego dnia i bezpowrotnie ukradłam wszystkim tym dobrym ludziom 45 minut życia.

Udało się wyjść.

Szkolne przedstawienia bardzo nastrajają mnie do Świąt. W pierwszym roku płakałam jak szop z zachwytu.

Do następnych.

A Wam wszystkim którzy jeszcze siadają na moich poduszkach życzymy wszyscy wspaniałego roku 2016 który nie ma wyjścia- musi okazać się lepszy niż 2015.

Kokainka
Suseł
Dzieciusie Dwa

posted from Bloggeroid